Kamień w wodę

„Jak takie rzeczy przeżyć matce? To wielki kamień na sercu” – usłyszałem w miejscu jego urodzenia. „Worek wypełniliśmy kamieniami wielkości główek sałaty” – czytam w miejscu jego śmierci. Klamra. Przy tamie słucham opowieści na śmierć i życie. Zwłaszcza życie.

Tego roku uchwalono prawo prasowe wymierzone w pisma drugiego obiegu, odbyła się premiera „Akademii Pana Kleksa” i „Seksmisji”, w rozegranym w stolicy meczu z Belgią (przegraliśmy 0:1) po raz setny i ostatni zagrał Grzegorz Lato, Maciej Berbeka i Ryszard Gajewski po raz pierwszy zimą weszli na ośmiotysięcznik Manaslu, a warszawski sąd wojskowy skazał zaocznie na karę śmierci Ryszarda Kuklińskiego. Tego roku bestialsko zamordowano ks. Popiełuszkę. To był rzeczywiście orwellowski rok.

Prosto z mostu

Zapłakane oczy Marianny Popiełuszko zapamiętam do końca życia. Gdy odwiedziliśmy ją trzy lata przed śmiercią, miała 90 lat. Zachwyciły nas trzeźwość jej umysłu, otwartość i prostota w najlepszym podlaskim znaczeniu tego słowa. Do drzwi domku z białej cegły zapukaliśmy pół roku przed beatyfikacją jej syna. Byliśmy pełni obaw. Czy ta schorowana staruszka będzie chciała z nami rozmawiać? Niecodziennie mamy okazję zamienić słowo z najbliższą rodziną kandydata na ołtarze.

Gdy mordowano jej Alka (dała mu na chrzcie imię Alfons, zmienił je w trakcie studiów), miała 64 lata. – Ile teraz mam lat? Tyle samo co zim! – uśmiechnęła się.

Pędziliśmy do Okopów między Białymstokiem a Augustowem wśród setek tirów sunących po Via Baltica na litewskich i białoruskich „blachach”. Suchowola dumnie oznajmiała: leżę w samym środku Europy. Tak orzekł w 1775 r. Szymon Antoni Sobiekrajski, nadworny kartograf Stanisława Augusta.

Pani Marianna trzęsącymi się dłońmi wertowała album. – Oooo, jest! – pokazała nam fotografię. Zmasakrowana twarz. Zatarte granice oczu, ust, nosa. – Panie, jak takie rzeczy przeżyć matce? – rozpłakała się. – To wielki kamień na sercu. Co mnie ratowało? To, że patrzyłam na Matkę Bożą. Ona to dopiero wycierpiała. Widziała ciało zabitego Syna. Cierpiałam razem z Nią. Ona nad swoim Synem, ja nad swoim. Człowiek nigdy nie zapomni, ale Bóg dopomaga pogodzić się z Jego wolą. Przecież, żeby Pan Bóg chciał uchronić syna, to mógł uchronić. Ale widać trzeba było tej ofiary. Przebaczyłam mordercom, ale to nie moja zasługa.

Gdy Henio fotografował panią Mariannę, roześmiała się: – Te zdjęcia to trzeba było robić pięćdziesiąt lat temu. Jak uroda była. Było się perło, ale się zderło.

Myślę o tej rozmowie, jadąc 300 km na północ. Na tamę do Włocławka. W miejscu urodzenia ks. Jerzego byłem z Heniem. Teraz razem jedziemy do miejsca jego śmierci.

Wszystko czerwone?

Włocławek. Pierwsze skojarzenie z dzieciństwa? Cukiernice, kubki i dzbanki z Zakładów Ceramiki i Fabryki Fajansu. Ks. Włodzimierz Lewandowski (nasi czytelnicy znają go ze świetnych felietonów na wiara.pl) zna to miasto jak własną kieszeń. Tu dorastał, tu kąpał się w Wiśle, tu w cieniu potężnej katedry za jednym z filarów wykłócał się z Panem Bogiem, żywo dyskutując o powołaniu. Z rodzinnego domu nad rzeką miał tu zaledwie dziesięć minut. – Komuniści starali się przedstawić Włocławek jako „czerwone miasto”. Czy była to reakcja na to, że tu za sprawą Stefana Wyszyńskiego próbowano wcielić w życie katolicką naukę społeczną? Że działały tu należące do federacji europejskiej pierwsze chrześcijańskie związki zawodowe czy Chrześcijańskie Stowarzyszenie Młodzieży Robotniczej? Że było to miasto inteligenckiego PPS-u, a nie PPR-u? – wylicza ks. Lewandowski. – Mit czerwonego Włocławka stworzył 5 lat po II wojnie Igor Newerly w swej „Pamiątce z Celulozy”.

Jeden z najstarszych polskich grodów (utworzono go już w X wieku, a prawa miejskie uzyskał w 1255 roku) jest historyczną stolicą Kujaw, „gdzie ziemia licha, piachy niebywałe, kozy, dziewanna, sosny i rozstaje”, jak zaśpiewałby Edward Stachura. Dziś żyje tu 110 tys. mieszkańców.

