(Nie) nasz prezydent

Katolicy w USA jesienią zagłosują na Donalda Trumpa chętniej niż w 2016 roku. Wielu z nich jednak nadal ma dylemat, czy to wybór moralnie słuszny.

Jeszcze cztery lata temu wydawało się, że jest to niemożliwe. Donald Trump, niekryjący się ze swoim stylem życia oraz dość luźnym podejściem do spraw wiary i moralności, miał pozyskać głosy wierzącej części Ameryki. Podziały, jakie wówczas nastąpiły w chrześcijańskich wspólnotach w związku z rosnącymi szansami na to, że to Trump będzie kandydatem republikanów, były ogromne. Ostatecznie, mając do wyboru Hillary Clinton i Donalda Trumpa, wielu z zaciśniętymi zębami oddało głos na niego. W 2020 r. zęby nie są już tak mocno zaciśnięte. Większość tzw. ewangelikalnych chrześcijan i ponad połowa katolików jest gotowa poprzeć urzędującego prezydenta w staraniach o reelekcję. Powstał nawet silny ruch Katolicy za Trumpem, a o kandydacie republikanów ciepło wypowiada się nowojorski arcybiskup. Czy to oznacza, że wątpliwości sprzed czterech lat zniknęły?

Katedra Trumpa

Październik 2016 r. Dzień po trzeciej debacie telewizyjnej, w której Donald Trump starł się z Hillary Clinton, kandydaci usiedli przy jednym stole podczas dobroczynnej kolacji, znanej w USA jako Al Smith Dinner. Organizuje ją zawsze w roku wyborczym katolicka Fundacja Alfreda E. Smitha. Gospodarzem jest arcybiskup Nowego Jorku, zasiadający przy stole pomiędzy dwoma kandydatami, którzy są na ostatniej prostej do wyborów. W 2016 r. między Trumpem a Clinton siedział kard. Timothy Michael Dolan. Po kolacji arcybiskup przyznał, że siedział „w najbardziej lodowatym miejscu na Ziemi” – jego sąsiedzi unikali kontaktu wzrokowego ze sobą, nie podali sobie również ręki na przywitanie. Sytuację ratowała początkowo trochę konwencja przemówień kandydatów (tradycyjnie dowcipna, lekka forma). Hillary Clinton najpierw dobrze się bawiła i śmiała się, nawet wtedy, gdy Trump stwierdził, że kolacja „to dla Hillary pierwsze spotkanie, na którym przemawia do szefów korporacji i nie dostanie za to pieniędzy”. Kandydat republikanów zapunktował również dystansem wobec siebie, gdy mówił, że wielu ludzi powtarza mu, że skromność jest prawdopodobnie jego najlepszą zaletą. Śmiała się Hillary, śmiał się kard. Dolan, wydawało się, że katolicka fundacja stworzyła przestrzeń, w której mogą spotkać się i z dystansem mówić o sobie nawet tak skonfliktowani politycy.

Moją uwagę zwróciły wówczas dwa wątki w przemówieniu Trumpa. Kpiąc z Hillary Clinton, powiedział o niej – już bez ogródek – że „siedzi tutaj jako osoba publiczna, udając, że nie nienawidzi katolików”. I jakby chcąc pokazać, na czym polega różnica między nimi, stwierdził: „Kardynał Dolan i ja prowadzimy dwie imponujące nieruchomości przy Piątej Alei [chodzi o Trump Tower miliardera oraz katedrę św. Patryka archidiecezji nowojorskiej – J.Dz.]. Oczywiście, nieruchomość kardynała jest bardziej imponująca niż moja. To dlatego, że moją zbudowałem moimi pięknie uformowanymi dłońmi. (śmiech) Jego nieruchomość została zbudowana rękami Boga, a nikt nie może się równać z Bogiem. Mam rację?”. Kardynał Dolan, równie rozbawiony, co zaskoczony tą wypowiedzią, przytaknął. Czy to była dobrze przemyślana strategia Trumpa obliczona na pozyskanie głosów katolickich wyborców? Niezależnie od tego, na ile Trump był w tym szczery, była to z pewnością zapowiedź tego, co stało się wizytówką jego prezydentury i co może zdecydować o jego kolejnej wygranej.

