Recydywa

Jeśli chcemy naprawdę chronić dzieci, sama nieuchronność i surowość wyroku nie wystarczy.

Na marginesie opisywanej w ubiegłym tygodniu w mediach sprawy księdza z diecezji płockiej oskarżonego (ponownie, po kilku latach) o wykorzystanie seksualne małoletniego, trzeba powrócić do sprawy prewencji wtórnej. Wydaje się, że diecezja postępowała zgodnie z wszelkimi zasadami (tu komunikat prasowy kurii), mimo to doszło do wykorzystania małoletniego. Powstaje pytanie, jak sprawić, by ktoś, kto raz popełnił taki czyn więcej go nie powtarzał (a przynajmniej: jak zmniejszyć takie ryzyko)? To z punktu widzenia ochrony dzieci bardzo ważne zagadnienie. Niestety, bardzo rzadko podejmowane.

Zacznę od tego, czym ten tekst nie jest. Otóż:

  • Nie jest obroną pedofila.
  • Nie jest sprzeciwem wobec przenoszenia duchownych, którzy wykorzystali seksualnie dziecko do stanu świeckiego. Choćby dlatego, że potencjał zgorszenia w tym przypadku jest bardzo wielki.
  • Nie jest sprzeciwem wobec postępowania prokuratorskiego i kar bezwzględnego więzienia.

Przeniesienie duchownego do stanu świeckiego jest dla instytucji najprostsze. Winny przestaje być (mocno upraszczając) naszym pracownikiem. Co zrobi dalej, to nie nasz problem. Niestety, może to być problem dzieci. Samo więzienie niczego nie załatwi - po iluś latach człowiek z niego wyjdzie. Jeśli nie podejmie się działań profilaktycznych, może dalej krzywdzić. Tak samo duchowny jak i świecki.

Jak często? Amerykańska meta-analiza badań 61 badań, obejmująca 9603 osoby wykorzystujące dzieci (niebędące księżmi) wykazała 12,7 proc. recydywy w ciągu 4-5 lat obserwacji. Zatem: nie wszyscy. Ale z punktu widzenia ofiar straszliwie dużo. Za dużo o jakieś 1220 przypadków.

Co w tej sytuacji – zgodnie z dzisiejszą wiedzą – można zrobić? W jaki sposób ochronić dzieci?

Kluczowa jest terapia, ale ważne są jej cele. Pierwszym musi być przyjęcie na siebie przez sprawcę pełnej odpowiedzialności za swoje czyny i rozwój empatii w stosunku do ofiar. Żadnych tłumaczeń, żadnych usprawiedliwień, żadnych “ale”. Bez tego etapu nie uda się pójść dalej. Człowiek musi widzieć zło, by chcieć podjąć wysiłek zmiany swojego sposobu życia.

Kolejnym krokiem jest ustalenie sposobu działania sprawcy. Jego osobistego wzorca nawiązywania kontaktu z dziećmi. Jak on to robi? To ważne: trzeba znać schemat, by móc w niego zaingerować. Jeśli wynajduje ofiary na placach zabaw, powinien je omijać. Jeśli wchodzi w przyjacielskie pogaduszki z młodymi, powinien świadomie takich kontaktów unikać. Schemat trzeba przerwać na poziomie jeszcze całkowicie “niewinnym”.

[Pomijam w tym momencie samą terapię, prowadzącą do dojrzewania osobowego i psychoseksualnego. Większość sprawców to nie osoby ze skłonnościami pedofilnymi, ale w jakiś sposób niedojrzałe. Człowiek dojrzały szuka sobie partnerów dorosłych.]

Jeśli chodzi o sprawców świeckich (w tym przeniesionych do stanu świeckiego) to właściwie wszystko, co można zrobić. Nie ma możliwości regularnego nadzoru nad człowiekiem, który opuszcza więzienie po zakończeniu kary. Uczciwie mówiąc, nie ma nawet ośrodków, do których mógłby się zwrócić o wsparcie. Jeśli decyzją Watykanu sprawca pozostaje nadal w stanie duchownym, możliwe (i konieczne) jest ustalenie kontraktu, opartego na wspomnianym wyżej osobistym schemacie działania, precyzyjnie określającego, co mu wolno, a jakich działań powinien unikać, i regularny nadzór.

Według takiego schematu (przedstawionego tu w dużym uproszczeniu) działa w Kościele amerykańskim Saint Luke Institute. W latach 1985-2011 leczono w nim 339 osób. Okres obserwacji wynosił od roku do 26 lat. Przypadków recydywy było 21. To 6,2 proc. Dla sprawców niskiego ryzyka odsetek ten był jeszcze niższy – 2 proc. (dla sprawców wysokiego ryzyka wynosił 19 proc.). Oczywiście, każdy pojedynczy przypadek skrzywdzenia dziecka to o jeden za dużo. Niemniej wygląda na to, że metoda działa. A skoro tak, warto ją stosować.

Powtórzę: to nie jest próba przekonywania do pozostawiania sprawców w stanie duchownym “dla nadzoru”. Tak naprawdę przecież każdy nadzór można złamać. Kościół nie ma strażników i więzień.

Ale jeśli chcemy naprawdę chronić dzieci, sama nieuchronność i surowość wyroku nie wystarczy.

Opisana metoda i wyniki badań pochodzą z wykładu ks. dr. Stephena J. Rossettiego wygłoszonego w trakcie sesji ”Uczyć się na błędach przeszłości” [Warszawa, 19-20.03.2018 r. ] Ks. dr. Stephen J. Rossetti, wieloletni dyrektor katolickiego ośrodka doradczego i terapeutycznego St. Luke Institute jest psychologiem i pastoralistą, ekspertem Konferencji Episkopatu USA i konsultorem Papieskiej Komisji ds. Ochrony Małoletnich.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7