Pogadaj ze mną!

„Zauważ mnie!” – krzyczą strojem, kolczykami w nosie, tatuażami. „Wrócili z długiej podróży online i tęsknią za spotkaniem”. „Ustawiła się kolejka tych, którzy chcieli pogadać”. Jak wygląda oaza pokolenia Netflixa?

Gdy przed dwoma laty odwiedziłem młodych na drugim stopniu oazy, ksiądz prosił, by nie zarywali nocy, śledząc kolejny sezon serialu „Stranger Things”. To nowe realia letnich rekolekcji. Przed rokiem oaza zorganizowała „formacyjny miks”, czyli rekolekcje w formie półkolonii. Pół roku temu od organizatorów słyszałem jedno słowo: „czekamy”, a słowem kluczem były „obostrzenia”. Odpowiedzialni za Ruch Światło–Życie, świętujący stulecie narodzin założyciela, zamiast biadolić, że nic się nie da zrobić, przygotowywali tradycyjną formę rekolekcji.

​Bliskie spotkania trzeciego stopnia

Ooo, jest tu nawet winda! Odwiedzam „trójkę”, która po latach wróciła do ślicznie wyremontowanej bazy u krakowskich pijarów. Zerkam na plan dnia: 6.45 – modlitwa diakonii, 7.00 – jutrznia, 7.45 – śniadanie, 8.55 – wyjście do sanktuarium Bożego Miłosierdzia, 11.00 – spotkanie z żywym Kościołem, 12.00 – godzina czytań, 13.30 – obiad, 15.30 – spotkania w grupach, 17.15 – medytacja, 18.00 – kolacja, 19.30 – spotkanie z żywym Kościołem, 20.30 – modlitwa wieczorna, silentium sacrum.

Gdy trafiłem na trzeci dzień rekolekcji, młodzi mieli prawo na początku lipca śpiewać nad garnkami, do których wpadały idealnie obrane ziemniaki, „Wśród nocnej ciszy”. Uczestnicy „trójki” poznają Kościół i jego historię. Spacerują jednocześnie po Rzymie i po Krakowie. Na korytarzu czytam: „Kościół Święty matką rodzącą świętych”.

– Ci młodzi nie łykają gotowych recept – opowiada ks. Karol Lubowiecki. – Trzeba do nich podchodzić indywidualnie. Bardzo czekają na zauważenie, wysłuchanie, rozmowę. Gdy prowadziłem rekolekcje dla gimnazjów, do zaproponowanej „masowej” spowiedzi poszła garstka. Ale oni sami mnie sprowokowali: „Od czterech lat się nie spowiadałem”. „To chodź, zapraszam”. Na oazie trzeba uzbroić się w cierpliwość, nie sypać z rękawa gotowymi receptami, ale poczekać, wysłuchać, nie kontestować. Jeśli młodzi zobaczą, że to, co mają do powiedzenia, jest dla ciebie ważne, zmniejsza się dystans i widzą w tobie sojusznika. Muszą czuć się zauważeni, wiedzieć, że znajdziesz dla nich czas. Wczoraj w Kalwarii Zebrzydowskiej ustawiła się kolejka tych, którzy chcieli pogadać. Przez 4,5 godziny nie wstałem z miejsca. Nieustannie proszą mnie o rozmowę. To wymaga od nas większej dyspozycyjności, ale bardzo cieszę się z tego, że co chwilę ktoś podchodzi i chce szczerze pogadać. Materiały formacyjne są jedynie szkieletem, punktem wyjścia. Wczoraj, gdy rozmawialiśmy o krucjacie, młodzi mogli powiedzieć, co uważają za plus, co za minus. Mieli okazję wyrazić swoje zdanie. Dzięki temu nie czują się do niczego przymuszani. Przyjechali po miesiącach online i widać w nich ogromną tęsknotę za spotkaniem. Czy mogą korzystać z komórek? Tak, ale zachęcamy, by robili to rzadziej niż dotąd. Nie chodzi o detoks, ale uczenie ich umiaru. Początkowo jest im trudno, ale potem wybierają życie w realu. Dziś jedna z dziewczyn powiedziała: „Tu mam wszystko, czego potrzebuję”. Komórki czasem się przydają. Na „trójce” sporo pielgrzymujemy. Wczoraj w Kalwarii młodzi mieli czas, by się rozejść, pospacerować. Pamiętam telefony sprzed lat: „Gdzie jesteś? Wszyscy na ciebie czekamy”. „Pod drzewem”. „Pod którym?” (śmiech) Dziś mogą wpisać sobie lokalizację. Technologia pomaga. I jeszcze jedno: dla nich liczy się konkret. Świadectwo. Zadają podstawowe pytanie: „Jak to działa?”. Ale to przecież dobrze, prawda? Ich oczekiwania zmuszają nas do refleksji, czy żyjemy tym, co głosimy.

Sam na sam

Miała pecha. Gdy przyszła po raz pierwszy na parafialną oazę, by „obwąchać teren”, na pierwszym spotkaniu animatorka przekonywała żeńską gromadkę, że dziewczyny nie powinny chodzić w spodniach. Moja znajoma pomyślała, że właśnie teraz, w piątkowy wieczór, reszta jej klasy bawi się w knajpach na ulicy Mariackiej w Katowicach, a tu poruszane są tematy „z czapy”. I więcej nie przyszła na spotkanie. Zaliczyła falstart. Wspomniałem: miała pecha. Spotkania na ogół wyglądają inaczej.