Poparcie nieoczywiste

O wyniku wyborów prezydenckich w USA decyduje wiele czynników, ale jednym z najważniejszych – o czym wiedzą wszyscy startujący w wyścigu do Białego Domu – jest pozyskanie głosów zarówno ewangelikalnych chrześcijan, dominujących zwłaszcza w południowych stanach (tzw. pas biblijny), jak i katolików. Jedni i drudzy to w sumie trochę więcej niż połowa wszystkich wyborców (katolicy stanowią ok. 25 proc. społeczeństwa). O ile jednak ewangelikalni to od dawna naturalny elektorat Partii Republikańskiej (choć cztery lata temu ich poparcie dla Trumpa nie było od początku oczywiste), o tyle katolicy przez dekady traktowali Partię Demokratyczną jako ich naturalne środowisko polityczne. Wynikało to przede wszystkim z doświadczeń historycznych – katolicy w XIX i na początku XX wieku byli społecznością dyskryminowaną w Stanach, a jedyną partią, która dawała jakiekolwiek nadzieje czy realne gwarancje równouprawnienia dla mniejszości, była właśnie Partia Demokratyczna. Poza tym mniej więcej jedna trzecia katolików w USA to imigranci lub potomkowie imigrantów z Ameryki Łacińskiej, a naturalnym sojusznikiem politycznym imigrantów zawsze byli demokraci. W ostatnich dekadach jednak, zwłaszcza w miarę coraz silniejszego skrętu demokratów na lewo, preferencje wyborcze wśród katolików uległy korekcie i coraz częściej głosują oni na kandydata republikanów. Doszły do tego również zmiany wśród imigrantów – duża część Latynosów po przyjeździe do USA porzuca katolicyzm i przechodzi do różnych wspólnot ewangelikalnych, które częściej głosują na republikanów. O ile jednak w przypadku Ronalda Reagana czy George’a W. Busha było to poparcie dość wyraźne, o tyle Donald Trump cztery lata temu wydawał się nie do zaakceptowania przez katolicki elektorat (w sondażu „Washington Post” i ABC News Hillary Clinton chciało poprzeć 61 proc. katolików).

Dziś jesteśmy w zupełnie innym miejscu – według różnych sondaży urzędującego prezydenta może poprzeć większość (ok. 53 proc.) amerykańskich katolików. Czy jest to poparcie bezwarunkowe, czy raczej wynika z bezradności?

Rasista pro-life?

Nie bez znaczenia z pewnością jest fakt, że Donald Trump paradoksalnie jest najbardziej „prolajferskim” prezydentem w historii USA. A to, po której stronie sporu o aborcję jest kandydat, w Stanach ma kluczowe znaczenie zarówno dla zwolenników aborcji, jak i dla ruchów pro-life. Wspieranie obrońców życia jest szczególnie ważne dla większości ewangelikalnych chrześcijan i dla konserwatywnej części wyborców katolickich. A Donald Trump wielokrotnie udowodnił, że wspiera i będzie wspierał działania mające chronić życie ludzkie od poczęcia. Trudno powiedzieć, ile w tym osobistego przekonania prezydenta, a ile taktyki obliczonej na pozyskanie głosów, ale faktem jest, że dla wyborców chrześcijańskich ma znaczenie i ograniczenie finansowania klinik aborcyjnych ze środków federalnych, i udział Trumpa w Marszu dla Życia w Waszyngtonie, i wielokrotnie wygłaszane mowy podkreślające wartość dziecka w łonie matki. Ważne było także cofnięcie tej części niesławnej Obamacare (ustawy zdrowotnej Obamy), która narzucała również katolickim organizacjom finansowanie aborcji i antykoncepcji.

Jednocześnie jego przeciwnicy, także po katolickiej stronie, mają powody, by wypominać mu niekonsekwencję – dotyczy to zarówno agresywnych nieraz w treści wypowiedzi Trumpa pod adresem imigrantów, a jeszcze bardziej likwidacji programu Deferred Action for Childhood Arrivals (DACA), chroniącego przed deportacją imigrantów, którzy przybyli do USA jako dzieci. Sąd apelacyjny nakazał wprawdzie prezydentowi wycofanie się z tej decyzji, ale zapamiętano mu to jako dowód na antyimigrancką zapiekłość. Otwarcie przeciwko tej polityce występowało wielu amerykańskich biskupów. Również katoliccy publicyści, jak George Weigel czy Robert George, pisali w 2016 r. na łamach magazynu „National Review”, że Trump „nie jest właściwym kandydatem na prezydenta”, bo odwołuje się do „rasistowskich lęków i uprzedzeń, które są sprzeczne z wrażliwością katolicką”.

Katolicy zdecydują

Dziś z sondaży wynika, że spora część katolików przekonała się do Donalda Trumpa i jest gotowa zagłosować na niego w listopadowych wyborach. Z badań RealClear Opinion Research wynika, że 53 proc. tego „nie wyklucza”, choć zdecydowanych jest tylko 34 proc. katolików. Dla Trumpa niepokojące może być to, że w zestawieniu ze swoim niemal pewnym rywalem, Joe Bidenem, przegrywa, bo demokrata może liczyć (według sondażu) na ponad 50 proc. głosów katolików. Dla Trumpa, który z pewnością może liczyć na blisko 90-procentowe poparcie wśród ewangelikalnych chrześcijan, rozkład głosów wśród katolików ma również znaczenie przede wszystkim dlatego, że katolicy są najliczniejsi w wahających się stanach, w których decyduje się wynik wyborów. Nie bez powodu więc z dużym rozmachem działa ruch Katolicy za Trumpem. Kardynał Dolan w telewizji Fox News pochwalił prezydenta za jego przywództwo podczas pandemii koronawirusa, a także za to, że okazał się „szczególnie wrażliwy na uczucia wspólnoty religijnej”. Kardynała spotkała za to krytyka ze strony części środowisk katolickich, które wypominały mu nawet modlitwę za prezydenta w katedrze św. Patryka. Coraz więcej katolików w USA czuje jednak, że – mimo wielu zastrzeżeń – nie ma dobrej alternatywy dla Donalda Trumpa. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7