Nadzieja umiera ostatnia

O zawierzeniu Opatrzności Bożej opowiada abp Tadeusz Kondrusiewicz, metropolita mińsko-mohylewski.

Andrzej Grajewski: 31 sierpnia białoruska straż graniczna uniemożliwiła Księdzu Arcybiskupowi powrót do kraju po wyjeździe do Polski. Gdzie w tej chwili Ksiądz Arcybiskup mieszka?

Abp Tadeusz Kondrusiewicz: W Sokółce, gdzie gościny udzieliła mi parafia św. Antoniego Padewskiego. Miejscowi przyjęli mnie bardzo serdecznie. Odwiedzałem tę parafię wcześniej, kiedyś prowadziłem tutaj rekolekcje.

Ten rok miał być na Białorusi rokiem św. Jana Pawła II, ale pandemia pokrzyżowała te plany. Jakie było znaczenie pontyfikatu papieża Polaka dla Kościoła na Wschodzie?

Pomimo problemów, jakie wynikły z pandemii koronawirusa, Kościół na Białorusi obchodzi rok św. Jana Pawła II pod hasłem: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”. Oczywiście w nieco mniejszym i okrojonym zakresie. Jednak przez cały rok z potrzeby serca świętujemy 100. rocznicę urodzin wielkiego papieża, który zmienił świat i odrodził Kościół na Wschodzie, w tym na Białorusi. Fakt, że papieżem została osoba z bloku wschodniego, wielu przyjmowało jako znak, że muszą przyjść zmiany. Później były jego słowa z inauguracji: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”. Zastanawialiśmy się, czy będzie to możliwe w Związku Radzieckim. Dzięki Janowi Pawłowi II stało się to możliwe. Był odpowiednim papieżem, danym przez Opatrzność Bożą w odpowiednim czasie Kościołowi powszechnemu i nam na Wschodzie.

Jesienią 1978 r. Ksiądz Arcybiskup był na drugim roku w seminarium duchownym w Kownie. Jakie wspomnienia zachowały się z tamtego okresu?

Następnego dnia po wyborze Jana Pawła II pełniłem dyżur na furcie seminarium. Pamiętam, jak przychodzili ludzie, aby się upewnić, czy to prawda, że Karol Wojtyła został wybrany na papieża, gdyż informacji było mało. Były wielka radość i oczekiwanie na pozytywne zmiany.

W 1986 r. został Ksiądz Arcybiskup wikariuszem w parafii św. Teresy w Wilnie, obok Ostrej Bramy. Na czym polegało duszpasterstwo w takim miejscu?

To była bardzo intensywna praca w bardzo zróżnicowanym środowisku. Sanktuarium Matki Bożej Ostrobramskiej przyciągało ludzi nie tylko z Litwy czy Białorusi, ale z całego Związku Radzieckiego; katolików, ale także prawosławnych. Codziennie było wielu pielgrzymów z Białorusi, gdzie w tym czasie brakowało kapłanów. Przyjeżdżali do Wilna, aby się spowiadać, chrzcić dzieci czy przystępować do I Komunii św. Pamiętam, że rocznie udzielaliśmy blisko 1500 chrztów, 800 ślubów i odprawialiśmy 400 pogrzebów. W uroczystość Opieki Matki Bożej Ostrobramskiej, obchodzoną przez cały tydzień, w którym wypada 16 listopada, rozdawaliśmy 48 tys. Komunii. Wcześniej tych ludzi należało wyspowiadać. Trzeba było prowadzić duszpasterstwo w różnych językach: przede wszystkim litewskim i polskim, ale także rosyjskim. To mnie nauczyło, że każdemu przychodzącemu do kościoła trzeba służyć w jego języku. Zbudowaliśmy wówczas bardzo dobre relacje z prawosławnymi. Obok Ostrej Bramy znajduje się cerkiew i rezydencja prawosławnego biskupa.

W lutym 1988 r. opuścił Ksiądz Arcybiskup Litwę i został proboszczem w dwóch parafiach w Grodnie: franciszkańskiej Matki Bożej Anielskiej oraz św. Franciszka Ksawerego. W jakich warunkach tam się pracowało?