Tama

Gdy przed rokiem poproszono mnie o wygłoszenie konferencji na rekolekcjach dla tutejszych kleryków, zauważyłem, jak żywy jest wśród nich kult ks. Jerzego. W naszych rozmowach na korytarzu potężnego seminarium czy w zaciszu pokoju wracało słowo „tama”. Powstała w 1970 roku. Miała być jedną z ośmiu zapór między Wyszogrodem a odległym o 196 km Gdańskiem. Pozostała jedyną taką konstrukcją. Miała spiętrzać Wisłę zaledwie przez dekadę, dopóki nie powstaną kolejne stopnie, a działa już pół wieku.

Spoglądając na wypływającą spod Baraniej Góry rzekę, myślę, jak bardzo ten reportaż różni się od pozostałych. Ksiądz Markiewicz odchodził w Miejscu Piastowym, widząc tętniące życiem zakłady dla młodzieży, brat Albert, by rozładować gęstą od szlochania atmosferę, poprosił o… tytoń i rzucił: „Co tu płakać? Z wolą Boską macie się zgadzać i za wszystko Bogu dziękować! Tak jest! Trzeba Bogu dziękować za chorobę i za śmierć, jak ją zsyła. Zmówić trzeba Magnificat!”. Co myślał skatowany, przewożony w bagażniku kapłan pochodzący z Podlasia? Wracał ze spotkania Duszpasterstwa Ludzi Pracy w parafii w Bydgoszczy. Został porwany 19 października 1984 roku w pobliżu Górska pod Toruniem. Zatrzymała go drogówka. Byli to przebrani funkcjonariusze Samodzielnej Grupy „D” Departamentu IV MSW. Od razu rozpoczęło się bicie.

Zamknięty w bagażniku ks. Jerzy starał się wydostać, więc porywacze co chwilę bili go do nieprzytomności. Związali go tak, by każda kolejna próba wyprostowania nóg powodowała zaciskanie pętli na szyi i duszenie. Przy nieistniejącym toruńskim hotelu „Kosmos” funkcjonariusze wysiedli z samochodu, by mocniej związać więźnia. Wyskoczył z bagażnika, wołając: „Ratunku! Ludzie, darujcie mi życie!”. Kolejne ciosy zdławiły ten krzyk.

Dwa dni później biskupi archidiecezji warszawskiej wystosowali list do wiernych, w którym wyrazili niepokój o jego losy. 30 października zatrzymano trzech funkcjonariuszy SB, a z zalewu na Wiśle wyłowiono zmasakrowane ciało kapelana Solidarności. Oskarżeni kluczyli i próbowali umniejszać swe role. Zeznali, że nocą zrzucili ciało ks. Popiełuszki z zapory na Wiśle. Czy wówczas jeszcze żył?

Miał nietypowe buty

Fragmenty zeznań Leszka Pękali: „Drzwi i okna samochodu były pozamykane. Usłyszałem z tyłu taki odgłos, jakby ktoś pałką uderzył w worek mąki. Ktoś podał mi butelkę wódki. Wypiłem dwa łyki, koledzy też chyba wypili. Było słychać stuki dochodzące z bagażnika (…) Stanęliśmy w zaroślach, gdyż Popiełuszko głośno krzyczał i kopał w maskę. Dostał kilka razy pałką drewnianą w głowę. Przy każdym postoju zawsze był bity. Słyszałem, jak krzyczał: »Ratunku!«. Piotrowski pochylił się nad nim i krzyknął: »Sznurek!«”.

Grzegorz Piotrowski, autor prowokacji, która miała dowieść, że Karol Wojtyła miał nieślubne dziecko, w śledztwie przekonywał, że oprawcy chcieli jedynie „dokuczyć” ks. Jerzemu. Po co zatem zabrali dwa worki wypełnione kamieniami „wielkości główki sałaty”? Badający zwłoki pracownicy Zakładu Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Białymstoku pod kierunkiem prof. Marii Byrdy wykazali ślady torturowania.

Fragment zeznań Waldemara Chmielewskiego: „Minęliśmy zaporę i Piotrowski polecił zatrzymanie wozu. Wziąłem za worek od strony nóg (pamiętam, że ks. Popiełuszko miał nietypowe buty), Pękala wziął ciało w środku, a Piotrowski od głowy. Przerzuciliśmy je przez barierę na stronę rzeki, czyli stojąc przy zaporze twarzą w kierunku Włocławka”.

Od lat wersja przyjęta w tzw. procesie toruńskim jest podważana. Pojawiają się hipotezy, że kapelan Solidarności zmarł po kilkudniowych torturach. To pozostaje tajemnicą jego oprawców, którzy nie zamierzają dzielić się nią ze światem.

