Cząstka najważniejsza

Historia z Martą z Betanii uczy, że gdy troszczysz się o sprawy Boże, Bóg troszczy się o twoje sprawy.

Pewien proboszcz rozmawiał z Matką Teresą z Kalkuty. – Niech ksiądz codziennie jedną godzinę modli się w ciszy przed Najświętszym Sakramentem – poradziła mu święta. – Ależ siostro! Kiedy? Uczę religii w szkole, kościół mam w remoncie, w kancelarii mnóstwo roboty, co chwilę dzwonią telefony, przychodzą interesanci… – na jednym tchu powiedział duchowny. – Nie ma ksiądz czasu? – zatroskała się Matka Teresa. – W takim razie niech się ksiądz modli dwie godziny dziennie.

Niepotrzebny niepokój

Ta popularna anegdota oddaje tę samą prawdę, o której zapewnia psalmista: „Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą” (Ps 127,1). Okazją do jej przypomnienia jest liturgiczne wspomnienie św. Marty z Betanii, patronki gospodyń.

Marta, krzątająca się przy kuchni, miała żal do siostry, że zamiast jej pomóc, siedzi zasłuchana w słowa Jezusa. Wtedy usłyszała słynne zdanie: „Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona” (Łk 10,41-42). Te dwa zdania od wieków budzą emocje, szczególnie wśród kobiet zajmujących się domem. Zwykle jednak słuchaczom słowa Bożego umyka stwierdzenie: „troszczysz się i niepokoisz”. Wydaje się, że sednem problemu Marty jest nie to, że pracuje, lecz to, że się zamartwia. Nadmiernie troszczy się o przygotowanie jedzenia w obecności Tego, który uczy: „Nie troszczcie się o to, co macie jeść”. Ten, który kilkoma bochnami chleba i paroma rybami nakarmił tysiące, wskazuje na priorytety. Nie chodzi o brak aktywności, lecz o aktywność wynikającą z kontaktu z Bogiem.

Bezcenna strata

Karmelitanki bose mają sporo zajęć. Choć nie opuszczają klasztoru, wykonują liczne prace domowe i zarobkowe, by utrzymać dom. Szyją ornaty, szkaplerze, robią różańce, gipsowe figurki i inne przedmioty użytku religijnego. Jednak najwięcej czasu poświęcają modlitwie – około siedmiu godzin dziennie. Każdego dnia jest Eucharystia, liturgia godzin, modlitwa osobista i inne formy trwania w relacji z Bogiem.

Siostra Agnieszka z Karmelu w Gdyni-Orłowie nawiązuje do anegdoty o nauczycielu, który zademonstrował studentom, jakie znaczenie ma kolejność podejmowanych działań. Do szklanego naczynia włożył kamień pozornie zajmujący całą przestrzeń naczynia. A gdy wsypał tam drobne kamyczki, okazało się, że i dla nich znalazło się miejsce. Potem luki między kamyczkami wypełnił piaskiem, a na końcu udało się wlać jeszcze sporo wody. Gdyby zrobił to w innej kolejności, nie dałoby się tam wszystkiego zmieścić. – Myślę, że to da się porównać z czasem, jakim dysponujemy. Dla nas trzy pierwsze godziny modlitwy, od szóstej do dziewiątej, to jest ten największy kamień. Akumulator naładowany i można jechać do roboty – opowiada s. Agnieszka, dodając, że modlitwa towarzyszy siostrom także w dalszej części dnia. Ma świadomość, że nie wszyscy mogą sobie pozwolić na to, żeby ich praca przeplatała się w taki sposób z modlitwą. – To kwestia powołania. Jedni mają apostołować, a inni, jak Mojżesz, trwać ze wzniesionymi rękami. My robimy to w imieniu tych, którzy tego zrobić nie mogą – mówi karmelitanka. Przywołuje myśl René Voillaume’a, pierwszego generała Małych Braci, który nazwał modlitwę „traceniem czasu dla Boga”. – Czasami na modlitwie się trwa i ma się wrażenie, że ten czas się traci. Klęczy człowiek przed tabernakulum i ani pobożnych myśli, ani wyciszenia wewnętrznego. Szamocę się, wspominam, co było w pracy, co jeszcze muszę zrobić i tak dalej. To „strata” tego czasu, w którym uszyłabym ornat albo ugotowała zupę dla sióstr, a tu klęczę i biję się z myślami. Jeśli jednak ofiarowuję ten czas Bogu jako coś najcenniejszego, to nawet ten „stracony” czas może stać się jakimś pięknym darem, jakąś perłą, bo ja go podarowałam Panu Bogu – podkreśla. Siostra przypomina sobie, że czasami prosiła przeoryszę o zwolnienie z modlitwy z powodu jakichś nadzwyczajnie pilnych zajęć. – Ale nieraz cała ta robota okazywała się daremna. Albo się plany zmieniły, albo się coś przypaliło, albo się okazało, że dokument trzeba inaczej zredagować. Z kolei jeśli się postawi na modlitwę jako „puls serca”, który wyznacza rytm dnia: modlitwa, praca, modlitwa, praca – to wtedy wszystko jakoś się harmonijnie układa – mówi z przekonaniem.