W tej drugiej byłem pierwszym proboszczem od 28 lat. Kiedy parafianie prosili o zgodę na mianowanie tam księdza, urzędnik z administracji wyznaniowej odpowiadał, że wcześniej włosy urosną mu na dłoni, aniżeli w tej parafii będzie proboszcz. Pracy było bardzo wiele, gdyż poza Grodnem, gdzie jest ok. 150 tys. katolików, jeździło się także do okolicznych wsi. W duszpasterstwie w tamtym czasie dominował język polski, ale znajomość białoruskiego, rosyjskiego i litewskiego także się przydawała.

W lipcu 1988 r. Ksiądz Arcybiskup został biskupem i administratorem apostolskim Białorusi. Co wówczas było najpilniejszym wyzwaniem?

Byłem sam, nie miałem się kogo poradzić, a system sowiecki nadal funkcjonował. W ciągu mojej półtorarocznej posługi udało się odzyskać 98 kościołów. Ale księży brakowało. Skąd ich wziąć? Bardzo pomógł Kościół w Polsce, przysyłając kapłanów chętnych do pracy na Białorusi. Ważnym momentem było założenie seminarium duchownego w Grodnie, które zaczęło przygotowywać miejscowych księży. W liturgii wówczas dominował język polski, ale widoczne było, że wielu, zwłaszcza młodych, już go nie rozumie. Trzeba więc było przygotować księgi liturgiczne, katechizm i modlitewniki w języku białoruskim. Udało się także zorganizować Caritas, która działa do dzisiaj.

Jak układały się relacje z prawosławnymi?

Dobrze, między innymi dlatego, że głową tego Kościoła na Białorusi był metropolita Filaret, człowiek bardzo otwarty. Znałem go wcześniej.

W kwietniu 1991 r. otrzymał Ksiądz Arcybiskup jeszcze trudniejsze zadanie i został administratorem apostolskim dla obrządku łacińskiego w europejskiej części Rosji.

To prawda, że zadanie było trudniejsze. Na Białorusi było trochę księży i otwartych kościołów, zwłaszcza w części zachodniej. W Rosji nawet tego nie było. 70 lat wojującego ateizmu pozostawiło w społeczeństwie duchową pustkę. Ale Pan Bóg pobłogosławił. Zaczęli przyjeżdżać kapłani z różnych stron świata. Miałem ich z 23 krajów, od Australii do Argentyny; najwięcej z Polski, ok. 40 proc., oraz ze Słowacji. Trzeba było odzyskiwać kościoły i budować nowe. Wyzwaniem okazało się wydawanie literatury religijnej i tekstów liturgicznych w języku rosyjskim. Katolików w Rosji nie jest dużo, ale są bardzo aktywni, szczególnie inteligencja. W ciągu 16 lat mego pobytu w Rosji udało się wydać ponad 600 tytułów książek religijnych, teologicznych, historycznych w języku rosyjskim, a przede wszystkim encyklopedię katolicką. Kościół katolicki w Rosji rozwinął się i dzisiaj jest integralną częścią rosyjskiego społeczeństwa.

Ale relacje z prawosławnymi w Rosji były trudniejsze niż na Białorusi?

Znacznie trudniejsze, ale cały czas staraliśmy się utrzymywać je na co najmniej poprawnym poziomie. Zdarzały się pod naszym adresem oskarżenia o prozelityzm, ale z czasem, poza wyjątkami, kontakty stawały się coraz bardziej normalne.

Kryzys wybuchł, gdy papież ustanowił stałe diecezje w Rosji…

To rzeczywiście był poważny problem w relacjach, nie tyle z państwem rosyjskim, ile z rosyjskim prawosławiem. Patriarchat Moskiewski oskarżał Watykan o to, że decyzję podjął bez powiadomienia, co nie było prawdą. Według mojej wiedzy ówczesny nuncjusz apostolski przekazał stronie prawosławnej informację o tym, że Stolica Apostolska zamierza to zrobić. To nie był wyraz prozelityzmu ze strony katolików, ale powrót do normalności, bo przed rewolucją 1917 r. w Rosji istniały normalne struktury Kościoła katolickiego – metropolia mohylewska i sufraganie. Na szczęście tamte napięcia to już przeszłość. Teraz funkcjonowanie kościelnych struktur w Rosji nie wywołuje napięć.

Co zostało po 16 latach pracy Księdza Arcybiskupa w Rosji?

