Brytyjskość, brytyjskość…

Jak tu o nie niej nie pisać w dniu pogrzebu królowej?

Niemal cały świat znów nagle stał się very british, indeed. Choć z Żoną britiszujemy przecież od dłuższego już czasu - o naszych maratonach z „The Crown” i „Downton Abbey” pisałem na początku sierpnia. No i tak już zostało. Tyle tylko, że w ramach domowej tarczy antyinlacyjnej Netflixa zastąpiły nam kanały BBC z kablówki. I co ciekawe najbardziej wciągnęli nas „Mistrzowie ceramiki”.

Czego to ludzie na tych kołach garncarskich nie wykręcą. Czego nie ulepią, nie wymyślą… W sumie my też z gliny lepieni (lepniaki jedne, jakby to rzekł Lem), więc może to stąd ta radocha z oglądania wyczynów kolejnych brytyjskich potterów? Bo potter to angielsku garncarz.

A i papież Franciszek mówił przed laty, że „jesteśmy i na zawsze pozostaniemy jedynie kruchymi naczyniami z gliny, w których Pan Bóg złożył ogromny skarb”.

Duchowo, teologicznie można z gliny niejedną ciekawą myśl ulepić. A z brytyjskości?

I tu mam problem. Bo ta „moja brytyjskość” to od dekad głównie muzyka, futbol i seriale. W większości zwariowane – jak nie Pythoni, to „Dno”, „Wiecznie młodzi”, czy „Nasz człowiek w parlamencie”, czyli Rik Mayall się kłania i jego anarchistyczno-punkowy humor.

Grzebię dalej w pamięci, grzebię po półkach. Jest! „Król Artur i Rycerze Okrągłego Stołu” U. Waldo Cutlera. Tyle tylko, że to pisarz amerykański… Ale sama książka – wydana u nas w bellonowej serii Perły Literatury Młodzieżowej - jak najbardziej british. I duchowa, co może zaskakiwać dzisiejszych fanów króla Artura.

Celtycki heros, starowalijski bohater narodowy, rzymski legionista… - teorii na temat pochodzenia króla Artura namnożyło się mnóstwo. I jako ktoś taki jest też najczęściej ukazywany we współczesnej popkulturze. Rzecz jasna z pominięciem jakichkolwiek chrześcijańskich wątków. A jeśli te się pojawiają, to wyłącznie jako coś negatywnego – patrz (albo lepiej nie patrz) Sinéad Cusack jako zakonnica z piekła rodem w serialu „Camelot”.

Tymczasem w książce U. Waldo Cutlera, Artur i jego rycerze nie tylko poszukują Świętego Gralla, ale nieustannie oddają się modlitwie, uczestniczą w Mszach świętych, nieszporach i w ogóle nic tylko brać „Bardzo bogate godzinki księcia de Berry” i ilustrować nimi tę książkę.

A tak poważnie: lubię sobie czasem do tej pozycji wrócić. Niby młodzieżowa, ale świetnie przypomina o tradycyjnych formach. O tym, że czasem naprawdę warto pójść sobie na „nieniedzielną” Mszę, czy Adorację. Że tam naprawdę jest Moc, Duch i Głębia, choć coraz częściej – takie mam wrażenie – dostajemy przekaz, że gdzie tam. Że to już retro-ramota, passe i skansen. I teraz to nic tylko nowoewangelizacyjny breakdence na TikToku może nas zbawić…

Dobra. Nie ma co lamentować. Pora się odmeldować. Jak Pete Doherty na poniższej, youtubowej ilustracji „muzycznej”. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5