Śniadanie ducha

Czy da się te doświadczenia przełożyć na warunki przeciętnego wierzącego? – Wiele znanych mi osób „traci czas” na modlitwę u początku dnia. Decydują się nawet wcześniej wstać, żeby przed pracą mieć kwadrans rozważania słowa Bożego czy modlitwy osobistej. Niektórzy codziennie uczestniczą we Mszy św., inni słuchają w samochodzie rozważań z czytaniami czy konferencji. Na początek dnia jest więc ten największy „kamień”, czyli spotkanie z Bogiem, żeby dał siły i żeby dzień poukładał się według Jego woli. To jest naprawdę umacniające, jak pożywne śniadanie. Dobrze jest na początek dnia zaaplikować sobie dawkę porządnej strawy duchowej – zapewnia s. Agnieszka.

Sądzi, że problemem św. Marty była jej nadmierna troskliwość, zamartwianie się. – W takim stanie ducha człowiek przestaje liczyć na Pana Boga i myśli: „Jak ja tu tego nie dopilnuję, to nic nie będzie”. Bóg jest na marginesie. Tymczasem Bogu nic się nie wymyka. Nawet w przykrych sytuacjach mam pewność, że gdy Pan Bóg zamyka drzwi, to otwiera okno. To jest coś umacniającego – kontakt z Osobą, którą się kocha i która mnie kocha. I płynąca z tego świadomość, że „miłującym Boga wszystko sprzyja ku dobremu” – uśmiecha się karmelitanka.

Podwójna miłość

Siostra Gabriela, urszulanka, jest bardzo zapracowana. Do jej licznych obowiązków nauczycielskich dochodzą odpowiedzialne zadania we wspólnocie zakonnej. – Gdy mimo najlepszych starań z czymś nie nadążam, wtedy mówię: „Duchu Święty, szybciutko” – śmieje się. W życiu kontemplacyjno-czynnym inspiruje ją założycielka zakonu urszulanek, św. Aniela Merici, która często mówiła o podwójnej miłości – Boga i bliźniego. – Nie jest mi trudno modlić się, gdy kocham Boga, i nie jest mi trudno biec do drugiego człowieka, którego też pokochałam – zauważa. Ją samą zaskakuje to doświadczenie miłości. – Jestem przenoszona ze wspólnoty do wspólnoty, a ja ciągle tych ludzi, którzy są w nowych dla mnie miejscach, kocham. Nie jest mi trudno wstać rano na jutrznię, Mszę św. i pobiec do szkoły na cały dzień, a potem do moich sióstr – zapewnia, zastrzegając, że doświadcza tego jako niczym niezasłużonego daru.

Siostra Gabriela akcentuje znaczenie gotowości do odłożenia czegoś. – Mogę mieć mnóstwo rzeczy dla bliźniego: telefony, listy, przygotowanie katechezy… ale muszę umieć to w pewnym momencie odłożyć, żeby pójść na modlitwę. Nie zapomnieć o tamtych rzeczach, ale je odłożyć. To jest święty czas, którego nie pozwolę sobie ukraść. Jeśli zdarzy się, że nie dopełniam moich modlitw, zawsze spowiadam się z tego, bo uważam, że okradam Kościół, wspólnotę i samą siebie z największego dobra. Dla mnie to jest złodziejstwo. Nie trwam jednak cały czas w kontemplacji, bo mam inne powołanie. Jeżeli byłabym powołana do zakonu typowo kontemplacyjnego, to wpisałabym się w rytm tej kontemplacji. Gdybym była żoną, mamą, to wpisałabym modlitwę w rytm dnia codziennego. Wierzę, że tak bym zrobiła, bo obserwowałam moich rodziców, którzy też nie dali się okraść z czasu przeznaczonego dla Pana – zaświadcza zakonnica. – Ale z drugiej strony muszę odłożyć modlitwę, w której może mi być nawet bardzo dobrze, żeby iść do bliźniego – stwierdza.

Zwraca uwagę, że Pan Jezus mówi Marcie o „najlepszej cząstce”, a cząstka, nawet najcenniejsza, to nie jest całość. Nie poświęca się jej 24 godzin. – Jednak dzięki tej cząstce doświadczam tego, że tam, dokąd z błogosławieństwem idę, jest ze mną Duch Święty. Przychodzą mi wtedy na myśl odpowiednie cytaty z Biblii, mam natychmiast odpowiedź na zaskakujące pytania młodzieży. Skąd to jest? Przecież nie ze mnie. Po prostu wnosisz tę najlepszą cząstkę tam, dokąd idziesz. Ja ją wnoszę do sali katechetycznej. Jeśli Pan jest ze mną w kaplicy, to jest ze mną także wtedy, gdy z tej kaplicy wychodzę – podkreśla urszulanka.

Słowa Jezusa, wypowiedziane do Marty, dotyczą wszystkich wierzących. W każdym stanie i w każdym rodzaju zaangażowania konieczna jest modlitwa, choć jej kształt bywa różny w zależności od powołania. Bo każdy chrześcijanin musi wybrać najlepszą cząstkę, żeby całość była najlepsza. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7