– Czy oaza trzyma się kurczowo materiałów, które sprawdzały się trzydzieści lat temu? – pytam ks. Waldemara Maciejewskiego, moderatora diecezjalnego ruchu z Katowic (w pandemii najbardziej brakuje mu ewangelizacji ulicznych, bo była to jego pasja): – Materiały formacyjne są te same, ale powtarzam animatorom, że to jedynie zarys, podpowiedź, punkt wyjścia, a nie podręcznik, który trzeba przerobić od A do Z. Gdyby tak było, nie trafilibyśmy do młodych. Charakterystyczne dla oazy (mam nadzieję, że tak będzie w dalszym ciągu) było to, że zawsze „czytała czasy”. Jeśli tego zabraknie, zamienimy się w skansen. To, że coś działało 20 lat temu, nie oznacza, że będzie działało dziś. To jedna z tysięcy propozycji, którymi bombardowani są młodzi. Rozmawiam z księżmi prowadzącymi letnie turnusy i widzę, że robią wszystko, by być z młodymi, towarzyszyć im, rozmawiać. To pokolenie, które bardzo chce być wysłuchane. Oni nie przyjeżdżają po to, by słuchać i przyjmować, ale by rozmawiać i dyskutować. Mają swoje zdanie, a to przecież bardzo dobrze! Oczywiście wymaga to od odpowiedzialnych dyspozycyjności. Świetną przestrzenią są wycieczki, w czasie których można im towarzyszyć. Jeśli nie zainteresujemy się konkretną osobą, szybko ją stracimy. Oni są często zranieni, ukryci w tłumie, skupieni na swych problemach, wracają z długiej podróży online, która destabilizowała wszelkie możliwe formy spotkania. Chcą, by ich zauważyć, wyłapać, zagadać. Co chwilę słyszę: „To były świetne rekolekcje, bo ksiądz miał dla mnie czas”. Gdyby nie towarzyszenie, nie mielibyśmy szans dotrzeć do nich z Dobrą Nowiną. Myślę, że materiały formacyjne wymagają uaktualnienia, bo zbudowane są na zasadzie: „Pytanie i konkretna odpowiedź”, a dziś potrzeba przestrzeni do rozmowy. Powiem więcej: młodzi mają święte prawo niezgadzania się, kontestowania. Oaza to czas odkrywania przez nich prawd wiary, a nie uczenia się ich na pamięć. Trzeba wychodzić do ludzi, szukać ich, nie wolno dopuszczać do siebie narracji: „Zostali tylko najlepsi”. Gdy działał ks. Blachnicki, kościoły były pełne. Co zrobiłby dzisiaj? Szukałby młodych i starał się ich uważnie wysłuchać.

Skrzynka pełna pytań

–​ Z roku na rok widzę wyraźniej, że młodzi mają coraz większe problemy z „zachowaniami stadnymi”. To wspólnota indywidualistów. Są dziećmi swoich czasów – opowiada ks. Wojciech Solik (prowadzi „jedynkę” w Brennej). – To pokolenie, które bardzo wolno nawiązuje relacje, a te, do których jest przyzwyczajone w mediach społecznościowych, są zazwyczaj kruche i nietrwał​​e. Dlatego dobrze, że oaza trwa 15 dni, bo mamy aż dwa tygodnie, by te relacje budować. Na początku młodzi siedzą nieufni, ale z czasem otwierają się na siebie nawzajem, uczą się relacyjności, wspólnoty. Bardzo czekają na wyłapanie ich w tłumie i indywidualną rozmowę. Część z nich krzyczy swoim strojem, poglądami, kolczykami w nosie, tatuażami: „Zauważ mnie!”, ale gdy się do nich podejdzie, są gotowi do rozmowy. Co roku na oazach funkcjonowała „skrzynka pytań”. Kiedyś była pusta, teraz jest pełna. Nie ma ludzi, którzy trafili tu „przez przypadek”. Oni dokładnie wiedzą, czego chcą, i jeśli mają pytania, nie zawahają się ich zadać. W czasie odpraw animatorów wychodzi, że młodzi przyjeżdżają z bagażem ogromnych problemów rodzinnych. Często są to sprawy naprawdę sporego kalibru. Wielu młodych przeżywa ogromne zawirowania i musi zawalczyć o wyjazd na rekolekcje. Bardzo potrzebują pogodnych wieczorów. Nie ze względu na ich atrakcyjność, bo jeśli chodzi o formę przekazu, zawsze przegramy z tym, co daje im świat. Oni chcą pobyć razem, poszaleć, potańczyć. To pokolenie spragnione Słowa i mówię to z całą odpowiedzialnością. Wyrastają na internetowych konferencjach. Sam byłem zdumiony, gdy usłyszałem, że chcą rozważać Słowo. Gdy w czasie Dnia Ogrójca zaproponowałem adorację w ciszy od 19.00 do 21.45 (prosiłem, by nie zabierali Biblii czy różańców), okazało się, że dla wielu z nich była to najważniejsza modlitwa całych rekolekcji. Kiedyś zżymałem się, gdy słyszałem, że oazowicze to elita, ale dziś, widząc tych młodych, myślę, że tak jest w istocie. Jestem zbudowany tym, że doskonale wiedzą, czego chcą, i nie chcą bawić się w przedszkole religijne.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9