Prześladowano mnie za wiarę

O ewangelizacji, prześladowaniach chrześcijan i aborcji mówi poseł na Sejm RP John Godson

Stefan Sękowski: Trafił Pan do naszego kraju jako misjonarz. Polska potrzebowała ewangelizacji?

John Abraham Godson: Każdy kraj potrzebuje ewangelizacji, jeśli rozumiemy ją jako pogłębienie wiary w Boga. W Polsce 98 proc. osób mówi, że wierzy, ale ile z nich naprawdę jest wierzących? Gdy linoskoczek Charles Blondin mówił, że przewiezie po linie nad wodospadem Niagara człowieka w taczce, wszyscy mówili, że wierzą, że mu się to uda. Gdy jednak szukał ochotnika, dopiero po dziesięciu minutach zgłosiła się jedna osoba. Ilu widzów rzeczywiście wierzyło w umiejętności Blondina? A ilu Polaków wierzy naprawdę w Boga?

Chciał Pan pogłębić wiarę Polaków?

Tak, głównie wśród studentów. Przyjechałem na misje z Chrześcijańskim Stowarzyszeniem Akademickim. Współpracowałem z różnymi kościołami – baptystami, zielonoświątkowcami, ale i wspólnotami Odnowy w Duchu Świętym czy Oazą. Nawet w jednej konferencji wziął udział biskup katolicki. Bardzo miło wspominam ten czas.

Jest Pan jedynym czarnoskórym posłem w polskim sejmie, jednym z – w porównaniu do np. państw zachodnich – niewielu imigrantów mieszkających w naszym kraju. Imigranci się u nas odnajdują?

Tak i nie. Polska powojenna jest krajem homogenicznym. Imigrantów z Ukrainy czy Białorusi możemy nawet nie rozróżniać. Przybyszom z Afryki jest trudniej. Muszą nauczyć się języka, który jest bardzo trudny – Pan słyszy, mieszkam tu 18 lat i nadal popełniam błędy, moje dzieci mnie poprawiają. Do tego dochodzi klimat, temperatura od +30 do -30 stopni, dla niektórych to jest po prostu masakra (śmiech). Ja się do tego przyzwyczaiłem, ale to jest trudne. Z powodu homogeniczności występują u Polaków niskie kompetencje międzykulturowe. Jak społeczeństwo nie jest przyzwyczajone do odmienności, to często reaguje przez strach, albo na podstawie stereotypów. Porównując to, co było 18 lat temu i dzisiejszą sytuację, widzę ogromne zmiany. Mam wrażenie, że moi sąsiedzi z Łodzi, wśród których mieszkam, którym pomagam, nie traktują mnie jako imigranta, ale jako swojego.

Imigranci chcą się w Polsce integrować?

Wydaje mi się, że tak. Są dwa rodzaje imigrantów – jedni chcieliby traktować Polskę jako swój dom, a są tacy, którzy przyjechali tu tymczasowo, na studia, do pracy, albo traktują Polskę jako kraj tranzytowy. Ta druga grupa jest większa, głównie ze względu na problemy językowe, klimat i kwestie ekonomiczne. Imigrantowi bardzo trudno znaleźć pracę w Polsce, bo polskie firmy nie są przyzwyczajone do zatrudniania obcokrajowców. Jeśli ktoś obraca się tylko w kręgu innych obcokrajowców, to nie ma możliwości integracji, nauczenia się języka i obyczajów. Mi pomogło to, że gdy tu przyjechałem, nie miałem przyjaciół z Afryki. Moi przyjaciele byli we wspólnocie, kościele, w pracy, później poznałem tutaj żonę.

Z drugiej strony ważne jest, by nie zatracić własnej tożsamości. Jak imigranci radzą sobie ze znalezieniem tego „złotego środka”?

Najlepiej doceniamy naszą tożsamość integrując się. To paradoks. Nie doceniałem mojej afrykańskości, o ile coś takiego jest, dopóki nie wyjechałem za granicę. Musimy rozróżniać integrację od asymilacji, która jest wyrzekaniem się swoich korzeni. Niektórzy tak robią, ale integracja to utożsamianie się z nową kulturą bez utraty korzeni.

Co „afrykańskość” może wnieść do polskiej kultury?

Ma Pan odpowiedź na swoje pytanie – proszę popatrzeć na mnie (śmiech). To, co wnoszę do polskiej polityki i społeczeństwa, do miasta Łodzi, wynoszę z Afryki. Sympatia, empatia, chęć pomocy, to bardzo potrzebne. Działam w Instytucie Afrykańskim, chodzimy do szpitali, hospicjów, tam gramy muzykę, serwujemy afrykańskie potrawy. Możemy wnieść słońce ducha do Europy i Polski.

Imigrantów jest w Polsce o wiele mniej, niż w państwach Europy zachodniej. Tam część polityków, np. kanclerz Niemiec Angela Merkel, uważa, że wielokulturowość zawiodła.

Wszędzie, gdzie mniejszości etniczne czy narodowe zaczynają być znaczące, jest tendencja, by iść w kierunku nacjonalistycznym. Jeśli ta polityka zawiodła, to jest to ich wina, bo nie było polityki integracyjnej. To problem całej Europy. Powinno się zachęcać najlepiej wykształconych ludzi do osiedlania się w Europie. Zdolność adaptacyjna jest tym większa, im wyższe jest wykształcenie. Tymczasem do Europy przyjeżdżają ludzie słabo wykształceni, którzy tworzą później getta.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6