Byle tylko tu nie wrócić

To opowieść o życiu za kratami, Różańcu w celi, cotygodniowym bólu rozstania z bliskimi, o grypsującym, który przestał grypsować, marzeniach i noworocznych postanowieniach.


Major Witkowski wierzy w resocjalizację. Niejednokrotnie był świadkiem wyjątkowych przemian. – Był taki Zenek. Grypsujący. Kiedyś niemal wzniecił bunt, bo mu jedzenie nie smakowało. Pewnego dnia przyszedł do mnie i mówi: „Nie chcę już dłużej brać w tym udziału. Chcę przestać grypsować. Co mam robić?”. Zaprzestanie grypsery jest niebezpieczne. Oznacza upadek na najniższy szczebel w hierarchii więziennej. Pomogliśmy mu. Zenek wyszedł na wolność. Dziś mieszka na Wyspach Kanaryjskich, założył rodzinę, pracuje jako złota rączka i jest szczęśliwy – opowiada.

– Oczywiście, jest także cała rzesza skazanych, którzy nie chcą się zmienić, nie przestrzegają regulaminu, są agresywni wobec strażników. Niestety, tacy więźniowie bardzo często mają fatalny wpływ na pozostałych osadzonych.


Przy łóżku różaniec


Odwiedzamy celę Marcina i Mateusza. Oprócz nich mieszka tu jeszcze dwóch młodocianych przestępców. Pokój jest niewielki, łóżka piętrowe, w rogu stolik. Na ścianie wisi niewielkich rozmiarów telewizor, a na parapecie stoi stary magnetofon. – To nasza jedyna rozrywka. Radio trzeszczy, a telewizor i tak rzadko włączamy, bo zazwyczaj nic ciekawego nie leci – twierdzi Mateusz.


Na posłaniach leżą książki, głównie o tematyce prawniczej. – Uczymy się paragrafów. Przydają się, gdy piszemy prośby o wcześniejsze zwolnienie – tłumaczy Marcin. Do końca odsiadki zostało mu już tylko kilka miesięcy. – Marzę o tym, by usiąść przy rodzinnym stole, porozmawiać z mamą, tatą, zjeść śniadanie wtedy, kiedy będę miał na to ochotę – przyznaje. Na poręczy jego łóżka wisi różaniec. – Wierzę, że Pan Bóg pomoże mi, gdy już opuszczę zakład. Że pokieruje moim życiem tak, bym nigdy tu nie wrócił – mówi.


Dla Mateusza najgorsza jest więzienna monotonia. – Każdy dzień wygląda tak samo. Rano apel. Codziennie o tej samej porze śniadanie, obiad i kolacja. Nie mogę pójść się wykąpać albo do biblioteki ot, tak, kiedy mam taką potrzebę. Muszę trzymać się ściśle określonego grafiku. I tak dzień w dzień, miesiąc w miesiąc, rok w rok. To frustrujące – opowiada. Mateusz korzysta z pomocy więziennego psychologa. – Mam problem z agresją. Dzięki terapii nauczyłem się panować nad złością. Kiedy jest jakaś nerwowa sytuacja, staram się rozwiązać ją inaczej niż przy pomocy pięści – mówi.


Więźniowie spędzają z sobą niemal 24 godziny na dobę. Szanują się, ale – jak sami przyznają – trudno mówić o przyjaźni. – Jak wyjdziemy z więzienia, każdy pójdzie w swoją stronę. Jestem pewien, że będziemy chcieli jak najszybciej zapomnieć o wszystkim, co wiąże się z tym miejscem – podkreśla Mateusz.
Bywają też sytuacje konfliktowe. – Trudno ze sobą wytrzymać przez kilka lat na paru metrach kwadratowych – twierdzi Marcin.


Układanie myśli


Agnieszka Szultka jest więziennym psychologiem. – Często skazani przychodzą do mnie i mówią wprost: „Chcę się zmienić, ale nie wiem, jak”. To bardzo ważny krok, świadczący o świadomości popełnienia błędów i potrzebie naprawy wyrządzonego zła – wyjaśnia. – Rozmowy ze skazanymi służą przede wszystkim ułożeniu myśli. Wskazaniu mocnych i słabych stron życiowych planów. Chodzi o to, by więzień potrafił w konstruktywny sposób zaplanować swoją przyszłość – dodaje.


Psycholog potwierdza, że dużym problemem dla osadzonych jest więzienna rutyna. – Rytm dnia w Zakładzie Karnym oparty jest na ściśle określonym grafiku. I rzeczywiście przekłada się na poczucie, że nic w więzieniu się nie dzieje. A to nieprawda. Skazani mogą uczestniczyć w różnego rodzaju aktywnościach, organizujemy wyjścia do teatru, kina albo muzeum. Więźniowie biorą także udział w spotkaniach z ciekawymi ludźmi – sportowcami, aktorami, piosenkarzami – zaznacza. – W naszym zakładzie znajduje się również specjalny oddział dla osób uzależnionych od alkoholu, w którym osadzeni mogą skorzystać z 3-miesięcznej terapii – dodaje.


Oprócz psychologa, ważną rolę w Zakładzie Karnym pełni kapelan. Ks. Przemysław Kalicki pracuje w więzieniu już od 23 lat. – W każdą niedzielę odprawiam w Zakładzie Karnym Mszę św. Prowadzę też nabożeństwa – różaniec, adorację. W tygodniu przygotowuję do sakramentów – do chrztu, I Komunii, bierzmowania. Oni tego potrzebują. Mam wrażenie, że wiara, obecność Boga im pomagają. Bywają takie okresy, kiedy kaplica więzienna pęka w szwach – opowiada.


Często zdarza się, że więźniowie przychodzą do ks. Przemka nie do spowiedzi, tylko tak po prostu, żeby się wygadać. – W rozmowie z nimi staram się doprowadzić do tego, by zaakceptowali swoją sytuację i wzięli odpowiedzialność za swoje czyny. To krzyż i oczyszczenie. Tylko ta perspektywa czyni człowieka wolnym – podkreśla.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11