A może po raz pierwszy? Bo wcześniej znało się to tylko ze słyszenia…
Mowa o różnych rzeczach. Różnistych. Np. o takim Kabarecie Olgi Lipińskiej, który dla mnie pewnie, tak świadomie, najbardziej kojarzy się z latami ’90, ale przecież jego historia zaczęła się jeszcze w latach ’70.
W latach ’80 też już jednym, dziecięcym okiem, coś się z tego, co Lipińska robiła (powtórkowe „Właśnie leci kabarecik”, „Kurtyna w górę”, kultowe „Igraszki z diabłem”), oglądało, ale to tak raczej od przypadku, do przypadku. A tymczasem, od ładnych paru tygodni, oglądamy sobie z Żoną regularnie tamte odcinki z czasów gdy nie było nas jeszcze na świecie. Bo na kanale TVP Rozrywka, co niedziela, tuż przed 20:00, znowu leci kabarecik. Ten z Gajosem, Pokorą, Fronczewskim, Kobuszewskim, gościnnym występami Rodowicz…
Nie trzeba już grzebać na Youtubie. Mordować się ze zgrywanymi z VHS-ów, kiepskiej jakości, pourywanymi najczęściej materiałami. Tu mamy całość. I możliwość zajrzenia w przeszłość. W to czym ekscytowali się dziadkowie i rodzice. A i do czego my wracamy/odkrywamy coraz chętniej, bo przecież te dzisiejsze kabarety, to ja nie wiem. Naprawdę. Spuśćmy na nie lepiej zasłonę (kurtynę!) milczenia…
Wracamy/odkrywamy także kino z tamtych lat. A nawet wcześniejszych. Łapnięte gdzieś na bookcrossingu „Filmidła” Osieckiej, czyli teksty jej recenzji pisane w latach 1956-1960, sprawiają, że przenosimy się do czasów, które znamy tylko z rodzinnych opowieści i wspomnień osób, które zresztą już nie żyją.
Dziadkowie chodzili do katowickiego kina Rialto na komedie z Fernandelem i zaczynającym dopiero - na drugim, trzecim planie - de Funesem. Matka na filmy z Brigitte Bardot i Marcello Mastroiannim. Plus oczywiście Vittorio De Sica, Gerad Philippe, Gina Lolobrigida, Anna Magnani… - generalnie w głowie się kręci od tamtych gwiazd, które potem, czasami widywało się w „W starym kinie”, czy „Perłach z lamusa”, a dziś wracają w TVP Kultura, a nawet w TVP Historia (jak to dobrze, że nikt na Woronicza nie wpadł na pomysł TVP Prehistoria – wtedy pewnie bym się już załamał) ;)
Póki co jednak jeszcze nie jest tak źle. Wręcz przeciwnie. Podziwiam. I nie tylko pyskatość, i złośliwość Osieckiej (kto by pomyślał, że siedział w niej taki zoil), ale też plakaty, którymi ilustrowane są „Filmidła”. Świerzy, Młodożeniec, Fangor, Lipiński… - w sumie to taki mini-album Polskiej Szkoły Plakatu. Naprawdę dobra rzecz. Ale widać komuś już w domu niepotrzebna. Bo ramota i prehistoria?
Trudno. Let it be – jak śpiewali inni dziadersi z Liverpoolu.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Kościół od wieków przypomina o obowiązku regularnej spowiedzi.