Jestem gotów na wszystko

Nawrócił się dzięki muzułmanom, oddał im całe serce. Zastrzelił go jeden z nich, ale na jego pogrzebie licznie zgromadzeni wyznawcy islamu płakali, że jako katolik nie trafi do nieba…

On żyje!

Duchowe poszukiwania przyprowadziły go do odkrycia: Jezus aż przez 30 lat żył w ukryciu Nazaretu, a publicznie działał „jedynie” przez trzy lata. Trzydzieści lat w kompletnym ukryciu i trzy lata „przechodzenia dobrze czyniąc i uwalniając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła”. Wszystkie wielkie rzeczy biorą się z intymności zamkniętej izdebki, zażyłej relacji. To czas nasiąkania Bożą obecnością, skupienia się na Nim, nie na owocach naszej pracy. Francuz podjął decyzję: chcę być jak On. Mały, pokorny, niezauważony, oddany Ojcu bez reszty.

Po latach poszukiwań ten niespokojny duch i wielki erudyta ruszył prosto do „paszczy lwa”. Nie ukrywając swej tożsamości, zamieszkał wśród osiedli muzułmańskich. Eremita codziennie popijający mlekiem trzy daktyle rozbrajał ludzi prostotą i chęcią pomocy.

– Przez to, że w młodości mocno doświadczył swej biedy i pustki, miał wobec innych ludzi ogromną pokorę, spotykał się z wielkim szacunkiem – opowiadają mi Małe Siostry z klasztoru w Częstochowie. − Spotykał człowieka, a nie jego otoczkę. Dlatego był tak kochany. Przyjaźnił się i z francuskimi oficerami, i z prostymi wędrowcami pustynnymi. Kolportował z Francji różańce. W miejscu krzyżyka czynił odpowiedni supeł i uczył Tuaregów: powtarzajcie kilkadziesiąt razy „Kocham Cię, Boże”, a na dużym paciorku „Kocham Cię całym sercem”. Gdy przywódca plemienia, z którym wszedł w głęboką przyjaźń, pojechał z Karolem do Francji i zobaczył, jak żyje jego rodzina, nie mógł wyjść ze zdumienia. Widząc radykalne ubóstwo, na jakie zdecydował się Karol, wstrząśnięty powiedział: „To niemożliwe, aby ten człowiek nie poszedł do nieba”. A przecież jako muzułmanin wiedział, że aby pójść do nieba, trzeba przejść na islam!

Najmniejszy

Kameduła o. Piotr Rostworowski mawiał: „Tylko człowiek mały przed Bogiem może być głęboko szczęśliwy”. Karol doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Notował: „Nie działam z miłości do ludzi ani ze względu na nich, ale z miłości do Boga i ze względu na Niego samego”.

Choć ruszył na pustynię, by nawracać muzułmanów, pozostał na niej, by żyć jako ich brat. „Boże mój, polecam Ci z całej duszy ich nawrócenie. Ofiaruję Ci za nich moje życie, za nawrócenie Maroka, za ludy Sahary, za wszystkich niewiernych” – pisał. „Oby każdy mógł powiedzieć w godzinie śmierci: »Płakałem z tymi, którzy płaczą«”.

– Chciał nawracać muzułmanów, ale po pewnym czasie przekonał się, że to niemożliwe – opowiada w rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną o. Andrea Mondonico, wicepostulator procesu kanonizacyjnego brata Karola, wykładowca Centrum Badań Międzyreligijnych na Uniwersytecie Gregoriańskim. – Wobec tego zaczął uczyć się języków i zwyczajów miejscowych. Nawiązywał z nimi kontakty i mówił: „Problem nawracania nie jest mój. Tym, który nawraca, jest Bóg. Ja mam być tylko znakiem Jego obecności. Moje życie ma być święte i ewangeliczne. Mam swoim życiem pokazać, że Bóg jest miłosierny, Bóg Jezusa Chrystusa z Ewangelii. Wtedy Bóg powie im, co czynić dalej” – mówi. I dodaje: – Karol spędził prawie całe swoje życie wśród muzułmanów. Dzięki temu stał się dziś symbolem dialogu, przyjaznych stosunków ze światem islamu. Takiego dialogu bardzo potrzebujemy w naszych czasach. Spotkanie papieża Franciszka z imamem Al-Tayyebem w lutym 2019 roku w Abu Zabi było owocem duchowości Karola de Foucauld. Uczył nas, że żyjąc pośród innych, przede wszystkim nie można bać się drugiego człowieka. Trzeba wejść z nim w dialog, dogłębnie go poznać. Zrozumieć, w jakiej kulturze się wychował i dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11