Gra na przeczekanie

Moskwa wsparła Łukaszenkę, ale nie bezwarunkowo. Dyktator musi opanować sytuację w kraju i kontynuować proces integracji z Rosją.

Prezydent Łukaszenka nie zamierza więc siadać do rozmów z opozycją, ale straszy Białorusinów agresją Zachodu, zapowiada zamknięcie granic z Polską i Litwą oraz przedłuża manewry wojskowe z udziałem wojsk rosyjskich. Konflikt białoruski ma coraz silniejsze implikacje międzynarodowe i robi się coraz bardziej nieprzewidywalny.

Bliżej „starszego brata”

Aby wyjaśnić, jak bardzo zmieniła się pozycja Łukaszenki wobec Putina, warto przywołać obrazy z dwóch ostatnich wizyt prezydenta Białorusi na Krymie. W grudniu ubiegłego roku rozmawiał tam z prezydentem Rosji przy okazji 20. rocznicy obchodów wspólnego państwa związkowego. Utworzony 8 grudnia 1999 r. Związek Białorusi i Rosji zakładał ścisłą integrację obu państw, ale do niej nie doszło. Łukaszenka domagał się tanich surowców, ale władzą z Kremlem nie chciał się dzielić. Przez 20 lat sprytnie manewrował między Moskwą a Zachodem, wiele obiecując, ale niczego nie realizując.

W grudniu 2019 r. na Krymie był pewny siebie. Dobitnie podkreślał, że Białoruś ma swoje aspiracje i interesy, które nie muszą się zgadzać z rosyjskimi. Ostatecznie nie doszło do podpisania dokumentu, tzw. mapy drogowej, stanowiącego m.in., że powstaje wspólny parlament dla obu krajów oraz obowiązywać będą wspólna waluta i system podatkowy. Putin gościa nie chciał urazić, a jednocześnie nie ukrywał irytacji, że przygotowywany od wielu miesięcy plan integracji obu państw spalił na panewce.

Spotkanie 14 września odbyło się wprawdzie w tym samym miejscu, w rezydencji Putina pod Soczi, ale jakże odmienny miało przebieg. Łukaszenka przygaszony pokornie powtarzał, że ostatnie wydarzenia nauczyły go, że należy trzymać się blisko ze „starszym bratem”. Putin siedział władczo rozwalony i protekcjonalnym tonem zapewniał, że Rosja Białorusinów nie opuści w potrzebie. Łukaszenka pilnie notował uwagi „starszego brata”. Wszystkich ustaleń, jakie zapadły w Soczi, nie znamy, poza informacją, że Rosja udzieliła Białorusi nadzwyczajnego kredytu w wysokości 1,5 mld dolarów. To daje Łukaszence kilka miesięcy oddechu. Kryzys polityczny spowodował gwałtowny spadek wartości białoruskiej waluty, co przełożyło się na konkurencyjność jej gospodarki oraz pogłębiło deficyt całego państwa. Strona rosyjska podkreśla, że kredyt został przyznany na warunkach komercyjnych, ale opozycja białoruska podejrzewa, że w zamian Łukaszenka zgodził się na prywatyzację kluczowych gałęzi białoruskiej gospodarki, na co Kreml nalegał od dawna.

Być może zakres ustaleń z Soczi był większy, aniżeli o tym poinformowano. Celem strategicznym Rosji jest nie fizyczna inkorporacja Białorusi, ale utrwalenie jej pozycji w rosyjskiej strefie wpływów, przede wszystkim wojskowych. Nie bez kozery rosyjskie media piszą, że wkrótce ma się zacząć tworzenie wspólnej, rosyjsko-białoruskiej armii.

Wymuszona reforma?

Po rozmowach w Soczi białoruscy komentatorzy zwracali uwagę przede wszystkim na jeden fragment wystąpienia Putina, w którym chwalił Łukaszenkę za zamiar przeprowadzenia reformy politycznej oraz zmianę konstytucji. Zmiany mają ograniczyć władzę prezydenta oraz otworzyć drogę do przedterminowych wyborów prezydenta Białorusi. Tyle że sam Łukaszenka bynajmniej nie chwalił się Putinowi takimi planami. Z kamienną twarzą przyjął pochwałę za projekt, o którym nie wspomniał słowem. Być może więc częścią planu Moskwy jest stworzenie możliwości zamiany Łukaszenki na innego przywódcę, równie jak on spolegliwego wobec Kremla, jednak niedysponującego jednocześnie tak wielką władzą jak obecny prezydent Białorusi.

Rosja nie jest zainteresowana żadną bezpośrednią ingerencją na Białorusi, gdyż jak dotąd protesty przeciwko Łukaszence nie miały antyrosyjskiego wydźwięku. Protestowano przeciwko dyktatorskiej władzy jednego człowieka, a nie linii politycznej przez niego reprezentowanej. Zresztą część tzw. starej opozycji białoruskiej z dużą rezerwą odnosiła się do niedawna do Swiatłany Cichanouskiej, sugerując, że w istocie jej kampania jest częścią makiawelicznego planu Moskwy, aby nieobliczalnego i krnąbrnego Łukaszenkę pod hasłami demokratyzacji i modernizacji zamienić na przywództwo bardziej spolegliwe.

