Najpierw przedstawił współbrata, autora, zajętego w tej chwili czymś innym kilka kroków dalej. Powiedział o nim półgłosem kilka życzliwych zdań, wskazał książki. Nic nadzwyczajnego przecież: ot, sprzedający zachęca nas do poświęcenia uwagi. Tyle tylko, że akurat wiedziałam kto to. Też autor. Mógł po prostu siedzieć i czekać, aż okażemy mu należne zainteresowanie. Wszak byliśmy tam, na targach książki, właśnie dla takich jak on, z ich powodu.
Nie musiała tego robić. Sama się przecież podkłada, tak łatwomożna ją oskarżyć o chęć bycia w centrum uwagi, manipulację. Ba, wzbudzanie w nas litości. Jej winy były wszystkim wokół znane, błędy wyraźnie widoczne, a przecież na pewno nie wszystkie. Dlaczego więc powtarzała uparcie: to jest dobre, tamtego nie wolno wam robić, to jest grzech?
Pokora, dziwna rzecz. Nieoczywista. Jakoś się wymyka najpobożniejszym rozważaniom. Wezwanie do pokory, przyznajmy, dziwnie brzmi w ustach każdego z nas, im piękniejsze – tym bardziej. Jakbyśmy sami sobie zaprzeczali: stawiać na pierwszym miejscu to, co stawia nas na ostatnim miejscu, a co w rezultacie (wierzymy Ewangelii!) wynosi nas na pierwsze miejsce… Jak cytowana wczoraj na kazaniu modlitwa o pokorę św. Tomasza z Akwinu: wołanie o bycie nieznanym i pominiętym napisane przez kogoś, kto jest znany i istotny. Ironia losu?
Musi zapewne tkwić w tym wszystkim jakaś zgoda na to, że mimo skoślawienia naszych wysiłków dobro się dokona, wybrzmi, będzie miało (nomen omen) ostatnie słowo. Bo jak tu inaczej nazywać pokorną Służebnicą Tę, którą wychwalamy? Jak szykować główne krzesło dla najważniejszego gościa – skoro cenimy w nim skromność zwłaszcza? Teza, że mamy być pokorni osobiście, a w stosunku do innych tej pokory się nie domagać – jakoś wszystkiego nie wyjaśnia. To oczywiste, że uwiera nas wymuszanie cichości u tych, którzy z reguły są mniej istotni, mniej utalentowani, jakoś w ogólne mniej… Za mało oczywiste, że nie razi nas zbytnia krzątanina wokół przywilejów tych, którzy są ważniejsi, z definicji wyniesieni wyżej, bardziej widoczni, i że nie razi nas odbieranie im należnego miejsca. Mogą być przecież równie pokorni – czemu im to utrudniać? Dlaczego nie traktować ich tak samo jak wszystkich: bez lekceważenia, z szacunkiem, ale i bez niepotrzebnego szumu? A jednocześnie bez doszukiwania się w ich słowach i gestach pychy albo choćby fałszywej skromności, to zwłaszcza.
Kto raz zobaczył, ten nie będzie taki sam: jak rozkwitają. Jak pęka ta zasklepiona skorupa bycia niewystarczającym, niedoskonałym. Jak podejrzliwość, potknięcia, złe słowa tracą moc. Bo to akurat możemy: powiedzieć półgłosem kilka zdań (życzliwych), postawić dodatkowe, specjalne krzesło (stąd będziesz wszystko widzieć, zapraszam). A także zmówić w sercu modlitwę za wyżej postawionego. Choćby i autorstwa samego Tomasza z Akwinu. A co.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |