Bardzo smaczne Słowo

Jezus nauczał dorosłych, a błogosławił dzieci. My… robimy dokładnie na odwrót ‒ słyszałem wielokrotnie. Jak skutecznie, ciekawie i smacznie opowiedzieć dorosłym o wierze? Zapraszam na salę sądową do Zamościa i tilapię pieczoną w liściach winogron do Orzegowa.

Za dziesięć minut rozpocznie się pierwsza Msza. Wszystkie ławki zapełnione. Zerkam z zachwytem na lubelski gotyk katedry ufundowanej przez założyciela miasta Jana Zamoyskiego. Tańczące w witrażach promienie wiosennego słońca budzą rozespanych wiernych, którzy modlą się przed jedną z kopii obrazu Jezusa Miłosiernego pędzla Adolfa Chyły. Dziś niedziela Bożego Miłosierdzia.

Proszę wstać, sąd idzie!

Do ambony podchodzi kobieta i zaczyna czytać jakiś tekst. Katecheza przed Mszą? Początkowo reaguję na to słowo podobnie jak większość młodzieży nad Wisłą, ale im dłużej słucham, tym bardziej jestem poruszony. Patrzę na twarze ludzi w ławce: słuchają w skupieniu. Zachwyca mnie konkretny, prosty, a jednocześnie porywający język tego nauczania. Wierni w Zamościu przenoszą się na salę sądową… Zresztą posłuchajcie sami: „Duch Święty nazywany Parakletem jest i naszym pocieszycielem, i obrońcą, i staje po naszej stronie w sądzie. Aby lepiej zrozumieć, o jaki sąd chodzi, popatrzmy najpierw na pierwotne znaczenie tego greckiego słowa. Wyobraźmy sobie rozprawę sądową. Jest sędzia, jest oskarżony i jest oskarżyciel. Za chwilę zostanie ogłoszony wyrok skazujący. Oskarżony próbował się bronić sam, lecz to nie pomogło. Nagle na salę wchodzi starszy mężczyzna, znany lokalnej społeczności i uznany przez wszystkich za prawego i szlachetnego. Staje obok naszego oskarżonego i wstawia się za nim. Nie musi nic mówić, sama jego obecność zamyka usta oskarżycielowi. Sąd nie może skazać tego, za którym wstawiał się ten mężczyzna, ponieważ jest parakletem, co dosłownie tłumaczy się jako: powołany do czyjegoś boku. To właśnie kogoś takiego obiecuje nam Jezus. Sprawiedliwego, który swoją sprawiedliwością zakryje nasze grzechy i przewinienia. Choćbyśmy się nie wiadomo jak starali, nasze życie nie będzie bezgrzeszne, nie będzie doskonałe, ale Bóg znalazł na to sposób. Zesłał Parakleta – Ducha Świętego, by sąd nad nami mógł się zakończyć szczęśliwie”.

Bałem się suchego, hermetycznego wywodu, katowania ludzi, którym nie wypada wyjść z ławek, moralizatorskim wykładem. Nic z tego! Z głośników płynęło żywe słowo.

– Jestem pod wrażeniem tych katechez – opowiada proboszcz parafii ks. Robert Strus. – Zresztą nie tylko ja, bo co chwilę słyszę podobne głosy wiernych. To już druga edycja. Wedle dekretu biskupa mają być czytane w całej diecezji zamojsko-lubaczowskiej. I dzięki Bogu, bo są świetne! Najczęściej czytają je osoby świeckie, członkowie grup parafialnych czy wspólnot.

Katechezy przygotował Wydział Duszpasterstwa Ogólnego kurii, a konkretnie ks. Piotr Spyra, młody kapłan, który skończył nie tylko studia doktoranckie z katechetyki, ale i wydział jazzu. Od lat jest aktywnie zaangażowany w ewangelizację, między innymi w dynamicznych wspólnotach Przyjaciele Oblubieńca. Może dlatego treść napisanych przez niego konferencji tak porusza i łączy elementy formacji i ewangelizacji?

Liczy się konkret!

– Często napotykamy religijny analfabetyzm, bo ludzie zatrzymali się na etapie szkolnej katechezy. Dlatego w diecezji wyszliśmy z założenia, że trzeba w prosty sposób opowiedzieć im o prawdach wiary – opowiada ks. Piotr Spyra. – Zaczęliśmy od sakramentu chrztu. Ale wiedząc, że liczy się konkret, obok teologicznych tekstów wyjaśnialiśmy: co oznacza biała szatka, paschał, woda święcona, jak się przygotować do chrztu, kto może zostać chrzestnym. Każda katecheza trwa koło siedmiu minut. W tym roku wierni słuchają o Duchu Świętym i rozeznawaniu duchowym. W katechezie o Paraklecie oparłem się na tekście o procesie sądowym, który opracowała Maja Miduch. Moje założenie? Napisać tekst prostym, zrozumiałym dla Jana Kowalskiego językiem. I wpleść w niego jak najwięcej praktycznych wskazówek. Chciałem łączyć formację z ewangelizacją. Zanim siadłem do pisania, za każdym razem modliłem się i prosiłem Ducha Świętego o światło. To była benedyktyńska praca, ale jak pokazuje czas, było warto – śmieje się ks. Piotr. – Niedawno słyszałem takie świadectwo. Opowiadała je kobieta, która miała problem z wnuczką. „Trudno było mi się nią opiekować, ponieważ dziecko było strasznie roztrzęsione, miało w nocy koszmary i generalnie było nie do opanowania. Rodzice tej dziewczynki już sobie z nią nie dawali rady. I wtedy sobie przypomniałam słowa z niedzielnej katechezy, by od rana przyzywać Ducha Świętego do każdej sytuacji. Wzięłam to ryczące, marudzące dziecko i zrobiłam mu krzyżyk na głowie, modląc się: »Przyjdź, Duchu Święty«. Kilka razy powtórzyłam to i nagle dziewczynka się uspokoiła, poszła do łazienki, ubrała się i powiedziała: »Chcę iść do przedszkola«. Od tamtej pory problemu nie ma”. Bardzo cieszą mnie takie sygnały…

