Ks. Piotr Dyduch, moderator Ruchu Światło–Życie w diecezji gliwickiej, mówi o jego założycielu, spotkaniu z żywym Bogiem i swoim zaangażowaniu w oazie.
Domowy Kościół to małżeńsko-rodzinna formacja świeckich w Kościele, działająca w ramach Ruchu Światło-Życie, czerpiąca z doświadczeń i metod francuskiego ruchu Équipes Notre-Dame.
Mógłby być patronem zakochanych, finansów, zdrowia i dzieci. Przynamniej tak uważają Marta i Paweł Mierzwińscy z Katowic-Giszowca.
Od 25 lat nieprzerwanie realizują w praktyce wizję ks. Franciszka Blachnickiego. Kilka wychowanych na niej pokoleń szczecineckich parafian może śmiało powiedzieć: „To działa!”.
- Kościół nas wykształcił i jako dorośli ludzie dalej chcemy w nim być, modlić się, posługiwać i mieć swoje miejsce - mówią członkowie Oazy Dorosłych w Lubsku.
- Przyjechał Spes, czyli nadzieja z Katowic - tymi słowami co roku witał ich ks. Helmut Piechota z Jełowej.
Jak stać się człowiekiem modlitwy? Oazowicze mają na to sprawdzone sposoby.
Wielu ich rówieśników uważa, że Kościół to są smęty. Tymczasem oni mówią, że Kościół jest radosny i piękny, a w ferie, zamiast na narty, jadą na KODA i KAMuzO. To rekolekcje, które oazowiczom kojarzą się z kursami dla elit.
Dni wspólnoty gromadzą oazowiczów cztery razy w roku w różnych rejonach diecezji. Jesienna pielgrzymka była największym wydarzeniem.
– Próbuję żyć z Bogiem, traktować go na poważnie, jako jedynego Pana i Zbawiciela. Wynikiem tej próby jest potwierdzenie, że to działa. Czuję pokój, widzę sens życia, relacji z innymi ludźmi – mówił Bartosz Tarnawski, uczestnik kursu dla animatorów KODA.