Ojciec z połówką dyni

O buszowych drogach, obiadach dla maluchów i prawdziwym życiu z o. Marcelim Prawicą rozmawia Barbara Gruszka-Zych

Barbara Gruszka-Zych: Zawsze marzył Ojciec o Afryce?

Ojciec Marceli Prawica: – Nie, o Brazylii… Ale w latach 70. ubiegłego wieku przyjechał do Pol-
ski czarny biskup Lusaki i poprosił kard. Wyszyńskiego o duszpasterzy. No to pojechałem do Zambii.

I z tego zrobiło się 40 lat, w tym 35 – w buszu, a Ojciec się wcale nie starzeje.

– Mam 72 lata i wyglądam jak stara toyota, którą jeżdżę. Serce mi wysiada, jedna noga nawala od kręgosłupa, bo dźwignąłem kiedyś ciężkie koło. Muszę iść na operację, żeby popracować jeszcze dwa, trzy lata. Co prawda kard. Kozłowiecki duszpasterzował w Zambii 60 lat, ale mnie raczej się to nie uda.

Dobrze Ojcu idzie, a przecież urodził się Ojciec w naszym klimacie…

– …i to podczas wojny – w 1939 roku, w Warszawie. Ale lubię ciepło. Kiedy w Polsce ludzie przy 30 stopniach upału dyszą, to dla mnie pestka.

Gdzie Ojciec zaczynał?

– Trafiłem do miejskiej parafii w Kabwe, gdzie złodziej dźgnął nożem mojego poprzednika o. Lencznara – polskiego jezuitę, byłego kapelana gen. Maczka. A potem wybrałem Chingombe. Jezuici, którzy założyli tamtejszą misję, odeszli w 1885 r., bo nie mieli ludzi. I właśnie wtedy na zebraniu dekanalnym biskup zapytał, kto z nas jest chętny, żeby tam pracować. No to się zgłosiłem. To miejsce odległe o 220 km od Kabwe, czyli pierwszego większego miasta w okolicy. Można się tam dostać tylko buszową drogą.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8