Czy Bao będzie poetą?

Ma piękne, mądre oczy. Widać w nich tęsknotę za rodzicami. Ale i radość, bo w Tuli Luli kochają go wszyscy...

Bao przybył do Tuli Luli niedawno. Ma trochę ponad dwa miesiące i już zawładnął sercami opiekunek – przybranych mamuś i wszystkich w ośrodku. Drobny, delikatny, a rządzi: więc gdy „mama” opiekunka próbuje na chwilę chociaż odłożyć go do łóżeczka, Bao rozkazującym tonem ponagla: noś! Jak mały cesarz. Cesarskie maniery ma we krwi. Jego rodzice pochodzą przecież z Chin.

Zespół Collinsa

Bao urodził się w Polsce. Rodzice czekali na zdrowe dziecko. Nie wiedzieli, że Bao jest inny. Inaczej zbudowana buźka, inaczej przełyk i żuchwa. Zostawili dziecko w szpitalu, podpisali wstępną zgodę na adopcję. Dziecko trafiło do łódzkiego Ośrodka Preadopcyjnego Tuli Luli. – Niedługo po przyjęciu chłopca okazało się, że ma dodatkowe problemy – z oddychaniem, zapadaniem się języczka. Za radą pediatry przenieśliśmy więc Bao z ośrodka preadopcyjnego do naszego stacjonarnego hospicjum, czyli do Pałacu – opowiada Tisa Żawrocka-Kwiatkowska, prezes Fundacji Gajusz, która prowadzi zarówno ośrodek preadopcyjny, jak i hospicjum dla dzieci.

Mały cesarz zamieszkał więc w Pałacu, gdzie otrzymał optymalne warunki rozwoju. Opiekują się nim stale trzy „mamy”. Małe dziecko, które intelektualnie rozwija się świetnie, potrzebuje konkretnej bliskiej osoby, relacji, zaufania komuś. Wokół malucha nie może więc być nieograniczona liczba osób. Dlatego też opiekunki Bao są z nim na stałe – zajmują się nim rotacyjnie, po osiem godzin dziennie. Karmią, kąpią, spacerują, bujają. Przebierają w kolorowe ubranka. A największym ich zadaniem jest… rozpieszczanie. – Kiedy Bao do nas jechał, nie wiedziałam, że jest chory. Jedno spojrzenie na jego buźkę i od razu pomyślałam, że to z pewnością zespół Collinsa. Bao przypominał mi naszą podopieczną hospicjum domowego Małgosię, która ma tę rzadką wadę genetyczną – tłumaczy Tisa Żawrocka-Kwiatkowska. – Moje przypuszczenie potwierdziła diagnoza: Bao ma zespół Collinsa. Co to oznacza w praktyce? Dziecko rozwija się prawidłowo intelektualnie, a nawet bywa bystrzejsze, bardziej inteligentne od rówieśników, jednak ma zdeformowaną buzię. Wymaga również korekcji operacyjnych, np. przełyku.

Zespół Collinsa wywołuje zaburzenia rozwojowe w obrębie kości i tkanek twarzy. W różnym stopniu u różnych dzieci. Dziecko rodzi się np. z pomniejszoną żuchwą, skośnymi oczami. Ma też zniekształcone małżowiny uszne albo w ogóle ich nie ma. Czasem dzieci słabiej słyszą czy – tak jak Bao – mają problemy z oddychaniem i przełykaniem. Mimo takich obciążeń chłopiec doskonale radzi sobie z butelką i mlekiem, nie potrzebuje sondy. I ma doskonały apetyt! Ssie chętnie, mimo że jego zniekształcona żuchwa utrudnia jedzenie i oddychanie. W niedalekiej przyszłości, zaraz po ustaniu pandemii, planowana jest więc operacja laryngologiczna. Chłopiec najpewniej przejdzie także kilka innych zabiegów.

Bao jest bardzo sprawny fizycznie i ogromnie bystry. Jego oczka, rozumne i czarne jak smoła, tak głębokie, zdają się mówić: „Ja wam jeszcze pokażę. O ile najpierw wy mi pokażecie – swoje serce”.

