AAA poszukuję

Ja i moje dziecko, a wokół dłuuugo, długo nic.

Zarzuca się czasem dzisiejszym matkom, że w odróżnieniu od poprzednich pokoleń są jakieś takie egoistyczne, nastawione na siebie, narzekające na konieczność pełnego zaangażowania itp. Ja tam nie wiem… Nawet nie czepiając się zbytniego uogólnienia, taki sąd może być zupełnie nietrafiony z tego prostego względu, że stawia nas w opozycji wobec świata, który nie istnieje, choć oczywiście jest obecny w naszych wspomnieniach, u podstaw otrzymanego wychowania czy wyznawanych wartości. Sądzę, że matki wczorajsze żyły w innych okolicznościach, by dało się to w jakiś prosty sposób zestawić i porównać.

Bo co powiedzieć o takiej rzeczywistości, w której jestem po prostu ja i moje dziecko? (Ojców tu pomijam, nie w tym znaczeniu, jakoby ich rola była nic nieznacząca, ale chcę napisać o niuansach kobiecego świata). A więc: ja i moje dziecko, a wokół dłuuugo, długo nic. Wydaje się, że jeszcze nie tak dawno dziecko rosło w środowisku, w którym oko na nie miały i babcia, i ciocia, a nawet starsza kuzynka. W takim skupisku kilku domów, pobliskich miejscowości – wśród kontaktów nie okazjonalnych, a codziennych – matki mogły jakby mimochodem zrobić coś dla siebie, przepracować to i owo, nabrać dystansu do siebie i własnej roli. Tyle rzeczy robiło się wspólnie, że i własne problemy istniały (malały?) w kontekście szerszych relacji.

Idealizować przeszłości nie trzeba (nie tęsknimy do nieustannej krytyki czy plotek), jednak problem tego braku powiązań odciska swoje piętno na życiu kobiet. Oczywiście zarzucić nam można, że mogłyśmy wybrać rodzinę wielopokoleniową – ale cóż, prawdę mówiąc, obecnie jakby lekki deficyt teściowych z dużym domem. A i przegląd kandydatów na męża według kryterium liczby rodzeństwa i miejsca jego zamieszkania jakoś trudno przeprowadzić w praktyce.

Na szczęście, choć proste rozwiązania nie istnieją, rozmaitych kobiet jak na razie wokół nas całkiem sporo. I są całkiem blisko. Ot, na przykład uczynna sąsiadka, przypadkowa (?) znajoma z jakiejś wspólnoty, a nawet ta miła ekspedientka ze spożywczaka, która zawsze chwali nasze dzieci, że takie uprzejme (naprawdę?!). Nie są to relacje tak oczywiste, tak nie-do-odrzucenia jak onegdaj, ale są. Być może wrócić do tego, co było, już się nie da – odeszły w przeszłość śpiew przy rwaniu pierza i ta ganiająca po dworze nieletnia hałastra, w której każde dziecko było „swoje”. Jednak możemy wyłuskać, zaakceptować, wybrać rdzeń tych relacji: poczucie przynależności do większego świata, w którym są obecne nie jakieś „one”, a nasze siostry, córki, babcie.

Zobaczyć w oczach innej kobiety, że jesteśmy ważne. Spojrzeć na panią siadającą zawsze w kościele w trzeciej ławce jak na kogoś z własnej rodziny i tak wobec niej postępować. Odpowiedzieć na zaczepkę jakiejś piaskownicowej (jest takie słowo?) matki. To może nie są jakieś wielkie rzeczy czy wiekopomne odkrycia – a przecież mogą przeorać nasz świat, inaczej rozłożyć punkty ciężkości, owocować.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6