O co chodzi z Pachamamą?

Bóstwo to czy nie bóstwo? O zamieszaniu wokół przywiezionych zza oceanu figurek mówi specjalista misjolog. Ojciec dr hab. Tomasz Szyszka, prof. UKSW, należy do Zgromadzenia Słowa Bożego (Księża Werbiści). Przez sześć lat pracował na Altiplano w Boliwii. Jest też prezesem Stowarzyszenia Misjologów Polskich.

Franciszek Kucharczak: Synod amazoński już za nami, a awantura wokół figurek z Amazonii jeszcze nie ucichła.

O. Tomasz Szyszka SVD: Osobiście całego tego zamieszania z Pachamamą na synodzie poświęconym Amazonii nie rozumiem. Pachamama jest fenomenem z zakresu religijności andyjskiej – i tylko andyjskiej. To właśnie tam, wysoko w górach, w dawnych czasach, gdzie Indianie andyjscy byli całkowicie uzależnieni od ziemi, zrodziła się koncepcja Pachamamy.

Co to takiego?

Przetłumaczenie tej nazwy np. na język polski jest trudne, a nawet dosyć karkołomne. Wyraz składa się z dwóch członów: pacha i mama. Wielką trudność przysparza wytłumaczenie terminu pacha. W tradycji andyjskiej pacha odnosi się do czasu (rozumianego wg tradycji andyjskiej) oraz do przestrzeni (również pojmowanej wg logiki andyjskiej). Jest to więc andyjska koncepcja czasoprzestrzeni, którą fachowo określa się jako „obfitość archetypów wywodzących się z kultu ziemi”. Mówiąc jednak językiem bardziej przystępnym, dla Indian andyjskich ziemia nie jest jedynie materią – rzeczywistością pozbawioną życia. Jest ona raczej interpretowana przez nich jako osobowy symbol obiegu życiowych sił, najpełniej wyrażających się w aspekcie płodności.

Czy to znaczy, że Pachamama ma coś wspólnego z boginią dającą życie?

Pachamama jest bezpośrednio związana z tradycją uprawy roli oraz kultem płodności ziemi, w kontekście świata andyjskiego. Tamtejsze społeczności w obliczu licznych zagrożeń dla swojej egzystencji dążyły do wielowątkowego zabezpieczenia swojego życia w tych bardzo trudnych okolicznościach, wysoko w Andach. Tamtejsi Indianie nie tworzyli jednak wizerunków Pachamamy. Jest ona traktowana jako źródło życia (umożliwiająca życie), ale przypisywanie Pachamamie rangi bogini wydaje się wielkim nieporozumieniem albo nadinterpretacją. To prawda, że Indianie andyjscy dostrzegają konieczność „opiekowania się” Pachamamą i składają stosowne dary, ale wynika to z ich dogłębnego przekonania, że czują się od ziemi-Pachamamy mocno uzależnieni. W Pachamamę nie tyle się wierzy, co okazuje się szacunek, czując się od niej uzależnionym. Pięknie oddaje to stwierdzenie, że rolnik andyjski nie tyle produkuje, ile zajmuje się kultywacją ziemi, która daje pożywienie potrzebne mu do życia. Dzięki składanym ofiarom człowiek andyjski ma poczucie zabezpieczenia swojej egzystencji i staje się niejako partnerem Pachamamy. Kończąc ten wątek, chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że Pachamama jest fenomenem andyjskim, który można zrozumieć pod warunkiem uwzględnienia wielu istotnych zrębów kultury andyjskiej.

Rozumiem, że Pachamama to spore wyzwanie dla misjonarzy?

Była i pozostaje wielkim wyzwaniem. Ewangelizatorzy świata andyjskiego zmagają się z tym fenomenem od niemal pięciu wieków. Nie chodzi w tym wypadku o przypisywanie Pachamamie roli bóstwa albo bogini, ale faktem jest, że wiele społeczeństw andyjskich jest od fenomenu Pachamamy bardzo mocno uzależnionych. To utrudnia i osłabia w pełni dojrzałe przeżywanie chrześcijańskiej tożsamości. W tym kontekście bardzo pomocna może się okazać wskazówka Jana Pawła II, zawarta w kazaniu wygłoszonym w boliwijskiej Cochabamba. Przemawiając do tamtejszej ludności, papież przypomniał, że całe stworzenie jest dziełem Boga, który wie, czego potrzebują ludzie do życia - również tego, co rodzi ziemia.  W tym kontekście papież wskazał, że ziemia jest pełną wymowy rzeczywistością, którą Indianie określają właśnie jako Pachamama. Została ona też określona jako rzeczywistość, która oferując człowiekowi swoje dary, jest „odbiciem Bożej Opatrzności”. Zatem fenomen Pachamamy w świece andyjskim należałoby traktować bardziej jako ewangelizacyjne wyzwanie niż jako zagrożenie. 