Cudowny chłopiec

Któż nie oglądał wzruszającego, mądrego filmu o Auggiem – kapitalnym kilkulatku, który, obciążony chorobą Collinsa, walczy z bezdusznością, wytykaniem palcami, wyśmiewaniem. „Cudowny chłopiec” walczy z odrzuceniem i próbuje przekonać bezdusznych, że oprócz „brzydkiej” buzi ma przede wszystkim piękne serce, umysł i duszę. I udaje mu się to. Zostaje zaakceptowany.

Co 50 tys. porodów rodzi się dziecko podobne do Auggiego i Bao. Gdy dziecko z zespołem Collinsa otrzyma wsparcie, tak jak Auggie, i jest wychowywane przez kochających rodziców, dorasta, kończy szkoły, zakłada rodzinę, pracuje, rozwija się. Żyje po prostu… zwyczajnie. Co się jednak stanie, gdy dziecko nie otrzyma miłości? – Bez miłości nie rozwija się prawidłowo żadne dziecko – mówi Tisa Żawrocka-Kwiatkowska. – Ale szczególnie trudno jest dziecku choremu i po przejściach.

Bao już raz został odrzucony, zaraz po porodzie. – Nie oceniajmy decyzji rodziców, po prostu pomóżmy chłopcu. Chcę też zaznaczyć, że jako fundacja staraliśmy się pomóc rodzinie, rozmawiać z nią, by dziecko mogła przyjąć do siebie i wychować – mówi Tisa Żawrocka-Kwiatkowska. Bezskutecznie. – Nie mogę mówić o szczegółach, ale nie udało się pomóc tak, by chłopiec mógł wychowywać się z biologicznymi rodzicami. Dlatego już teraz zaczynamy naszemu cudownemu chłopcu, Bao, szukać kochającego domu.

Domu, w którym dziecko nie tylko zostanie otoczone uczuciem, ale też będzie mogło liczyć na właściwą opiekę lekarską i rehabilitację. Na razie Bao rozwija się doskonale. – Iloraz inteligencji ma wyższy od przeciętnego dziecka – uśmiecha się Tisa Żawrocka-Kwiatkowska, tuląc chłopca. – Jasne, że tego jeszcze nie badaliśmy. Ale przecież to widać: on wszystko rozumie, pochłania czarnymi oczkami świat, uśmiecha się do ludzi. Jest genialny!

Imię mleczne, imię życia…

W rzeczywistości, „w papierach”, malec ma na imię… Karol. Imię to nadali mu rodzice. Kiedy jednak przyjechał do Tuli Luli, Tisa Żawrocka-Kwiatkowska przewertowała chińskie zwyczaje dotyczące dzieci i okazało się, że gdy maluch się rodzi, nadaje mu się tzw. imię mleczne, którym zwraca się do dziecka rodzina, kochający ludzie. I to imię towarzyszy dziecku przez kilka pierwszych lat życia. – Pomyślałam, że nasz cudowny chłopiec, z pochodzenia przecież Chińczyk, też powinien mieć takie imię – nadane z miłości. Poczytałam i wybrałam: Bao oznacza „skarb”. Czyż on nie jest skarbem?

Bao-Karol nie jest śmiertelnie chorym dzieckiem. Obecnie mieszka w hospicjum, ale tylko do czasu, gdy jego stan ustabilizuje się, gdy przejdzie operację usprawniającą oddychanie. Specjaliści od chirurgii plastycznej potrafią niemalże czynić cuda, więc cudowny chłopiec będzie mógł liczyć na profesjonalną rekonstrukcję buzi i poprawę wyglądu fizycznego.

Cudowna rodzina poszukiwana

Idealnie by się stało, gdyby Bao znalazł rodzinę adopcyjną w Polsce. – Wiem jednak z doświadczenia, że idealne scenariusze zwykle się nie spełniają – mówi wprost pani Tisa. – Dlatego urealniamy nasze oczekiwania w sprawie przyszłości chłopca i szukamy dla niego specjalistycznej rodziny zastępczej.

