Siedzimy za stołem, rozmawiając niespiesznie i zerkając od czasu do czasu przez okno, czy jacyś leśni goście na kolędę nie nadciągają.
Włocławek z jednej strony opierał się o Wisłę, pozostałą część miasta osłaniał las. Nie puszcza, nie wiekowy bór. Po prostu las. Pierwsze wyprawy rowerem były albo na ryby, albo do lasu. Wolałem drugie. Siedzenie nad brzegiem rzeki i wpatrywanie się w spławik było pasją ojca. Maluch wolał zwiedzać okolicę, czasem uciekając opiekunowi. Las był zawsze fascynujący ze względu na swoja nieprzewidywalność. Tu też uczyłem się samodzielności. Pojechaliśmy kiedyś na maliny. Gdy już żołądki były pełne słyszę stanowczy głos ojca: prowadź, synu, do domu. Nie odpowiadał na pytania, nie reagował na płacz. Po prostu jechał za mną. Dzięki tej fantastycznej lekcji do dziś świetnie radzę sobie w nieznanym terenie. Las skrywał także moje smutki, niepokoje, marzenia, wzloty i upadki. Od wczesnej wiosny do późnej jesieni nic nie mogło powstrzymać mnie od przynajmniej godzinnej przejażdżki. Bywało, trzeba było nieść rower przez jakieś podmokłe tereny, by dojść/dojechać w nowe, nieznane miejsce.
Leśna pasja trwała latami. Po spędzonych jedne i drugie wakacje w Bieszczadach byłem niemalże pewny, że następnym krokiem będzie ATR z leśną specjalizacją. Pan Bóg chciał inaczej. Czego nie żałuję. Ale też odwdzięczył się za leśną pasję kierując na parafię położoną w sercu Gostynińsko-Włocławskiego Parku Krajobrazowego. Znajomy leśnik podsumował: koniec końców i tak trafił ksiądz do lasu.
Wspominam przy okazji środowej kolędy. Leśnej. Po sumie zabrano mnie samochodem do kilku położonych w lesie domów. Leśniczówka, Niedźwiedź (niegdyś wieś, będąca zapleczem myśliwskiego dworku hrabiego Ike z Duninowa), Telążna Kanał. Ta bierze drugą część nazwy od rowów przeciwczołgowych, wykopanych pod koniec II Wojny Światowej. Tak Niemcy chcieli bronić się przed nadchodzącą Armią Czerwoną. Ostatecznie nic z tego nie wyszło. Ofensywa przyszła z innego kierunku, a rowy do dziś są miejscem, gdzie rosną najlepsze grzyby.
Więc siedzimy za stołem, rozmawiając niespiesznie i zerkając od czasu do czasu przez okno, czy jacyś leśni goście na kolędę nie nadciągają. Popijając kompotem drożdżowy placek cieszymy się chwilą, zastanawiając się w międzyczasie na ile bylibyśmy zdolni wrócić do miejskiego hałasu i pospiechu. Wrrr… Odejdź, zmoro… Cisza, świeże powietrze i zasada, rządząca ludźmi z lasu: jeśli jedziesz na pięć minut, by coś załatwić, z kimś się spotkać, wiedz, że wrócisz za trzy godziny. Bo ludzie z lasu są jak Żydzi z czasów Pana Jezusa. Pozdrowienie spotkanych w drodze musiało zamienić się w długą rozmowę. Dlatego Mistrz przestrzegał swoich uczniów: „nikogo w drodze nie pozdrawiajcie” (Łk 10,4).
Niedźwiedź. Przysiedliśmy na werandzie. Za domem wzgórze. Bywa, sarny, jelenie i łosie zerkają zeń w okna pokoju na pięterku. Przed nami szkółka choinek, dalej stary las. Cisza. Zastanawiamy się jak mogło kiedyś wyglądać tu życie. Pojono trzodę, skrzypiały żurawie, dym z kominów miał zapach dębu lub jesionu. Ludzie wieczorem przysiadywali na ławce przed domem i snuli leśne opowieści. Dziś byśmy powiedzieli: budowali więzi, relacje. To, czego współczesnemu człowiekowi tak bardzo brakuje. Nawet kilka tysięcy followersów i lajków nie da człowiekowi takiej satysfakcji, radości, spełnienia, jak kilka chwil spędzonych w ciszy na werandzie.
Do ostatnich domów zajechaliśmy po ciemku. Przydała się znajomość leśnych dróg i dróżek. Tędy nie skręcaj. Będzie bliżej, ale na następnym rozstaju jest górka. Nie widać jej spod śniegu, możemy się powiesić. O, tu, skręć w prawo. W ciemności widzimy pierwsze światła domów Telążnej.
Daniel i Ewelina. Pamiętam ich ślub i pierwsze miesiące małżeństwa. Zagospodarowywali dom do jej rodzicach. Mieli pod górkę. Młode małżeństwo, dom ruina, wszędzie daleko, na osiedlu jedna studnia, w której ciągle brakowało wody. Dziś urządzeni, cieszący się dziećmi. Starsza córka opowiada o szkole. Chce być opiekunką medyczną. Widzę, że lubi to, co chce w przyszłości robić. Jej nie muszę tłumaczyć, by nie wybierała zawodu ze względu na zarobki, a potem męczyła się całe życie. Dzielę się z nią swoim doświadczeniem z czasów, gdy jeździłem z chorymi na wakacje jako wolontariusz. Przy okazji przekomarzam się z młodszą, ukochana córuchną tatusia: jeśli się do mnie nie uśmiechniesz, dostaniesz sześćset pytań do nauczenia się na pamięć przed Pierwszą Komunią. Jak przypuszczałem zdała egzamin bez pytania. Jednym uśmiechem.
To właśnie jest najpiękniejsze podczas kolędy u ludzi lasu. Czas, radość, zachwyt, niekiedy cisza nasłuchiwania, brak zbędnych słów. Co najważniejsze – każda z leśnych dróg prowadzi do człowieka.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Są one położone na trzech kontynentach: w Europie, Azji oraz w Ameryce Południowej.