Ale teraz słyszymy o Pachamamie w kontekście Amazonii. A to czemu?

To jest bardzo frapujące zagadnienie. Nie ulega wątpliwości, że tradycje o charakterze religijnym związane z Pachamamą znają niektóre społeczności indiańskie z Amazonii, zwłaszcza te zamieszkujące obszary graniczące z Andami, czyli na zachodnich obrzeżach Amazonii. Trudno jednak dopatrywać się elementów kultu Pachamamy na całym obszarze Amazonii. Wynika to z prostego faktu, że tamtejsze społeczności mają zupełnie inne tradycje i koncepcje swojej kultury i religijności. Ich świat duchów jest związany z tamtejszym ekosystemem (lasy, woda), gdzie ziemia odgrywa zupełnie inną, bardziej poślednią rolę niż w świecie andyjskim.   

Skąd się ta „Pachamama” wzięła w Rzymie?

Dobre pytanie. Na synodzie w Rzymie pojawiły się figurki, które w pewnym momencie, tj. po kilku dniach, zostały określone jako wizerunki Pachamamy i zinterpretowane jako pogańskie boginie. Nie ulega wątpliwości, że ktoś te figurki do Rzymu przywiózł. Pytanie dotyczy jednak tego, skąd one pochodzą, co wyrażają w zamyśle twórców i jakie towarzyszyły temu intencje. W moim prywatnym odczuciu doszło do nadinterpretacji tego, czym są i co de facto przedstawiają owe figury. Są one raczej artystycznym wyrazem tego, co należałoby określić jako macierzyństwo albo rodzicielstwo, wyrażone w kategoriach kultury Amazonii. Zgorszeniem okazały się bowiem obnażone piersi, co akurat w Amazonii nie budzi niczyjego zdziwienia, ale jest zgorszeniem w Europie. Wystąpił zatem zgrzyt na płaszczyźnie niezrozumienia odmienności kulturowej. Otwartym pytaniem pozostaje, czy umieszczenie tychże figur w kościele i nadanie im aż tak wielkiego znaczenia (obnoszenie, eksponowanie) nie było zbytecznym albo niefortunnym wysiłkiem mającym na celu „ubogacenie” przebiegu synodu, czy też nieszczęśliwym pomysłem na promocję amazońskiej sztuki sakralnej. Doszukiwanie się w owych figurach pogańskich bóstw, którym oddano cześć, wydaje się zbyt wielkim uproszczeniem albo nadmierną nadinterpretacją.

Ale wcześniej, zanim wybuchła wielka afera, papież obserwował w Ogrodach Watykańskich ceremonię z udziałem tych figurek. Ludzie klęczeli wokół nich, kłaniali się im. O co w tym wszystkim chodziło?

Odnoszę wrażenie, że miała tym wypadku miejsce seria niefortunnych zdarzeń. W Amazonii i w Andach wiele ceremonii o charakterze religijnym dokonuje się na poziomie ziemi. Stąd też klęczące albo siedzące na ziemi osoby. Indianie obecni na synodzie zostali zapewne poproszeni, aby zaprezentować swoje własne formy modlitwy (w ramach folklorystycznego uświetnienia), co u jednych uczestników zyskało pełne poparcie, u innych wywołało mieszane uczucia (zaskoczenie, konsternację), a jeszcze u innych falę oburzenia i potępienia. Takie, a nie inne zachowanie papieża Franciszka (pióropusz na głowie, spotkania z Indianami, zdjęcia, posiłki itd.) odczytuję jako wyraz okazywania szacunku dla odmienności kulturowej, w tym wypadku dla kultur z Amazonii, które przez tak długi czas były marginalizowane i niedoceniane, w tym przez ludzi Kościoła.

Jan Paweł II był krytykowany z powodu pióropusza…

Warto sobie przypomnieć właśnie bardzo niestandardowe zachowania Jana Pawła II, chociażby podczas pierwszej podroży apostolskiej do Meksyku w roku 1979. Pozwolił sobie wówczas założyć meksykańskie nakrycie, co spotkało się ze strony Indian z entuzjastycznym przyjęciem, a zarazem z mocną krytyką ze strony kurialistów, uważających, że takie zachowanie godzi w autorytet papieża i papiestwa, a nawet go rujnuje. Mam wrażenie, że obecnie oceniamy ówczesne zachowania Jana Pawła II jako przejaw otwartości, bliskości i szacunku względem społeczeństw indiańskich.