Zaczyna się polowanie

Jego pogrzeb zgromadził kilkaset tysięcy ludzi. Miałem wówczas 13 lat. Do końca życia zapamiętam morze biało-czerwonych pisanych „solidarycą” haseł na transparentach otaczających parafię na Żoliborzu. Nie byłem na pogrzebie, ale kilkanaście dni po nim rodzice zabrali nas do stolicy, która szeptała wówczas jedno nazwisko: Popiełuszko.

7 lutego 1985 roku oprawcy ks. Jerzego zostali skazani: Piotrowski i Pietruszka na 25 lat więzienia, Pękala na 15, a Chmielewski na 14 lat. Po interwencji szefa MSW generała Czesława Kiszczaka kary zostały zmniejszone: Pietruszce do 15 lat więzienia, Pękali do 10, a Chmielewskiemu do 8. W wyniku amnestii Pietruszka siedział o 15 lat mniej niż zasądzono (Pękala odsiedział 6 z 15 lat, a Chmielewski spędził za kratami 4,5 roku). Piotrowski wyszedł na wolność dwadzieścia lat temu.

– W 1984 roku byłem młodym wikarym na pierwszej parafii. Zadzwoniła mama i z przejęciem rzuciła: „Synu, uważaj, bo teraz zacznie się polowanie” – wspomina ks. Lewandowski. – Taki klimat wówczas panował i było to powszechne uczucie. Gdy jako „młody gniewny” w kazaniu na Wszystkich Świętych nawiązałem do śmierci księdza Jerzego. Proboszcz upomniał mnie, żebym wyhamował, bo już były telefony z Kalisza. Ściany miały uszy, a ubecja co chwilę dawała znać, że jest żywo zainteresowania naszymi kazaniami. Próbowała rozsiewać atmosferę strachu. Mimo to Włocławek zaczął „żyć Popiełuszką”. Zadecydowała o tym polska przekora. Każdego dnia na tamie stawiano znicze, układano wiązanki kwiatów, ale wieczorem dwaj panowie po cywilu wrzucali to wszystko do rzeki. Cóż z tego, skoro kolejnego dnia na miejscu było więcej zniczy i kwiatów? Ludzie nie dali się złamać. Każdego roku 19 października jeżdżę na tamę. Jak wyglądają takie rocznice? Wszystko zależy od okoliczności wyborczych – złośliwie uśmiecha się ksiądz Włodzimierz. – Gdy zbliżają się wybory, rocznice organizowane są z ogromną pompą…

Na prawym brzegu Wisły stoi kuloodporna szyba ze znakiem krzyża. To pomnik autorstwa Jerzego Kaliny. Tu wyłowiono z wody ciało księdza Jerzego. Za nią krzyż papieski, centralny element ołtarza, przy którym Jan Paweł II odprawił Mszę na lotnisku Aeroklubu Włocławskiego w Kruszynie. – Tuż obok krzyża znajduje się rezerwat Kulin, który słynie z tego, że rośnie w nim dyptam jesionolistny, popularnie zwany „gorejącym krzewem Mojżesza”. Gdy skrzętnie próbowano zniszczyć wszelkie znaki pamięci na zaporze, Pan Bóg sam zapalał samoistne światła w postaci tego płonącego krzewu – podsumowuje ks. Lewandowski.

Nie lubiłam księży

Spaceruję po starówce. Mijam mury, które widziały niejedno. W czasie II wojny Niemcy bezwzględnie przystąpili do rozprawy z inteligencją: aresztowano 34 księży i 24 kleryków, biskupa Michała Kozala oraz nauczycieli z terenu powiatu. Ojciec Damian Kosecki oprowadza nas po nowoczesnym multimedialnym muzeum poświęconym męczeństwu kapelana Solidarności. Szukamy w nim oddechu, bo na zewnątrz leje się żar, a ulice sparzyła kolejna fala afrykańskiego upału. Wystawą, na której zwiedzający mogą do woli dotykać ekranów, oglądać filmy i wysłuchiwać fragmentów homilii oraz świadectw, opiekuje się Zgromadzenie Braci Pocieszycieli z Getsemani.

– Poznaliśmy się po wprowadzeniu stanu wojennego – wspominała Danuta Szaflarska. – Zostałam wydelegowana przez Prymasowski Komitet Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i Ich Rodzinom do obserwowania procesów robotników Ursusa i Huty Warszawa. W sądzie usiadł obok mnie drobniutki ksiądz w dżinsach. To był ksiądz Jerzy. Nie lubiłam księży. Tym razem było inaczej.

Aktorka zaprzyjaźniła się z ks. Popiełuszką. Wyspowiadała się u niego po 40 latach. Zagrała doskonałą rolę w filmie „Pora umierać”. Ten tytuł wraca jak bumerang, gdy spoglądam z gigantycznej zapory na leniwie płynącą w stronę Bałtyku „królową polskich rzek”. W Bydgoszczy, kończąc swą ostatnią Mszę, ks. Jerzy powiedział: „Módlmy się, abyśmy byli wolni od zastraszania, a przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy”. „Amen” – dopowiadam, spoglądając z góry na wiślańskie fale.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9