Budzik w komórce

Jest prosty jak schemat linii warszawskiego metra. I, co najważniejsze, sprawdza się w praniu: budzi „niedzielnych” katolików z letargu.

Katolicy też mają swoją sieć komórkową. Włosi kupili licencję od Amerykanów, a nowe technologiczne rozwiązanie zaczyna również kiełkować nad Wisłą.

Średnia polska parafia. Kilka tysięcy wiernych. Na niedzielnej Mszy zjawia się od 28 proc. (diecezja sosnowiecka) do 69 proc. (diecezja tarnowska) parafian. W jaki sposób proboszcz ma dotrzeć do tych, którzy omijają świątynie szerokim łukiem albo zaglądają do nich tylko w czasie najważniejszych sakramentów: „popiołkowania” i święcenia pokarmów? Króciutkie odwiedziny kolędowe nie wystarczają. Na II Kongresie Nowej Ewangelizacji gorąco dyskutowano o systemie komórek parafialnych, dzięki któremu świeccy skutecznie docierają do świeckich i zapraszają ich do animowania życia parafii.

To struktura małych grupek prowadzonych przez liderów. Spotykają się co tydzień w domach na wspólnej modlitwie uwielbienia, czytaniu Pisma Świętego i rozważaniu konferencji nagranej uprzednio przez proboszcza.

Mnożenie przez dzielenie

– Gdy zostałem duszpasterzem akademickim u św. Anny, zastałem w kościele… jedną studentkę. A to centralny ośrodek Krakowa! – opowiada ks. Jacek Stryczek, twórca programów społecznych: Szlachetnej Paczki i Akademii Przyszłości, prezes Stowarzyszenia WIOSNA – Podjąłem 99 prób ściągnięcia do kościoła młodych i wszystkie przegrałem. Dopiero 100. przyniosła owoce. Skorzystałem z systemu „komórek parafialnych”. To działa jak w biologii: komórki, aby żyć, muszą się mnożyć. Połączyliśmy pracę w grupach z formacją. I takie cotygodniowe spotkania w grupach wypaliły.

– „Wychodzenie do ludzi”, o które apeluje papież Franciszek, musi być zrobione mądrze. Przerobiłem różne etapy szukania sposobu na nową ewangelizację – wspomina o. Rafał Kogut, franciszkanin pracujący w Cieszynie – Gdy byłem proboszczem w Bytomiu, dwukrotnie chodziłem od domu do domu. Okazją do głoszenia Dobrej Nowiny były też odwiedziny duszpasterskie. Chodzili ze mną świeccy. Ja głosiłem słowo Boże i błogosławiłem, oni mówili świadectwa. Wychodzenie na zewnątrz jest konieczne, ale po latach rozeznałem, że najlepiej sprawdza się jednak w praniu metoda komórek parafialnych. Jej istotą jest ewangelizacja środowiska. A najbliższe środowisko człowieka to rodzina, przyjaciele, miejsce zamieszkania i miejsce pracy. Komórka parafialna to grupa do 14 osób. Co tydzień jest modlitwa, nauczanie. Ewangelizuje się w ciekawy sposób; poszczególna osoba znajduje kogoś z najbliższego otoczenia, kto nie wierzy w Boga. I teraz – uwaga! – nie podchodzi od razu z gadką o Jezusie. Nie! Najpierw modli się za tę osobę. W drugim etapie zaczyna jej bezinteresownie pomagać, służyć. I dopiero na końcu, gdy ta osoba pyta: „Dlaczego to robisz?”, zaczyna głosić Ewangelię. Takie komórki dzielą się na mniejsze grupy. Gdy powstaje ich więcej, proboszcz nie jest w stanie być na wszystkich spotkaniach. I co robi? Nagrywa co tydzień nauczanie, a ludzie odsłuchują je na swych wspólnotowych spotkaniach.

Jak to się robi w Ameryce?

Gdy w 1956 roku włoski ks. Piergiorgio (w skrócie PiGi) Perini przyjął święcenia kapłańskie, parafialna rzeczywistość była – jak sam wspomina – „idealna”. Duszpasterska sielanka: pełne kościoły, pełne ręce roboty. Minęło 30 lat, a wiernych stopniowo wywiewało z kościoła. Została grupka około 400 parafian, którzy wprawdzie wiernie przychodzili na niedzielne Msze, ale – jak zauważył ks. Perini – dyskretnie ziewali i spoglądali zniecierpliwieni na zegarek.

Cóż z tego, że ks. PiGi został proboszczem parafii św. Eustorgiusza w centrum Mediolanu, która została utworzona już w 350 roku, a zwiedzający ją turyści cmokali z zachwytu nad pięknymi freskami, bezcennymi rzeźbami i płótnami mistrzów? Parafia jako wspólnota pogrążała się w letargu. Jak duszpastersko obudzić tych kilkuset ludzi, którzy gromadzą się na sześciu niedzielnych Mszach? – zastanawiał się proboszcz.

I wówczas wpadł mu w ręce artykuł „Parafia w ogniu” opisujący przemianę, jaka dokonała się w jednej z amerykańskich parafii. Dziennikarz pisał o nowym systemie komórkowym, który zdał duszpasterski egzamin. Ks. Perini nie zwlekał. Chciał na własne oczy zobaczyć ewangelizacyjny budzik przerabiający leniwych katolików w świadków wiary. Kupił bilet i ruszył za ocean. Do katolickiej parafii św. Bonifacego w Pembroke Pines na Florydzie. Był rok 1986. Inter Mediolan zajmował w Serii A trzecie miejsce za Napoli i Juventusem.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10