Wracając jeszcze na moment do owych „pogańskich figur” na synodzie, podejrzewam, że zaproszeni na synod Indianie nie bardzo wiedzieli, jakie artefakty artystyczne powinni ze sobą zabrać, aby móc w Rzymie podkreślić swoją obecność i swoją kulturową odrębność. Stąd też pióropusze, stroje i wiele innych artystycznych elementów. Dobrze się też stało, że papież Franciszek docenił i tak wyraźnie podkreślił obecność rdzennych mieszkańców Amazonii na synodzie.

Coś jednak poszło nie tak, skoro wybuchła taka awantura. I trudno za to winić wiernych, którzy mają prawo nie rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi.

Szkoda, że z powodu wielorakiej niefrasobliwości i beztroski organizatorów, jak również braków w przepływie wiarygodnych informacji doszło do tak wielu niepotrzebnych zgrzytów i sytuacji, gdzie padały oskarżenia o herezję i apostazję. Uważam, że wiele krzywdzących i niepotrzebnych oskarżeń można by uniknąć, bazując na solidnej wiedzy z zakresu historii ewangelizacji Amazonii, nauczania Kościoła odnośnie do imperatywu inkulturacji, z zakresu misjologii i antropologii kulturowej oraz wiarygodnych informacji prasowych. Na solidne – nie emocjonalne – opracowanie czeka również dokument końcowy synodu.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Otóż od pewnego czasu, w imię nieodpowiedzialnie rozumianego dialogu międzyreligijnego, pojawiają się próby przenoszenia pewnych form religijności autochtonicznych na inne obszary albo do innych środowisk społecznych. W tym duchu osoby zafascynowane np.  autochtoniczną religijnością andyjską (bez głębszej jej znajomości) czują się zobowiązane do wprowadzenia i wypromowania tych treści. Jaki sens miałoby lansowanie modlitwy do Pachamamy i to w dodatku na obszarach pozaandyjskich? Takie i podobne, nieco neurotyczne, zamierzenia są przyczyną wielu nieporozumień i zgorszenia.     