Powstała podstawowa struktura życia kościelnego, która będzie służyć, mam nadzieję, kolejnym pokoleniom katolików w Rosji. Trzeba było odzyskać stare i wybudować nowe kościoły, wykształcić miejscowe kadry. Należało opracować materiały katechetyczne, przystosowane do miejscowych realiów. W Moskwie została odnowiona piękna katolicka katedra, która wrosła już w krajobraz tego miasta. Niełatwa była walka o prawną pozycję Kościoła. Był to czas tworzenia w Rosji nowego prawa wyznaniowego. Wspólnie z prawosławnymi oraz innymi wyznaniami i związkami wyznaniowymi udało się nam doprowadzić do przyjęcia zapisów gwarantujących wolność sumienia.

W 2007 r. Ksiądz Arcybiskup wrócił do Mińska jako metropolita mińsko-mohylewski. Czy sytuacja Kościoła na Białorusi zmieniła się od 1991 r.?

Przede wszystkim inna była moja odpowiedzialność. Powstały nowe diecezje, mające swoich biskupów, oraz Konferencja Episkopatu Białorusi. Trzeba było doskonalić duszpasterstwo, relacje z innymi wyznaniami i społeczeństwem. Wśród nowych zadań szczególnie ważny był rozwój katolickich mediów. Dzisiaj zajmują one ważne miejsce w religijnym życiu Białorusi. Istotnym problemem jest nadal kształcenie i formacja nowych kapłanów. Liczba miejscowych powołań spada, dlatego wciąż potrzebujemy księży z zagranicy. Problem w tym, że władza niechętnie zgadza się na ich posługę i bywają problemy z uzyskaniem pozwolenia na ich pobyt na Białorusi.

Wiem, że pomimo fizycznej nieobecności w swej archidiecezji Ksiądz Arcybiskup ma z nią stały kontakt. Czym jest ta łączność dla wygnanego pasterza?

Ma dla mnie ogromne znaczenie. Wiem, że wierni w wielu miejscach modlą się o mój powrót, do tego wzywają władze również biskupi. Cieszą mnie wyrazy solidarności także ze strony innych krajów i wyznań. Jednocześnie staram się wykonywać swoje obowiązki za pośrednictwem biskupów pomocniczych. Piszę listy pasterskie, nagrywam konferencje. Zachęcam do modlitwy w intencji pokojowego rozwiązania konfliktu społecznego, jaki u nas wybuchł. Wzywałem do poświęcenia Białorusi Niepokalanemu Sercu NMP, co odbyło się 8 grudnia. Poproszono mnie o poprowadzenie rekolekcji adwentowych, a moje cztery rozważania zostały umieszczone w internecie. Wywołały nawet spore zainteresowanie. Po tygodniu było blisko 40 tys. wejść na stronę, na której były prezentowane. Podejmuję także decyzje administracyjne, przesyłając dekrety czy rozporządzenia pocztą elektroniczną. Korzystając ze Skype’a, brałem udział w obradach Konferencji Episkopatu Białorusi. Pandemia zmusiła nas do tego, aby lepiej wykorzystywać środki masowego przekazu oraz media elektroniczne. Te wszystkie narzędzia trzeba będzie doskonalić i nadal wykorzystywać do ewangelizacji, także kiedy pandemia minie.

Jak Ksiądz Arcybiskup odbiera wygnanie z kraju?

Na swoim prymicyjnym obrazku umieściłem słowa: „Fiat voluntas Tua” (Bądź wola Twoja). Widocznie taka jest wola Boża, abym tego doświadczył. Chrześcijaństwo, kapłaństwo czy biskupstwo nie może być wiarygodne bez krzyża, w którym jest nasze zbawienie i nadzieja. Dlatego obecną sytuację przyjmuję z pokorą. Proszę Pana Boga o siły do niesienia krzyża, aby w ten sposób służyć ludowi, do którego zostałem posłany z misją biskupią.

3 stycznia 2021 r. po ukończeniu 75 lat Ksiądz Arcybiskup prześle papieżowi rezygnację z pełnionego urzędu?

Już to zrobiłem.

Ksiądz Arcybiskup ma nadzieję wrócić na Białoruś?

Żyję tą nadzieją. U nas mówi się, że nadzieja umiera ostatnia. U mnie nie umarła. •

abp Tadeusz Kondrusiewicz

jest metropolitą mińsko-mohylewskim i przewodniczącym Konferencji Episkopatu Białorusi. Od kiedy władze białoruskie unieważniły jego paszport, przebywa w Polsce.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7