Nietypowa

Jedni kojarzą ją z wymodlonymi cudami. Inni twierdzą, że Pan Bóg miał do niej dużo cierpliwości. Czy zawartość tajemniczego kartonu zablokuje jej beatyfikację? Czy raczej nada jej potężnego rozpędu?

Siostra Immakulata Janina Adamska była karmelitanką bosą. Urodziła się w 1922 r. w Ostrowie Wielkopolskim. Studiowała filologię klasyczną. W 1948 r. wstąpiła do Karmelu w Poznaniu. Mieszkała potem w klasztorach w Elblągu i Gdyni-Orłowie, a także w Bornem Sulinowie, gdzie zmarła w 2007 r.

Miała talent pisarski, co poświadczył Roman Brandstaetter. „Jestem szczęśliwy, że namówiłem ongi Siostrę do kontynuowania pisarstwa. To dla mnie wielka satysfakcja” – pisał do niej w jednym z listów.

Była inicjatorką wydania i tłumaczką głównych dzieł św. Teresy Benedykty od Krzyża (Edyty Stein). To, bagatela, 16 tomów. Do tego przetłumaczyła bądź sama napisała dziesiątki innych tekstów (książek i artykułów) z dziedziny duchowości, głównie karmelitańskiej.

Zdaniem filozofa z Poznania prof. Anny Grzegorczyk, s. Immakulata w swoich książkach „skrywała się” za Edytą Stein, Teresą z Ávili, Elżbietą Turyńską, św. Janem od Krzyża, św. Rafałem Kalinowskim, a także za św. Tomaszem z Akwinu czy Edmundem Husserlem. Wykonała potężny kawał intelektualnej, ale i duchowej roboty. Nie umknęło to uwadze także tych, którzy nie mają wstępu za klasztorną furtę.

Wpadłeś w tarapaty – idź do Immakulaty

Dwudziestoparoletnia Janka Adamska obawiała się, że jej dynamiczna osobowość będzie się dusić w Karmelu bez kontaktu ze światem. Tymczasem gdy została s. Immakulatą, ludzie ciągnęli do niej dziesiątkami, jeśli nie setkami. Przekazywali sobie kontakt do niej, mówiąc: „Wpadłeś w tarapaty – idź do Immakulaty”. Widzieli w niej „osobowość magnetyzującą”, „z charyzmatem dotykania Boga”, „umiejącą stanąć przy osobie »upadającej«”.

„Chętnie otwierała swą duchową aptekę, w której znajdowały się lekarstwa od mistrzów duchowości: »wielkich« i »małych«. W tym zapewne leży między innymi sekret jej umiejętności rozmawiania ze wszystkimi. Kierowana Duchem wiedziała, komu polecić »wielką drogę« św. Teresy z Ávili czy »ciemną drogę« św. Jana od Krzyża, a komu »małą drogę« św. Tereski z Lisieux czy intelektualną Edyty Stein. Radziła z Ducha i zżymała się, gdy ktoś tego nie rozumiał i usiłował od niej wydobyć »tanie«, czysto ludzkie pocieszenia. »Nie jestem wróżką ani psychiatrą – mówiła – lecz Immakulatą od Ducha Świętego, a duchowe problemy mają swoje prawa duchowe i odpowiedź czerpaną z miłosnego zawierzenia Bogu«” – pisze prof. Grzegorczyk, która sama jest jedną z duchowych uczennic s. Immakulaty, w wydanej niedawno książce pt. „Siostra Immakulata Radosna”.

Będzie beatyfikacja?

Z książki tej pochodzi znakomita większość informacji zawartych w niniejszym artykule. Zdaje się, że pozycja ta ma przetrzeć drogę do wszczęcia procesu beatyfikacyjnego karmelitanki. Profesor Grzegorczyk trafiła do s. Immakulaty w 1994 r., gdy przeżywała wielki życiowy kryzys. „Pierwsza rada, której udzielała, zaczynała się od konieczności psychicznego uporządkowania i zrównoważenia oraz wyzbycia się swego egoizmu. To był próg, który każdy musiał przekroczyć. W nagrodę rozdawała swoje »duchowe cukierki« pocieszenia, o indywidualnych smakach. U jednych leczyła uczucia: »zmiennymi nastrojami uczuć nie wolno się martwić. To jest normalka. Wyż i niż dają duchowy postęp i sublimują uczucia«; innym pomagała przeżywać »puste chwile« czy »pustkę uczuciową«. Jedynym skutecznym lekarstwem na tę okoliczność była modlitwa: »utrudzenie to też modlitwa«. »Bez tych doświadczeń nie ma mowy o życiu duchowym«. (...) Potem stawiała wyżej poprzeczki, bo »aby iść w górę, trzeba oderwać stopę od poprzedniego szczebla« – pisze prof. Grzegorczyk.

Czasem ta poprzeczka była postawiona naprawdę wysoko – i przez s. Immakulatę, i przez zdarzenia z życia prowadzonych przez nią dusz.

