Blaski i cienie lekcji religii

O poziomie nauczania religii w szkole i przygotowaniu nauczycieli tego przedmiotu mówi ks. Piotr Pierzchała.

Bogumił Łoziński: Z Kościoła gwałtownie odchodzi młodzież, maleje też frekwencja na lekcjach religii. Jako jedna z przyczyn tego procesu wskazywany jest słaby poziom lekcji religii. Czy zgadza się Ksiądz z tym stwierdzeniem?

Ks. Piotr Pierzchała: Uważam, że nie możemy mówić o poziomie lekcji religii jako przyczynie odchodzenia młodzieży z Kościoła. Nauczyciele tego przedmiotu są ludźmi wykształconymi, w 95 proc. mają takie samo przygotowanie jak nauczyciele innych przedmiotów.

Wszyscy nauczyciele religii mają wyższe wykształcenie i są odpowiednio przygotowani, także do stosowania nowoczesnych metod?

Oczywiście. Wyższe wykształcenie jest warunkiem dopuszczenia do pracy. Regularnie uczestniczą też w szkoleniach na temat najnowszych metod nauczania. Gdy nastała pandemia, w jednej ze szkół w mojej diecezji nauczyciele religii pierwsi zaczęli prowadzić zdalne nauczanie i wprowadzali je w całej szkole. Moim zdaniem są dobrze przygotowani, jakieś problemy mogą dotyczyć pojedynczych sytuacji. Podobnie jak w przypadku nauczycieli każdego innego przedmiotu.

Doświadczenia dwojga moich dzieci przeczą Księdza twierdzeniu. Tylko jedna z córek trafiła na charyzmatycznego kapłana, który tak potrafił przyciągnąć młodych, że na lekcje przychodzili niemal wszyscy. Część ma powołanie do tego zawodu, a część w ogóle nie powinna uczyć religii.

Nie można sprowadzać tego problemu wyłącznie do nauczycieli religii. Zgadzam się, że są osoby, które nie nadają się do tego zawodu i nie powinny uczyć. Warto jednak zwrócić uwagę, że ta sprawa w dużej mierze zależy od środowiska szkolnego. Znam nauczyciela, który jest merytorycznie bardzo dobry i stawia wymagania. Co robią wówczas rodzice? Stwierdzają, że zbyt dużo wymaga i wypisują dziecko z lekcji religii, żeby nie musiało się uczyć, bo i tak jest przemęczone.

Ponieważ lekcja religii nie jest przedmiotem obowiązkowym, nie można zbyt dużo wymagać, bo dzieci uciekną?

To nieprawda, że lekcja religii jest przedmiotem nieobowiązkowym. Jeśli została wybrana przez rodziców albo przez ucznia po 18. roku życia, to jest obowiązkowa i rodzice oraz uczniowie mają prawo, aby była traktowana jak każdy inny przedmiot. Jeżeli w jakiejś szkole niewielu uczniów uczęszcza na religię, to można na przykład zrozumieć, że ta lekcja jest zaplanowana na pierwszej albo ostatniej godzinie. Natomiast niedopuszczalną formą jest programowe umieszczanie lekcji religii w ten sposób, czasem jeszcze w dwugodzinnych blokach. Mamy sygnały od rodziców i nauczycieli, że jeżeli uczeń ma na 9. i 10. godzinie lekcyjnej religię, to bardzo często nie chce mu się zostać. Przy takim rozkładzie zajęć, gdyby nie musieli chodzić na matematykę czy na polski, też pewnie by rezygnowali. Mamy w Warszawie liceum o bardzo wysokim poziomie nauczania, którego poprzednia i obecna dyrekcja nie marginalizuje lekcji religii. Zależy im, aby uczniowie chodzili na te zajęcia, więc tak organizują pracę szkoły, że na religię uczęszcza ponad 70 proc. uczniów, przy średniej w stolicy dla szkół ponadpodstawowych 30,9 proc.

Jednak gdyby byli charyzmatyczni nauczyciele, to zapewne zdecydowanie więcej młodzieży chodziłoby na religię.

Pewnie tak, tylko musimy zdawać sobie sprawę z tego, że nauczycieli mamy takich samych jak społeczeństwo. Wybitnych jednostek jest raczej mało, w większości mamy solidnych nauczycieli, przekazujących wiedzę, ale bez jakiegoś wyjątkowego charyzmatu. Dotyczy to wszystkich przedmiotów. Do szkoły trafia niecharyzmatyczny matematyk, polonista, anglista… Tak samo jest w przypadku nauczycieli religii.

Czy nauczyciel religii podlega jakiemuś nadzorowi?

