Bez reklamy

Wydaje się, że są rzeczywistości, których reklamować nie potrzeba – do takich z pewnością należy dobro.

W Ewangeliach „dobro” nie jest zdefiniowane jako abstrakcyjna zasada filozoficzna, ale jako coś bardzo konkretnego: życie zgodne z wolą Boga, wyrażające się w miłości, miłosierdziu i prawdzie, pokorze i czystych intencjach. Jezus w Ewangelii mówi też o „sługach nieużytecznych”, a sam również staje się sługą, który pochyla się w Wieczerniku, aby umywać nogi apostołom. Co więcej, wzywa do naśladowania takiego stylu. Wydaje się więc, że dla uczniów Jezusa robienie dobra to norma.

Rzeczywistość życia codziennego pokazuje jednak coś zupełnie innego. Wielu ludzi szuka rozgłosu, czyniąc zwyczajne rzeczy, które powinni wykonywać, bo taka jest powinność moralna wynikająca z miłości. Jeśli jednak ktoś znajdzie się na eksponowanym stanowisku, to jego zwyczajne czyny stają się nagle czymś nadzwyczajnym. Jakby w żyłach tego człowieka płynęła krew innego koloru albo jakby jego funkcja czy stanowisko stawiały go wyżej od pozostałych.

Nic bardziej mylnego. Godność człowieka nie wzrasta wraz z tytułem ani nie maleje wraz z jego brakiem. To, co naprawdę stanowi o wartości osoby, dokonuje się w ukryciu — tam, gdzie nie sięgają światła reflektorów ani spojrzenia ciekawskich. Dobro, które potrzebuje poklasku, łatwo traci swoją czystość; zaczyna służyć nie drugiemu człowiekowi, lecz własnemu obrazowi.

Być może dlatego najtrudniejsze jest czynienie dobra w ciszy. Bez świadków, bez natychmiastowej nagrody, bez gwarancji, że ktoś to zauważy. A jednak właśnie tam rodzi się autentyczność — w prostych gestach, które nie domagają się uznania. W cierpliwości wobec drugiego, w uczciwości, która nie szuka skrótów, w wierności małym obowiązkom.

Uczeń Jezusa nie jest wezwany do wielkości rozumianej po ludzku, lecz do wierności. A wierność rzadko bywa spektakularna. Częściej przypomina kroplę drążącą skałę – niemal niewidoczną, a jednak skuteczną. Dlatego dobro nie potrzebuje reklamy. Ono broni się samo – swoją prostotą, swoją prawdą, swoją cichą obecnością w świecie, który zbyt łatwo zachwyca się tym, co głośne i błyszczące.

Na koniec warto oddać głos Peterowi Seewaldowi, który w przedmowie do swojej książki pt. Odkrywanie wieczności (Kraków 2026, s. 10) snuje taką refleksję: „Jest różnica między tym, czy żyjemy tak, żeby w tym krótkim czasie, którym dysponujemy, doświadczyć i skosztować wszystkiego, co uważamy za warte przeżycia, co generuje ciągły pośpiech i gorączkę wrażeń, czy też żyjemy zgodnie z wartościami, które w mniejszym stopniu kierują nas ku posiadaniu, o większym stopniu stawiają na samo istnienie. Jest różnica, gdy ktoś bierze pod uwagę, że kiedyś będzie musiał zdać sprawę z tego, jak żył, ale towarzyszy mu nadzieja, że nie jest tylko podmuchem wiatru, nic nieznaczącym ogniwem w łańcuchu ewolucji, tylko jest istotą wartościową i taką pozostanie”.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6