Wiara musi być sprawdzona uderzeniem o dno

„Droga…! – pisała karmelitanka do młodej dziewczyny tracącej wzrok. – Ociągałam się z odpisaniem na Twój list i teraz, pisząc, modlę się, by Bóg pozwolił Ci właściwie odczytać moje słowa. Tak właśnie jak z Tobą w tej chwili, postępuje On ze swoimi wybrańcami. Jeśli nie chcesz przedłużać swej męki przez ociąganie się z powiedzeniem Mu na wszystko »Tak«, uczyń to natychmiast. Będzie to krok w podwójną ciemność: fizyczną i duchową. Dopiero wtedy zakosztujesz prawdziwej jasności i prawdziwego światła. Póki co idź krok za krokiem: pisz pracę, niczego nie zmieniaj, a zobaczysz cud Jego miłosierdzia. Wiara musi być sprawdzona uderzeniem o dno. Dopiero wtedy zacznie się wszystko rozwiązywać. Najczęściej umiemy jedynie wierzyć w Boga (diabeł też w Niego wierzy i drży), ale teraz zaczyna się u Ciebie zawierzenie Bogu, a to jest zupełnie coś innego. Modlę się w Twoich inten­cjach i ucieszę się, gdy znów napiszesz o stanie Twego ducha”.

Wskrzeszenie?

Sama s. Immakulata opowiedziała dziennikarzowi „Gościa Niedzielnego” Franciszkowi Kucharczakowi historię o jej własnym krewnym, zawziętym komuniście i ateiście. „Jego żona zadzwoniła do klasztoru. – Módl się! – błagała zakonnicę. Ta natychmiast zaczęła się modlić. W tym czasie wdowa zadzwoniła po księdza. Kapłan myślał, że człowiek, do którego został wezwany, żyje, więc przyszedł z olejami. Gdy wszedł do pokoju, zmarły podniósł głowę i powiedział: – Jak to dobrze, że ksiądz przyszedł. Tak na księdza czekałem. Lekarz wypisujący właśnie akt zgonu, zbaraniał. – Nic z tego nie rozumiem – wyjąkał i wycofał się. Po spowiedzi chory poprosił o Komunię św. Przed jej przyjęciem były zmarły zaczął odmawiać modlitwy, które nagle przypomniały mu się z dzieciństwa. Cała rodzina płakała. – Myślałam, że teraz to już on umrze, zresztą wszyscy inni też. Najważniejsze przecież się stało, bo chodziło o zbawienie tego człowieka – opowiadała mi później. Ale Pan Jezus, jak się okazało, wcale nie zamierzał na tym poprzestać. – Nie zapomnę cichego skarcenia, że z »ludzkiej delikatności« proszę o tak mało, skoro miłosierdzie Boże jest bez granic – wspominała. Poprosiła więc o zdrowie dla tego człowieka. Niedawny nieboszczyk zapadł w sen. Gdy się obudził, był zdrowy” – pisał F. Kucharczak w „Gościu Niedzielnym” w 2007 r., krótko po śmierci s. Immakulaty.

Oddychaj nadnaturalnie

Siostra Immakulata nie widziała w cudach niczego nadzwyczajnego. Także swoim uczniom radziła, by „oddychali nadnaturalnie”. „Bóg kocha działać cuda i sprawiać radość. Pozwólmy mu na to” – pisała. „Kimże jesteś, by się o siebie troszczyć?” – pytała retorycznie. Sama uważała, że została cudownie uzdrowiona – z wieloletniej depresji. Przypisywała to wstawiennictwu późniejszego świętego, o. Pio. Na potwierdzenie tego powoływała się na kartkę pocztową otrzymaną od przełożonego klasztoru, w którym mieszkał kanonizowany później włoski kapucyn: „Pokój i radość! J.M.J.F. Ojciec Pio modli się z całego serca w Siostry intencjach. Błogosławi Siostrze i jej wspólnocie i życzy, aby Pan uchronił Siostrę od zła (w Siostry sprawach i On Was utwierdza zawsze dzięki swojej łasce).”

Nie każdej zakonnicy tak wolno

W tym miejscu dochodzimy do cieni na pomnikowym, jak dotąd, wizerunku s. Immakulaty. Jak wspominają ci, którzy ją znali, „miewała humory”, ponadto „stroniła od prac ręcznych, domowych” i „wolała adorować Chrystusa w chórze”. W książce prof. Grzegorczyk pojawia się opinia, że s. Immakulata była wierna regule zakonnej, ale „nie w sposób literalny, lecz twórczy”. Także jej osobowość była – jak mówi w książce jej współsiostra Benedykta z Bornego Sulinowa – „nietypowa”. Temu przypisuje konflikty s. Immakulaty (którą opisuje jako bardziej uduchowioną) z przeoryszą s. Teresą Kieniewicz (która z kolei była, według niej, bardziej pragmatyczna). Jedna z karmelitanek – trudno powiedzieć, w jakim dokładnie kontekście – stwierdziła, że Pan Bóg miał do s. Immakulaty dużo cierpliwości. Można by chyba zaryzykować stwierdzenie, że pasował do niej tytuł książki o św. Teresie Wielkiej, którą zresztą sama przetłumaczyła na język polski: „Nie każdej zakonnicy tak wolno”.

Jest jeszcze jedna, zagadkowa sprawa. Profesor Grzegorczyk pisze, że w archiwum s. Immakulaty w klasztorze w Bornem Sulinowie znajduje się „osobny, zapieczętowany karton z przeznaczeniem do »rąk kapłańskich«, do rozważenia kwestii jej »wrażliwych« danych duchownych”. Co jest w tym pudle? Coś, co zablokuje jej ewentualny proces beatyfikacyjny? Czy wręcz przeciwnie: coś, co może mu nadać niesłychanego rozpędu? Poznańskie karmelitanki, przyjmując s. Immakulatę do zakonu, wiedziały, że jest ona słabego zdrowia. Jedna z nich stwierdziła jednak, że mogą się zająć chorą. Podobno dodała przy tym: „To się nam opłaci tylko wtedy, jak zostaniesz świętą”. Ciekawe, czy te słowa okażą się proroctwem...•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10