Opanować katakumbowych

Każdego dnia od 3 do 10 tys. Chińczyków przyjmuje chrzest. To niepokoi władze, które właśnie nasiliły prześladowanie katolików wiernych Watykanowi.

Przez ostatnie lata ścierały się dwie wizje polityki Stolicy Apostolskiej wobec komunistycznych Chin. Polityka ustępstw i małych dyplomatycznych kroków konkurowała z linią twardej ręki, głoszącą, że tylko wobec zdecydowanego rozmówcy komuniści poczują respekt. Specjaliści od Chin twierdzili wręcz, że Watykan łudził się, iż da się współpracować z rządem w Pekinie. Ostatnie miesiące pokazały jednak dobitnie, że władze nie godzą się na obce wpływy na swym terenie, a tak postrzegana jest działalność Kościoła katolickiego.

Dokręcanie śruby
Chłodem powiało już kilka miesięcy temu, gdy mimo wyraźnego sprzeciwu Benedykta XVI wyświęcony został na biskupa ks. Joseph Guo Jincai, następnie zaś zorganizowano Zgromadzenie Przedstawicieli Katolików Chińskich. W tej niezależnej od Watykanu organizacji biskupi są mniejszością, a jej trzon tworzą prokumunistyczni członkowie podległego władzom Patriotycznego Stowarzyszenia Katolików Chińskich (PSKCh). Objawem dokręcania śruby katolikom jest też wybranie przed kilkoma dniami kandydata na nowego ordynariusza oficjalnie działającej diecezji Shantou na południowym wschodzie kraju. Ma on zastąpić dotychczasowego biskupa, wyświęconego tajnie za zgodą Stolicy Apostolskiej, jednak nieaprobowanego przez władze. Ks. Joseph Huang Bingzhanga jest bliski partii komunistycznej, znany z ambicji i żądzy władzy. Na biskupa kandydował od dłuższego czasu, jednak nie został uznany przez Watykan za godnego sakry. Honorowy przewodniczący Stowarzyszenia Patriotycznego Liu Bainian, popularnie nazywany „chińskim papieżem”, poinformował, że przygotowywanych jest przynajmniej 10 kolejnych podobnych akcji. Ostrzegł, by Watykan nie mieszał się do wyborów kandydatów na biskupów ani do ich konsekracji.

Politykę chińskich władz trudno zrozumieć z perspektywy europejskiej. Z jednej strony są one gotowe budować kościoły czy płacić pensje księżom, a z drugiej prześladują chrześcijan. Wszystko rozbija się o jedno słowo: lojalność. – Chińczycy nie są w stanie zmieścić w swej koncepcji kulturowej powszechności Kościoła katolickiego. Łatwiej im zaakceptować podlegającą królowej wspólnotę anglikańską – mówi ks. Konrad Keler, wicegenerał werbistów, który właśnie wrócił z Chin. Przypomina, że już od czasów Konfucjusza chińskie społeczeństwo zostało zorganizowane na kształt piramidy, w którą wszyscy powinni się włączyć. – Wszystko zależy od ludzi znajdujących się na szczycie: teraz prezydenta czy przywódcy partii, a wcześniej imperatora. Chińczycy nie wyobrażają sobie jakiejkolwiek ingerencji z zewnątrz i właśnie z perspektywy tej awersji do wszelkich zewnętrznych czynników trzeba spojrzeć na nominacje biskupie – zauważa ks. Keler. Naprzeciw takiemu myśleniu wychodzi też widzenie Chin jako Państwa Środka, czyli centralnego, najlepszego kraju. Ta mentalność w dużej mierze odpowiada za trudności, jakie napotyka Kościół w głoszeniu Chrystusa na tamtym terenie. Mimo masowych chrztów chrześcijaństwu nie udało się przeniknąć chińskiej kultury.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6