Dlaczego akurat takiej? Po pierwsze, chodzi o to, żeby dziecko jak najszybciej znalazło dom. Statystyki są brutalne: w Polsce chore dzieci nie znajdują rodzin adopcyjnych. Po drugie, specjalistyczna rodzina zawodowa może przyjąć tylko jedno dziecko pod opiekę, co pozwala na optymalne zajęcie się podopiecznym i skierowanie całej potrzebnej uwagi na jego rehabilitację i wsparcie. Po trzecie w końcu – finanse. Przy takiej formie rodzina nie będzie obciążona kosztami, a przecież Bao wymaga rehabilitacji, dobrych warunków życia etc. Brutalna prawda jest taka, że adopcja pełna dziecka chorego oznacza niemal całkowity brak wsparcia finansowego. Dziecko otrzymuje wówczas tylko zwykłe świadczenia ustawowe przeznaczone dla niepełnosprawnych. – Bardzo byśmy się cieszyli, gdyby Bao pokochali mama i tata, gdyby trafił do rodziny pełnej. Jednak rodzinę specjalistyczną zawodową może dla niego stworzyć również samotna kobieta. W dodatku nie ma tu obostrzeń co do wieku, więc i sprawna osoba w średnim wieku mogłaby zostać cudowną mamą dla Bao – tłumaczy Tisa Żawrocka-Kwiatkowska.

Fundacja Gajusz od lat opiekuje się chorymi dziećmi. Około 20 z nich znalazło dom. Dom pełen miłości, dobrej atmosfery, w której dzieci rozwijają się i dorastają. – Takich rodzin nie pozostawiamy później bez opieki. Wspieramy wszechstronnie, zabieramy na turnusy wypoczynkowe i rehabilitacyjne, by odpoczęły. Są z nami w kontakcie, a nasi psycholodzy otaczają opieką nie tylko mamę i tatę, ale i – jeśli rodzina ma biologiczne dzieci – adopcyjnych siostrę czy brata – opowiada pani prezes.

Poszukiwania rodziny zastępczej specjalistycznej to w Fundacji Gajusz cały proces, w którym najważniejsze jest dobro dziecka, ale i potencjalni rodzice czują się pewnie, otrzymują potrzebną opiekę. – Przyjeżdżają do nas, poznają dziecko. Poznajemy się nawzajem. Jeśli okazuje się, że faktycznie będą najlepszymi rodzicami dla konkretnego dziecka, wtedy poznaje ono mamę i tatę. Potem rozpoczynają się spotkania z psychologiem. W końcu też uczestniczą w szkoleniach i przygotowaniach, wymaganych przepisami do przysposobienia dziecka – tłumaczy Tisa Żawrocka-Kwiatkowska. – Nigdy nie spudłowaliśmy, wszystkie dzieci trafiły idealnie, do idealnych właśnie dla nich rodziców.

Kluczem do znalezienia rodziny jest wyłącznie miłość. Jeśli za potencjalną chęcią pomocy czai się tylko poczucie misji – nic z tego nie wyjdzie. Jeśli jednak do dobrych intencji dojdą uczucia i wielkie serce, rodzina staje na wysokości zadania, a dziecko otrzymuje cudowne dzieciństwo i przyszłość. Nawet jeśli jest bardzo chore i nawet gdy w początkach swojego życia doświadczyło dramatycznego odrzucenia… Mały Bao patrzy uważnie na opiekunkę. Czarne oczka obserwują pilnie. I główka pracuje: mały cesarzyk za chwilę wyda kolejne polecenie. Nieznoszącym sprzeciwu tonem: nosić i bujać! I śpiewać! I wierszyki recytować!

– Czyż on nie będzie poetą? – zachwyca się Tisa Żawrocka-Kwiatkowska. – Patrzy tak głęboko i mądrze, jakby pisał wiersze.

Z pewnością przecież pisze. Na razie poezje głęboko ukryte w myślącej główce. Gdy kiedyś Bao-Karol przeleje je na papier, przeczytamy o miłości, która najlepiej leczy. Ale najpierw znajdźmy mu dom.

Więcej o Bao i możliwości zostania rodziną zastępczą na: ww.rodzinajestdladzieci.pl.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7