Gdy położna jest jak grabarz

W szpitalach położniczych położne asystują przy aborcjach. Często wbrew swojej woli.

Położne. Ich rolą jest przyjmowanie porodów, pomaganie kobietom w trudnym i pięknym czasie ciąży, połogu. Pielęgniarki anestezjologiczne asystują też m.in. przy cesarskich cięciach. Tak najczęściej myślimy o ich pracy. I tak zazwyczaj w skrócie zakres ich obowiązków wygląda. Ale na szlachetnym zawodzie położnej kładzie się cień dramatu. W szpitalach położniczych, w których wykonuje się aborcje eugeniczne, czyli tzw. terminacje ciąż, pielęgniarki i położne asystują przy zabiegach. Często wbrew swojej woli. Położne, jeśli już zabierają głos w tej sprawie, to szeptem. Tylko między sobą i ze strachem mówią o dramatach na oddziałach ginekologicznych. Gdy miesiąc temu na portalu gosc.pl zamieszczono tekst „Łamane sumienie położnych”, zachęcając, by położne zmuszane do asystowania przy terminacjach ciąż opowiedziały publicznie o swojej sytuacji, odezwało się sporo kobiet. A także kilka rodzin, które nie mogą patrzeć, jak matka czy żona cierpi w miejscu pracy.

Żaden z rozmówców jednak, bojąc się utraty pracy lub procesu o zniesławienie, nie pozwolił na ujawnienie prawdziwych danych osobowych czy nazwy szpitala. Obecnie pracownicy ochrony zdrowia mogą odmówić udziału w procedurach medycznych sprzecznych z wyznawanymi przez nich wartościami. Teoretycznie położna może więc odmówić asystowania przy aborcjach eugenicznych. Zgodnie z art. 23 Ustawy o zawodach pielęgniarki i położnej, „pielęgniarka i położna może powstrzymać się, po uprzednim powiadomieniu na piśmie przełożonego, od wykonania świadczenia zdrowotnego niezgodnego z jej sumieniem, jednakże z wyjątkiem przypadków niebezpieczeństwa utraty życia lub poważnego uszczerbku na zdrowiu pacjenta”. Ta regulacja prawna jest powszechnie znana jako „klauzula sumienia”. I właśnie tę regulację, opierając się na niewinnym „wyjątku”, łamie się regularnie.

Przypadek 1.: Krystyna, pielęgniarka anestezjologiczna

Krystyna, lat 34. Duże miasto na północy kraju. Zawód wykonywany od lat z sercem: pielęgniarka anestezjologiczna. Miejsce pracy: blok operacyjny. Fakty: od zakończenia studiów aż do ubiegłego roku pracowała m.in. przy cięciach cesarskich, drobnych zabiegach chirurgicznych, ginekologicznych. Gdy na emeryturę odszedł ordynator ginekologii i położnictwa, a nastał bardzo ambitny, rzutki i pragnący sukcesów na medycznej niwie „nowy”, zmieniły się i zasady pracy. Szpital do swojej „oferty pomocowej” dorzucił terminacje ciąż. Jak to się dzieje i gdzie? Krystyna znać szczegółów nie chce. Widzi tylko efekty. Na blok przywożą kobietę w zaawansowanej ciąży. Dziecko, prawdopodobnie po wcześniejszym podaniu „leków” na umieranie gdzieś na oddziale ginekologii i położnictwa, już nie żyje. Wtedy przystępują do „dzieła” lekarze i położne… – Ile można patrzeć na zabite dzieci? Zabite w naszym szpitalu? – pyta Krystyna. – Dlaczego musimy w tym uczestniczyć? Nie po to jestem pielęgniarką, która pomaga żyć, by asystować przy umieraniu! Krystyna i jej kilka koleżanek próbowały protestować, rozmawiać z przełożonymi. Powiedziano im, co następuje: pracownic to my mamy aż za dużo, więc mogą sobie szukać bardziej „komfortowego” zajęcia.

A gdy powołały się na klauzulę sumienia dla położnych i pielęgniarek, usłyszały: zabieg usunięcia martwego płodu z jamy macicy jest zabiegiem ratującym życie matki. Zabiegiem zagrażającym życiu kobiety, nagłym. Więc… klauzula nie obowiązuje. – Jak to nagłym? – pyta retorycznie Krystyna. – Przecież to zabieg planowy. Wystarczy tak dobrać personel, by przy terminacjach asystowały tylko te pielęgniarki, które nie mają dylematów moralnych. Mówią nam lekarze: „Wy nic złego nie robicie. Pomagacie kobietom, by nic złego im się nie stało”. A dzieje się coś złego: szpital zabija chore dzieci, a nie pomaga w ich przyjęciu. I szpital zmusza nas, byśmy były grabarzami tych dzieci. Jestem pielęgniarką, nie chcę być grabarzem. Krystyna próbowała o swoim i innych pielęgniarek dramacie informować terenowy oddział Izby Pielęgniarek i Położnych. Pielęgniarka urzędniczka grzecznie jej wysłuchała. I na tym koniec. Krystyna więc od pół roku szuka innej pracy. Może znajdzie.

Przypadek 2.: Kamila, ze względnym happy endem

Kamila, lat 27. Obecnie pracuje w szpitalu, w którym dzieci się wyłącznie przyjmuje. Nie odbiera… – W liceum uważałam, że położnictwo to jest najpiękniejszy zawód na świecie. Pomagać rodzić się nowemu życiu, troszczyć się, opiekować, chronić malutką, bezbronną istotę. Takie były moje wyobrażenia o pracy położnej, gdy szłam na studia. W trakcie nauki były ciche wzmianki o tym, że jeżeli coś jest niezgodne z naszym sumieniem, to mamy prawo odmówić bez żadnych konsekwencji. I to tyle na temat aborcji oraz naszych praw. Kamila po studiach rozpoczęła poszukiwanie pracy. Koleżanka napisała do niej kiedyś: „W moim szpitalu, w W., jest praca. Chcesz?”. – Ucieszyłam się, bo u nas z pracą krucho. Koleżanka odpisała jednak: „U nas są terminacje ciąż, jakby coś. Nie przeszkadza ci to?”. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego nie powiedziałam, że jednak nie chcę tej pracy... Pierwszego dnia na rozmowie u przełożonej pielęgniarek i położnych: „Pani Kamilo, chciałabym, żeby Pani wiedziała, że u nas na oddziale dokonywane są terminacje ciąż i położne w nich uczestniczą”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8