Wielka cisza

Święty Augustyn twierdzący, że Kościół powinien stale się reformować (Ecclesia semper reformanda est), w Roku Pańskim 2020 poczułby się jak w domu. I z pewnością podziękowałby Bogu za ten rok.

Jeśli na sądzie ostatecznym archanioł z wielkim mieczem w dłoni podzieli historię Kościoła Chrystusowego na części niczym wielki tort, rok 2020 znajdzie się pośród kawałków o gorzko-słodkim posmaku. Gorzkim jak lekarstwo. Ale nie tylko gorzkim, choć wielu mieniących się „życzliwymi” i „przychylnymi Kościołowi” chciałoby w tym pandemicznym okresie widzieć jedynie rany Mistycznego Ciała. Jeśli znajdzie się w tym smaku sporo słodyczy, to tylko i wyłącznie dlatego, że jako wspólnota poorana grzechem w krzyżu i bólu dostrzegamy nadzieję. Czy można zresztą inaczej podsumować losy Kościoła?

Pusty plac

„W naszym świecie, który kochasz bardziej niż my, ruszyliśmy naprzód na pełnych obrotach, czując się silnymi i zdolnymi w każdej dziedzinie” – mówił papież Franciszek 27 marca. Sam na wielkim placu Świętego Piotra wyglądał jak prorok na pustyni. I dobrze, że mówił o świecie, który zatrzymał się z powodu pandemii: „Chciwi zysku, daliśmy się pochłonąć rzeczom i oszołomić pośpiechem”. Ten głos papieża, choć wybrzmiał wyraźnie, przyćmił obraz. Deszcz. Pusty plac przed najważniejszą bazyliką na świecie, refleksy światła, cienie pałacu apostolskiego odbijające się w mokrym bruku. I on. Wszystko oszczędne, ciche, jakby zamknięte w przestrzeni pomiędzy papieską sedilią, obrazem Maryi – Ocalenia Ludu Rzymskiego (Salus Populi Romani) z bazyliki Matki Bożej Większej oraz krzyżem z kościoła pod wezwaniem świętego Marcelego. To jeden z najpiękniejszych wielkopostnych piątków, jakie widział świat. „Na naszych placach, ulicach i miastach zebrały się gęste ciemności; ogarnęły nasze życie, wypełniając wszystko ogłuszającą ciszą i posępną pustką, która paraliżuje wszystko na swej drodze. Czuje się je w powietrzu, dostrzega w gestach, mówią o tym spojrzenia” – kontynuował papież. Motyw burzy na jeziorze i przestraszonych uczniów dopełniał całości. Pandemia koronawirusa, która wystraszyła (prawie) wszystkich, wielu odebrała nadzieję. A na odebraną nadzieję sposób jest tylko jeden: Chrystus. Dwa tygodnie później papież dopełni liturgicznych obrzędów Męki Pańskiej, leżąc samotnie na posadzce bazyliki Świętego Piotra. To będą najbardziej samotne dni Triduum Paschalnego w historii, nie tylko Rzymu. Katedry całego świata, kościoły i kościółki, bazyliki mniejsze i większe będą świeciły pustkami niczym Boży Grób po poranku zmartwychwstania. Zanim to się jednak stanie, papież podczas przywołanego nabożeństwa powie: „Nie jest to czas Twojego sądu, ale naszego osądzenia: czas wyboru tego, co się liczy, a co przemija, oddzielenia tego, co konieczne, od tego, co nim nie jest. Jest to czas przestawienia kursu życia ku Tobie, Panie, i wobec innych”.

Pusty kościół

Dwa tygodnie później wierni większości parafii pokazali swoim proboszczom, jak bardzo ich kochają i jak bardzo wiedzą, że są przez nich kochani. Fotografie poprzyklejane do kościelnych ławek, krzeseł i klęczników towarzyszyły kapłanom w sprawowaniu świętej liturgii świętych dni. Popłynęła niejedna łza. Na drzwiach zamkniętych kościołów pojawiły się kartki z różnymi przesłaniami, również bardzo negatywnymi. „Wierni wam tego nigdy nie wybaczą” – pisali niektórzy do biskupów, którzy na szybko dostosowywali praktykę duszpasterską do wymogów sanitarnych. Niedługo potem odżyły spory o kształt liturgii, maseczki na twarzach, formę przyjmowania Komunii Świętej. Jakbyśmy ponownie znaleźli się w okresie posoborowym i dyskutowali o tym, czy Komunia Święta na rękę jest profanacją Najświętszego. Z drugiej strony: dyspensy od uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii, transmisje nabożeństw on-line, wysyp nowych pomysłów na duszpasterstwo. Dobre to było i twórcze, przyznajmy, nie unikając komentarza: tymczasowe. Sporo wiernych, jak mówią niektóre statystyki, do kościołów nie wróciło. Pandemia się jeszcze nie skończyła, więc miejmy nadzieję, że wrócą. Bo on-line nie da się spotkać naprawdę. Ani z człowiekiem, ani z Bogiem.

Puste serce

Mówi się, że wielu nie wróci do kościołów z powodu skandali, które w nim ujawniono – ta część dotyczy zwłaszcza Kościoła w Polsce. Faktycznie, w wielu statystykach wyraźnie widać, że kolejne „trzęsienia ziemi” powodują coraz więcej pęknięć na całym obliczu Kościoła. Brakuje nam, bądź brakowało poszczególnym decydentom, roztropności i umiejętnego oddzielania plew od ziarna. W niektórych przypadkach odpowiedzialność jest jeszcze większa – gdy ktoś zasiewał, mając pełną świadomość, że rzuca w glebę nie ziarno, lecz truciznę. Krzywdził w ten sposób przede wszystkim bezbronnych – a to, choć brak go w katalogu, grzech naprawdę wołający o pomstę do nieba. Ci, którzy Kościoła nie kochają, ale z radością zobaczyliby jego upadek, triumfują. Wielu jest i takich, którzy mówią, że kochają, lecz z tej miłości woleliby zrównać go z ziemią i postawić od nowa. To nonsens. Roze- drgane emocje nigdy nikomu nie pomogły. Raczej solidny rachunek sumienia i mocne postanowienie poprawy. Ale do tego konieczna jest pokora – pustego serca, odrzucenia egocentrycznej wizji samego siebie, świata i… Kościoła właśnie. Rozliczyć się z własną przeszłością trzeba. Odnowić się w myśleniu – jeszcze bardziej. I zrozumieć, że nic tak bardzo wspólnocie uczniów Chrystusa nie szkodzi, jak udawanie. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7