Gostynin, 06.08.2019. Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę - obiad przy parafii św. Marcina. zobacz galerię
Ponad tysiąc pątników wyruszyło z Płocka na szlak ku Jasnej Górze. Trwają ich duchowe dojrzewanie, walka i rekolekcje w drodze.
Naprawdę, pielgrzymka wyciska duchowy stygmat na tych, którzy w nią wchodzą fizycznie i duchowo. Pewna starsza kobieta po wyjściu pielgrzymki z płockiego Radziwia zatrzymała się przy figurze na rozstaju dróg, i z modlitewnika duchowego pielgrzyma, głośno zaczęła śpiewać Godzinki. W tym samym czasie ci, którzy szli pieszo, czynili to samo. W Gostyninie ktoś inny, w czasie postoju odprawiał w kościele Drogę Krzyżową, inni wreszcie odmawiali dodatkowy Różaniec. Młodzież zaś, mimo zmęczenia, tańczyła przed kościołem. Bo pielgrzymka to przekraczanie miary, to sięganie w życiu duchowym po coś więcej...
- Wierzyłam, jak wszyscy, i modliłam się podobnie do innych, ale czasami też nie dowierzałam Bogu. Teraz sięgam po więcej: po częstszą spowiedź i Mszę św., po Dzienniczek św. siostry Faustyny i modlitwę do świętych. Wraz z emeryturą przyszły na mnie choroby i problemy w rodzinie. Idę po raz drugi do Matki Bożej ze szczególną prośbą za moje dzieci, aby zawarły sakramentalny związek małżeński w kościele - mówi pani Irena, która pielgrzymuje w grupie srebrnej. - Idę, bo wierzę, że jest dla mnie pomoc, że jest światło i łaska, że jest Jezus i Maryja blisko mnie, że przez pielgrzymkę w jakimś sensie dotykam nieba. Proszę, aby moje dzieci oparły swe życie na Bogu - dodaje.
- Na pielgrzymce trzyma mnie łaska Boża, której tyle otrzymałam na tym szlaku oraz serdeczność ludzi. Teraz więcej dziękuję, niż proszę - mówi pani Bożena, która wędruje w grupie brązowej. To jej 22. pielgrzymka. - Moim nałogiem było palenie papierosów, ale gdy za pierwszym razem doszłam na Jasną Górę, oddałam ten nałóg Maryi, i postanowiłam przez rok nie palić. Dziękuję Bogu, że tyle już lat minęło, a ja trwam w postanowieniu, i nikt z mojej rodziny nie pali papierosów. Dzięki pielgrzymce wchodzę coraz bardziej w wiarę - wyznaje pani Bożena. Po raz 29. idzie do Częstochowy pani Barbara ze Skrwilna, również w grupie brązowej. - Gdy miałam 12 lat, na pielgrzymkę zabrała mnie ciocia, i tak to się zaczęło. Później to ja zabierałam moje dzieci w drogę: córkę, gdy miała 12 lat, i syna, gdy miał 10 - opowiada pani Barbara.
Niektórzy idą na pielgrzymkę na tyle, na ile mogą, choćby na dzień, ale zawsze z nadzieją, że kiedyś dojdą pieszo z Płocka do Częstochowy. Anna, Justyna i Iza z Bodzanowa k. Płocka mogą wziąć udział tylko w pierwszym i ostatnim dniu pielgrzymki, a Agnieszka i Ewa z Sokołowa k. Gostynina idą tylko dzień, bo jak same mówią, "każdy z nas idzie tyle, ile może". - Gdy jest mi trudno na szlaku, to patrzę na osoby starsze albo młodsze, na słabszych ode mnie. Skoro oni idą, to i ja mogę. W ten sposób jeden ciągnie drugiego - mówi Anna z Bodzanowa. - Tu znajduję ciszę, której mi brakuje w życiu codziennym - dodaje Justyna.
Według danych pielgrzymkowej informacji, w połowie pierwszego dnia pielgrzymki było zapisanych 1065 osób, najwięcej w grupie biało-czerwonej z Płocka i okolic (165 osób), srebrnej z Pułtuska i okolic (138 osób), błękitnej z Nasielska i Zakroczymia oraz okolic (129 osób) i białej z Ciechanowa i okolic (126 osób).
- Coraz częściej idą z naszą pielgrzymką osoby spoza diecezji płockiej, notujemy także pielgrzymów spoza Polski. Cieszę się, że na pielgrzymce rośnie liczba księży i sióstr zakonnych - mówi ks. Jacek Prusiński, główny przewodnik pielgrzymki. Wśród jej uczestników można było dostrzec m.in. księży pochodzących z naszej diecezji: Andrzeja Wychuckiego z Kanady i Janusza Ługowskiego z Irlandii.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
W Australii dzieci przystępują do bierzmowania przed pierwszą komunią.
Dla lokalnych chrześcijan kluczowym problemem jest dziś przetrwanie pod względem finansowym.
Przed egzaminem dojrzałość co czwarty maturzysta pielgrzymował na Jasną Górę.
Jedynym rozsądnym wyjściem w sytuacji zagrożenia kraju jest przebaczenie i pojednanie.