Musicie o tym myśleć

Być matką znaczy nie tylko urodzić i wychować dzieci. Macierzyństwo to znacznie więcej, to sposób życia, sposób widzenia świata.

W Watykanie zakończyło się seminarium zorganizowane przez Papieską Radę ds. Świeckich dotyczące kobiety. Hasło to cytat wzięty z listu apostolskiego Mulieris Dignitatem: "Bóg zawierzył człowieka kobiecie".

Wydaje mi się oczywiste, że mój poprzednik miał tu na myśli macierzyństwo - mówił papież w sobotę na spotkaniu z uczestnikami seminarium. Kobieta poczyna, nosi w łonie i rodzi każdego człowieka. Nie ma nikogo, kto mógłby ją w tym zastąpić. Ale jednocześnie papież wskazuje na dwa niebezpieczeństwa w interpretowaniu tego faktu. 

Pierwsze [niebezpieczeństwo], to sprowadzać macierzyństwo do roli społecznej, do zadania, które, choć szlachetne, faktycznie stawia na uboczu kobietę z jej możliwościami, nie docenia jej w pełni przy budowaniu wspólnoty. I to zarówno w społeczności cywilnej, jak kościelnej.

Być matką znaczy nie tylko urodzić i wychować dzieci. Macierzyństwo w tym kontekście to znacznie więcej, to sposób życia, sposób widzenia świata. Ten sposób patrzenia może bardzo wiele dać światu. Uznanie, że przestrzeń macierzyństwa i powołania kobiety to dom i rodzina to zbyt mało. Macierzyństwo to nie jest tylko fakt biologiczny. To stosunek do życia.

Reakcją na to [ograniczenie] jest drugie niebezpieczeństwo, przeciwne: szerzenie swoistej emancypacji, która, aby zająć miejsca odebrane temu, co męskie, gubi to, co kobiece ze znamiennymi dla niego wartościowymi cechami - mówił dalej papież. I dodawał, chwilę później: Naprawdę cierpię, gdy widzę w Kościele czy w pewnych organizacjach kościelnych, że rola służby – którą wszyscy mamy i powinniśmy mieć – w przypadku kobiety ześlizguje się w stronę poddaństwa (papież użył w tym momencie hiszpańskiego słowa servidumbre).

Służba, do której wszyscy jesteśmy wezwani, nie oznacza poddaństwa. To nie znaczy, że tracimy własną godność, własną podmiotowość, zdolność do samodecydowania i wnoszenia własnego oryginalnego wkładu w rzeczywistość. To nie znaczy, że są lepsi (posiadający władzę) i gorsi (którzy nie mają wpływu na rzeczywistość, a za zaszczyt mają sobie poczytywać realizację poleceń). To nie jest Kościół. Nie tak powinna - zwłaszcza w Kościele - wyglądać władza i posłuszeństwo. By nie być gołosłownym: "Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu ."

Nie ma nic dziwnego w tym, że w Kościele zdarza się "ludzki" tryb sprawowania władzy i traktowania tych, którzy są tej władzy poddani. Ale jest to zdecydowanie przestrzeń dla nawrócenia.

Nie jest prawdą, że kobieta nie różni się od mężczyzny. Nie jest prawdą, że nie istnieje różnica we wrażliwości, w sposobie postrzegania rzeczywistości, człowieka, relacji międzyludzkich. Owszem: istnieje w tej sferze bardzo wiele stereotypów, po części poniżających, ale po części wynoszących kobietę pod niebiosa. Bardzo trudnych do usunięcia, bo wprawdzie nikt nie lubi być poniżany, ale zrezygnować z bycia nad-człowiekiem, choćby w jednej sferze, też jest niełatwo.

To prawda: tak jak nie ma jednego wzorca męskości, tak też nie ma jednego wzorca kobiecości. Tak jak  nie ma jednego sposobu przeżywania ojcostwa, tak każda kobieta będzie inaczej przeżywała swoje macierzyństwo, rozumiane szeroko, nie tylko jako funkcja biologiczno-społeczna. Ważne jest jednak, by go nie odrzucać. Zapewne w drodze po władzę w świecie, w którym funkcjonujemy, cechy uważane za męskie są bardziej przydatne. Nie jest tak, że kobieta nie jest w stanie ich w sobie wykształcić. Nierzadko udaje jej się to lepiej niż mężczyznom. Ale w moim najgłębszym przekonaniu traci wtedy siebie samą. To zbyt wielka cena. I dla niej samej, dla Koscioła, dla świata.

Kobieta ma szczególną wrażliwość na «sprawy Boże» - mówił papież. - Przede wszystkim pomaga nam zrozumieć miłosierdzie, czułość i miłość Boga względem nas. Kościół jest kobietą, jest matką! I to jest piękne! Musicie o tym myśleć i pogłębiać tę myśl.

Nie lubię stwierdzeń o "szczególnej wrażliwości", nawet na sprawy Boże. Nie wiem, czy kobieta lepiej rozumie miłosierdzie, czułość i miłość Boga. Nie mam takiego wrażenia, gdy patrzę na kobiety, które spotykam. Także na siebie. Wielokrotnie doświadczam jednak, że moja wrażliwość jest inna, niż męska. Ani lepsza, ani gorsza. Komplementarna. I to wystarczający powód, by jej nie gubić w spojrzeniu na Boga, Kościół i świat.

Odpowiedź na pytanie, jak wygląda powołanie kobiety w Kościele i świecie wymaga refleksji. Nie tylko na poziomie Papieskiej Rady. Przede wszystkim refleksji każdego/ każdej z nas. Warto, byśmy o tym myśleli i pogłębiali tę myśl.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9