Catholic News Service Pope dedicates Amazon synod to St. Francis
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
  • Gość
    15.11.2019 21:23
    Jak oznajmia Pismo „Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła” (1 Tes 5, 22)
    Eleazar zmuszony do spożycia mięsa z pogańskich ofiar, był potajemnie proszony przez znajomych aby jadł mięso, które wolno mu jeść, udając że to mięso z ofiar. Odmówił, gdyż niewtajemniczeni mogli by pomyśleć, ze „przyjął pogańskie obyczaje” (2 Mach 6, 24).
    „jeśli chodzi o spożywanie pokarmów, które już były złożone bożkom na ofiarę, wiemy dobrze, że nie ma na świecie ani żadnych bożków, ani żadnego boga, prócz Boga jedynego. (...) Baczcie jednak, aby to, iż wiecie, [jak należy postępować], nie stało się dla słabych powodem do zgorszenia. Gdyby bowiem ujrzał ktoś ciebie, oświeconego „wiedzą”, jak zasiadasz do uczty bałwochwalczej... ” (1 Kor 8, 4. 9n)
    Per analogiam chrześcijanie nie czczą „Pachy Mamy” (cokolwiek miało by to być), jednak ktoś z nich może doznać zgorszenia obecnością jej posągów w chrześcijańskim przybytku.
  • Dariusz Pawluk
    16.11.2019 18:14
    Ksiądz przegapił chyba trochę mitologi bogini Ziemi to coś wyjątkowego? A Grecka Gaja, Słowiańska Mokosz, Egipski Geb. To co to było? Cóż czymś innym jest branie elementów kultury i chrystianizacja Ich, jak z pisankami, a czym innym bóstwa, mamy przecież wspomniane malowanie jajek, ale nie kult Świętowida czy Peruna. Złoty Cielec, też przedstawiał nie tyle pogańskie bóstwo, co wyobrażenie o Bogu izraelitów, był symbolem siły, a jednak wiemy jak zaeragował Mojżesz. Po wtóre widzę tu mit "Szlachetnego dzikusa" każda kultura ma coś szlachetnego i cel dany od Boga, jedna więcej "talentów" inna mniej, ale cóż nawet antyczni Grecy czy Rzymianie, mimo dobrego prawa oraz wielkiej filozofi miała wadę, jak zabijanie niepełnosprawnych z gór itp. Słowianie mieli ładne pisanki itp. ale wypadają blado, nie mieli pisma, nie mieli rozwiniętej sztuki. Dzięki Bogu że za mieszka nie chciano Kościoła ubogacać bałwanami polan lecz dali Nam oprócz wiary, też państwowość, alfabet, sztukę, budownictwo. Inaczej żyli byśmy po dziś dzień w chatkach z błota. A co do Indian, cóż wojny Ich między nimi samymi o ofiarach z ludzi nie wspominając nie były mniej a nawet bardziej krwawe niż w Europie. Najwięcej tubylców wybiły nieświadomie przyniesione z Europy choroby, a wielu Indian zniewolonych przez Inków traktowało traktowało Europejczyków jak wyzwolicieli. Co więcej jest pewne że Indianie nie byli by lepsi dla Nas gdyby to Oni pierwsi zdobyli technikę umożliwiającą dotarcie do Europy.
  • Ja
    16.11.2019 19:14
    Ojciec Misjonarz przez cały wywiad uzasadnia, że Pachamama to nie bóstwo i przez cały wywiad sobie zaprzecza: 1) "Pachamama jest fenomenem z zakresu religijności andyjskiej"; 2) "przypisywanie Pachamamie rangi bogini wydaje się być wielkim nieporozumieniem albo nadinterpretacją. To prawda, że Indianie andyjscy dostrzegają konieczność „opiekowania się” Pachamamą i składają stosowne dary, ale wynika to z ich dogłębnego przekonania, że czują się od ziemi-Pachamamy mocno uzależnieni" - składają dary, czyli sprawują kult, a ten dotyczy bóstw; 3) "Nie ulega wątpliwości, że tradycje o charakterze religijnym związane z Pachamamą znają niektóre społeczności indiańskie z Amazonii" - niby symbol życia, Ziemi, a jest wokół niego tradycja religijna; 4) "W Amazonii i w Andach wiele ceremonii o charakterze religijnym dokonuje się na poziomie ziemi. Stąd też klęczące albo siedzące na ziemi osoby - czyli przy figurkach odbywała się ceremonia religijna, mało ważne, że "w ramach folklorystycznego uświetnienia", ci ludzie się w sobie właściwy sposób modlili; 5) na koniec autor sam siebie i to wszystko, co chciał obronić po prostu skasował, ale chyba tego nie zauważył: "Otóż od pewnego czasu, w imię nieodpowiedzialnie rozumianego dialogu międzyreligijnego, pojawiają się próby przenoszenia pewnych form religijności autochtonicznych na inne obszary albo do innych środowisk społecznych. W tym duchu osoby zafascynowane np. autochtoniczną religijnością andyjską (bez głębszej jej znajomości), czują się zobowiązane do wprowadzenia i wypromowania tych treści. Jaki sens miałoby lansowanie modlitwy do Pachamamy i to w dodatku na obszarach pozaandyjskich? Takie i podobne, nieco neurotyczne, zamierzenia są przyczyną wielu nieporozumień i zgorszenia" - ktoś to wprowadził i promował, pytanie tylko po co?
  • Wojciechu
    17.11.2019 09:47
    Trudne to bo uważam papieża za proroka naszych czasów. Bardzo się cieszę, że kieruje kościołem. Nie zawsze rozumiem zamysły Ducha Świętego ale zawsze zanim skrytykuję powstrzymuje mnie przypomnienie, że Jezus jadał i przebywał z grzesznikami. To też gorszyło pobożnych Żydów. Myśli Pana nie są naszymi myślami. Jeśli papież zbłądzi Jezus nie zostawi swojego kościoła bo obiecał, że bramy piekielne go nie przemogą. Bardziej więc jestem przekonany, że to po prostu plan Boży którego jeszcze nie rozumiem. Wielu się gorszyło gdy papież całował buty przywódców Sudanu-mowili, że to nie przystoi, że to kajanie się, że oddawanie czci innowiercom. A to naśladowanie Jezusa który uniżył się myjąc uczniom stopy i który stał się grzechem aby nas od grzechu uwolnić. Wzrusza mnie miłość, pokora i próba wprowadzania pokoju (nawet kosztem swojego autorytetu czy dumy). To Święty człowiek. Módlmy się za niego by prowadził go Duch Święty. nie pamiętam by któryś papież był tak atakowany i znienawidzony przez niektórych-co są zdolni nawet kłamać bo i takich relacji nie brakuje w internecie. Ale takie prześladowania to chyba potwierdzenie prorockiej misji którą pełni. Łk 23:31: "Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?"
Dyskusja zakończona.

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11