Do serca przez żołądek

Orzegów – dzielnica Rudy Śląskiej. Zza okien domu sióstr elżbietanek dolatują nęcące zapachy. Rolada, modro kapusta i kluski? Nie tym razem. Czuć ostre wschodnie przyprawy. Menu? Zupa z soczewicy. Potrawka z jagnięciny z ciecierzycą. Kurczak duszony z figami i morelami. Tilapia pieczona w liściach winogron. Mniam! Nie, nie, to nie spotkanie koła gospodyń ani parafialna edycja „Kuchennych rewolucji”. Trwa… kurs biblijny. Wierni z Orzegowa słowa „pycha” nie kojarzą już jedynie z pierwszym z grzechów głównych. Oni doskonale wiedzą, jak smakuje Słowo.

– Wiecie, dlaczego Jezusa zapraszano tak chętnie na uczty i dlaczego te zaproszenia przyjmował? – pyta uczestników kursu prowadzący comiesięczne spotkania ks. dr Tomasz Kusz, biblista. – Bo na ówczesnych ucztach potrzebne były dwie osoby: podczaszy dbający o zawartość kielicha i osoba podtrzymująca rozmowę. A Jezus, który miał naprawdę sporo do powiedzenia, nadawał się świetnie do tej drugiej funkcji.

Słucha go kilkadziesiąt osób.

Biblia od kuchni

Ten kurs to fenomen – nie ma wątpliwości muzyk i dziennikarz radiowy Grzegorz Bociański. – Sama nazwa Kurs Biblijny brzmi nieco siermiężnie i pachnie na kilometr nudą. Nic z tego! W parafii powstała świetna, dynamiczna wspólnota. Przecież ta salka jest zawsze pełna ludzi. Ksiądz Tomek ma dar opowiadania o Ewangelii w nieszablonowy, poruszający sposób. Od kuchni… W ubiegłym roku zaproponował, byśmy w trakcie kursu skosztowali potraw, które jadł sam Jezus przed dwoma tysiącami lat. Ludzie zaczęli szukać po supermarketach wschodnich składników potraw oraz przypraw i… gotować. Każde spotkanie zaczynamy modlitwą, a potem jest wykład ks. Tomka (z rzutnikiem, zdjęciami). W tym roku mamy na tapecie Apokalipsę św. Jana. Ludzie tak zatęsknili za Izraelem, o którym nieustannie słyszeli, że już trzykrotnie organizowaliśmy pielgrzymki do Ziemi Świętej. Niektórzy mówią, że zmieniły one ich życie i były punktem zwrotnym. Zawiązały się przyjaźnie.

– Gdy w 2011 r. pojechaliśmy nad morze, znajomi postawili na nas krzyżyk. Nie gadaliśmy ze sobą, tylko na siebie szczekaliśmy. Wydawało się, że tego małżeństwa nie da się uratować – opowiadali mi przed dwoma miesiącami Agnieszka i Robert Dziedzicowie. Oni również przychodzą na Kurs Biblijny. – Początkowo nie wiedzieliśmy, w co się pakujemy, bo nigdy nie należeliśmy do żadnej wspólnoty. Byliśmy naprawdę z innej bajki. To był wielki przełom w naszym życiu. Bóg sam zsyłał nam ludzi, którzy stawali się naszymi przyjaciółmi.

Na poligonie

– Widzę w ludziach ogromny głód Biblii, głód słowa Bożego. Ludzie naprawdę chcą go posmakować. Kurs trwa od czterech lat – opowiada ks. Kusz. – Nazwaliśmy go „Biblia na poligonie”. Przychodzi kilkadziesiąt osób. W ubiegłym roku przetrawiliśmy „książkę kucharską z I wieku”. Nie, nie chodziło o samo jedzenie. To był jedynie pretekst do rozważania słowa Bożego, rozmów, dyskusji. Ludzie siedzący nad bliskowschodnim chlebem dowiadywali się na przykład, dlaczego tego pieczywa nie kroiło się nożem, ale łamało (tak jak robił to Jezus). Na Bliskim Wschodzie chleb to życie. Bet­lehem znaczy i „dom chleba”, i „dom życia”. Życia nie traktuje się nożem. Gdy rozważaliśmy Ewangelię o weselu w Kanie, opowiadałem o tym, dlaczego Jezus zareagował dość szorstko na słowa: „Nie mają już wina”. Do dziś w Izraelu mężczyźni i kobiety świętują osobno. Jest przestrzeń męska i żeńska. To pozwala nam zrozumieć reakcję Jezusa, który zapytał: „Czyż to moja lub twoja sprawa?”. Maryja weszła do namiotu mężczyzn, gdzie kobietom nie wolno było wchodzić. Była tak zdeterminowana, by pomóc biesiadnikom, że wolała naruszyć tradycje i zwyczaje, a nawet narazić się na zniesławienie.

Zamość i Ruda Śląska. Dwa konkretne przykłady tego, że Słowo smakuje i nie jest niestrawną papką, a formacja dorosłych może być ciekawa. Proszę się częstować…

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9