Z pewnością dla Rosji rzeczą najważniejszą jest wyciszenie protestów i dlatego ogłasza wsparcie polityczne i gospodarcze Łukaszenki, uznając w nim prezydenta, co ma dla niego wielkie znaczenie. Zasadne jest jednak pytanie o cenę, jaką Łukaszenka musiał zapłacić nie tylko za dalsze rządzenie Białorusią, ale i za osobiste bezpieczeństwo. Informacja, że wysłał najmłodszego syna do szkoły w Moskwie, gdyż w Mińsku nie był w stanie zapewnić mu odpowiedniego bezpieczeństwa, wiele mówi o stanie psychicznym i determinacji dyktatora nie tylko w walce o władzę, ale i o życie. Zapewne jest także informowany, że podczas demonstracji na ulicach Mińska coraz częściej słychać głosy „nie przebaczymy” i „rozliczymy was za wszystko”. Ciągle może polegać na siłach specjalnych (OMON), KGB oraz armii, ale nawet lojalność tych najwierniejszych ma swoje granice, o czym może świadczyć wyznaczenie nowego szefa KGB oraz zmiany w prokuraturze.

Po rozmowach na Krymie widać, że dalsze rządy Łukaszenki są może najwygodniejszym rozwiązaniem dla Moskwy, ale nie jedynym. Dlatego aprobatę Putina dla reformy konstytucyjnej i przedterminowych wyborów można oceniać jako sygnał także wobec opozycji, że Moskwa jest gotowa zaakceptować innego partnera, zapewniającego realizację jej strategicznych interesów.

Mediacja Watykanu?

Nieoczekiwanie ważnym podmiotem w tej rozgrywce okazuje się dyplomacja Stolicy Apostolskiej. Szef watykańskiej dyplomacji abp Paul Gallagher w połowie września odwiedził Mińsk jako pierwszy przedstawiciel Zachodu. Jak wynika z ogłoszonego później sprawozdania z tej misji, rozmawiał nie tylko o relacjach Kościół–państwo. Spotkał się także z biskupami katolickimi. Najciekawszy jednak, moim zdaniem, był prywatny punkt tej wizyty. Abp Gallagher odwiedził w Mińsku prawosławne sanktuarium Wszystkich Świętych, upamiętniające ofiary reżimów totalitarnych. Spotkał się tam z rektorem tego kompleksu, jednym z duchowych liderów białoruskiego prawosławia, archimandrytą Fiodorem Povnym, uchodzącym za zaufanego doradcę prezydenta Łukaszenki.

Jednym z celów tej wizyty było otwarcie drogi do Mińska nowemu nuncjuszowi, co dałoby Watykanowi możliwość utrzymywania bieżącego kontaktu z władzą na Białorusi. W styczniu br. zakończyła się misja nuncjusza apostolskiego abp. Gabora Pintera i odtąd czekano na przyjazd jego następcy. Miał nim zostać chorwacki duchowny i dyplomata ks. Ante Jozić. Z powodu koronawirusa sprawy się przeciągały, ale po powrocie abp. Gallaghera do Watykanu uległy przyspieszeniu. 16 września w Chorwacji doszło do konsekracji biskupiej Jozicia, której rangę podnosi fakt, że sakry udzielał mu sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej i najbliższy współpracownik papieża Franciszka kard. Pietro Parolin. Zapewne w najbliższych dniach abp Jozić przybędzie do Mińska, gdzie będzie musiał być przyjęty przez prezydenta Łukaszenkę. Do tego czasu powinna się rozstrzygnąć sytuacja abp. Tadeusza Kondrusiewicza. W ostatnich dniach Stolica Apostolska wyraźnie dała do zrozumienia, że oczekuje szybkiego rozwiązania jego sprawy. – Naciskamy na to, by biskup mógł wrócić do swej diecezji i kontynuować przewodzenie swej owczarni – powiedział niedawno kard. Parolin.

Arcybiskup Kondrusiewicz w okolicznościowym orędziu powitał nowego nuncjusza, wyrażając nadzieję, że jego posługa przyczyni się do pojednania narodu białoruskiego, który w ostatnich tygodniach znalazł się nieomal na krawędzi wojny domowej. „Dla rozwoju naszej działalności duszpasterskiej i społecznej, a także relacji z państwem w tym przełomowym momencie naszych dziejów potrzebujemy wsparcia Waszej Ekscelencji jako przedstawiciela Stolicy Apostolskiej. Dlatego z niecierpliwością oczekujemy przybycia Waszej Ekscelencji na Białoruś, gdzie będzie pełnił posługę powierzoną przez papieża Franciszka” – napisał do nowego nuncjusza. Od 31 sierpnia arcybiskup nie może wrócić do ojczyzny, a o jego dalszych losach formalnie zdecyduje ministerstwo spraw wewnętrznych Białorusi, które anulowało paszport hierarchy pod pretekstem badania statusu jego obywatelstwa. Arcybiskup nie został jednak pozbawiony obywatelstwa, co daje pewną nadzieję na pozytywne rozpatrzenie odwołania, jakie napisał w tej sprawie. Odpowiedź będzie z pewnością ważnym sygnałem, czy reżim Łukaszenki zamierza kontynuować politykę szykan i sankcji wobec Kościoła katolickiego, czy spróbuje wykorzystać dyplomację Stolicy Apostolskiej do przełamania izolacji, w jakiej się znajdzie od listopada br. Wtedy rozpocznie się nowa kadencja prezydencka Łukaszenki, której Unia Europejska i wiele innych krajów na świecie nie będą uznawać. Wsparcie zaś jedynie ze strony Moskwy nie rozwiąże żadnego z problemów, jakie stoją przed Białorusią.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9