Podlega dwóm nadzorom: ze strony Kościoła i władz oświatowych. Aby móc uczyć religii (jakiejkolwiek), musi mieć skierowanie od swojego zwierzchnika, w naszym przypadku biskupa diecezjalnego. Biskup wyznacza wizytatorów nauczania religii, którzy sprawdzają pracę nauczyciela religii pod kątem merytorycznym. Pracę nauczyciela religii nadzoruje też dyrektor szkoły, który może go kontrolować pod kątem dydaktycznym. Jeżeli zdarzają się jakieś trudności, dyrektor zgłasza je do wydziału katechetycznego kurii i wówczas wizytator weryfikuje zarzuty na miejscu. Jeśli się potwierdzą, np. nauczyciel religii jest nieodpowiedzialny, czy są inne poważne przyczyny, z powodu których nie powinien dalej sprawować tej misji, to ją wycofujemy i nauczyciel musi odejść z pracy.

Może do nauczania religii trzeba dopuszczać najlepszych?

Założenie słuszne, ale nierealne. W całej Polsce brakuje nauczycieli. To nie jest tak, że sprawdzimy kandydatów i wybierzemy najlepszych. Na przykład aby w diecezji warszawsko-praskiej zapewnić nauczanie religii w pełnym wymiarze we wszystkich szkołach, potrzeba jeszcze około 30 nauczycieli. Chcę jednak mocno podkreślić, że zarzuty wobec nauczycieli religii dotyczące niekompetencji są bardzo krzywdzące. Owszem, zdarzy się nieodpowiedni nauczyciel, któremu trzeba wycofać misję. Jednak tysiące innch bardzo dobrze pracują, ale nie jest to dostrzegane. Zdarza się, że dyrektorzy proszą o zgodę na to, żeby nauczyciel religii został wychowawcą, bo jest bardzo zaangażowany w życie szkoły. Zgodnie z prawem nie jest to możliwe, ale takie pytania świadczą o wartości nauczycieli religii. Są nauczyciele tego przedmiotu, których tak bardzo doceniło środowisko, że zostali dyrektorami szkół.

Wśród ok. 30 tys. nauczycieli religii w Polsce świeccy stanowią ok. 60 proc., ponad 30 proc. to księża diecezjalni, a reszta – siostry zakonne i zakonnicy. Może należy skierować do szkoły więcej księży?

Księży w diecezji też mamy za mało. W parafiach, w których do niedawna mieliśmy po czterech wikariuszy, dziś jest po trzech albo dwóch. Spowodowane jest to spadkiem powołań kapłańskich. Świecki nauczyciel po zakończeniu lekcji głównie zajmuje się obowiązkami domowymi. Natomiast ksiądz, pracując tyle samo godzin w szkole, po lekcjach wraca do obowiązków parafialnych: przygotowanie do sakramentów, sprawowanie liturgii, pogrzeby, śluby, spowiedź i inne aktywności przy parafii. Pracy jest bardzo dużo, więc dokładanie kapłanom kolejnych godzin w szkole nie rozwiąże problemu.

Z tego, co Ksiądz mówi, wynika, że za spadek frekwencji na lekcji religii odpowiedzialni są wszyscy, ale nie Kościół. Dzieciom nie chce się wysilać, szkoły niewłaściwie organizują plan zajęć, a katecheci są świetnie przygotowani, tylko jest ich za mało. Czy rzeczywiście strona kościelna nie ma sobie nic do zarzucenia?

Na pewno trzeba pracować coraz lepiej, podnosić poziom, uczyć się nowych metod, i staramy się to robić, np. organizując szkolenia. Na spotkania dla nauczycieli religii wybieramy tematy, które mogą najbardziej odpowiadać na aktualne potrzeby. Na przykład robiliśmy szkolenie dla nauczycieli z notatek wizualnych, dzięki którym w atrakcyjny sposób można przekazać dzieciom różne treści. Musimy mieć świadomość, że stosunek młodzieży do religii w zasadniczym stopniu zależy od tego, co się dzieje w rodzinie, a tam są poważne problemy. Gdy przygotowujemy dzieci do Pierwszej Komunii Świętej, rodzice często przywożą je do kościoła, a sami nawet do niego nie wchodzą. Dlatego w trakcie tych przygotowań bardziej skupiamy się na katechezie dla rodziców niż dla dzieci. •

Ks. Piotr Pierzchała

jest dyrektorem Wydziału Nauki Katolickiej Kurii Diecezji Warszawsko-Praskiej, autorem podręczników do religii oraz wykładowcą katechetyki w Seminarium Duchownym Diecezji Warszawsko-Praskiej.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6