Kochana czarna owca

Masz problemy z dziećmi? Obwiniasz się, nie masz nadziei na poprawę? Leonia coś o tym wie, była takim dzieckiem. Pomaga.

Siostra Benigna odłożyła przybornik, żeby umyć ręce. Gdy skończyła, przybornika nie było. Co jest? Ano tak, przechodziła tędy s. Franciszka Teresa.

Leonia Martin, w zakonie Franciszka Teresa, rodzona siostra św. Teresy z Lisieux i córka świętych Zelii i Ludwika, miała obsesję sprzątania. Gdy była w pobliżu, strach było coś wypuścić z rąk. Zostawione części garderoby znikały i już po chwili można je było znaleźć starannie ułożone w którejś z szaf. Nawet leki potrafiła ułożyć nie według ich medycznego przeznaczenia, lecz zgodnie z rozmiarem opakowań.

Ta kłopotliwa cecha została jej do końca życia, ale… tylko tyle było tych kłopotów. To cud, bo Leonia w młodości miała mocno pod górkę. „Miałam paskudne dzieciństwo” – napisze w 1900 r. do jednej ze swoich czterech sióstr karmelitanek.

Jak to? Córka świętych rodziców, o których jej również święta siostra napisze, że byli „bardziej godni nieba niż ziemi”? A jednak. Zelia, jej matka, długo nie mogła dociec dlaczego tak jest. W pierwszych latach życia dziewczynki martwiła się z powodu jej złego stanu zdrowia, a potem z powodu niezrozumiałego zachowania. „Biedna Leonia” – napisze o córce. I tak zostanie: Leonia będzie „biedna” także dla sióstr. „Była dzieckiem kompletnie pozbawionym dyscypliny. Nikt nie mógł sobie z nią poradzić, była posłuszna jedynie, kiedy się bała. Nie potrafiła wytrwać w żadnej sprawie. Kiedy tylko zostawiano jej trochę swobody, korzystała z tego i wszędzie wprowadzała nieład albo doprowadzała do wypadku. Myśleliśmy o niej z niepokojem” – pisała Maria, najstarsza z rodzeństwa, wtedy już karmelitanka.

Dziecko wielu wad

Matka, szukając pomocy, zwróciła się do swojej siostry i powierniczki Marii Dozytei, wizytki z Le Mans. Ta mądra zakonnica miała doświadczenie nabyte w pracy z dziewczętami z pensjonatu. Musiała też zrobić wrażenie na Leonii, która poznawszy ją, zaczęła powtarzać: „Będę zakonnicą u wizytek z moją ciotką”. Nikt w to nie wierzył: zakonnica z takim charakterem? Na razie jednak siostrzenica Marii Dozytei poszła pod jej opiekę do pensjonatu. „To biedne dziecko miało wiele wad” – pisała potem zakonnica. Przyznała, że w pierwszym miesiącu dużo na nią krzyczała. „Wiedziałam dobrze, że czynię małą nieszczęśliwą, a przecież nie tego chciałam; chciałam być dla niej Bożą Opatrznością” – stwierdziła. Powstrzymała się więc od krzyków, a zamiast tego zaczęła zapewniać ją, że wierzy w jej dobre chęci. „To dało wspaniałe wyniki” – zauważyła. Stwierdziła też: „Mam nadzieję, że dobry Bóg pobłogosławi nasze wysiłki i że stanie się bardzo dobra”.

Próba jednak się nie powiodła – trzeba było dziewczynę odesłać do domu. Leonia rozpraszała dzieci w klasie, a i z samą nauką były problemy, zwłaszcza z matematyką. Na dodatek pogorszyło się zdrowie Marii Dozytei.

„Mimo wszystko ufam wbrew wszelkiej nadziei. Kiedy widzę, że staje się coraz trudniejsza, tym mocniej jestem przekonana, że dobry Bóg nie dopuści, by taka została. Będę tak prosić, aż się wreszcie da ubłagać” – pisała w tym czasie Zelia Martin. Jednak Bóg jakby nie reagował. „Mam dziecko, które mnie nie kocha” – żaliła się Zelia najstarszej córce, bo Leonia odrzucała wszelkie propozycje matki, wybierając zamiast tego pomoc służącej Ludwice Marais.

Przełom

Gdy Leonia miała 13 lat, jej ciotka zakonnica umierała. Zelia, która odwiedziła siostrę, powiedziała jej wprost: „Natychmiast, jak znajdziesz się w raju, postaraj się odszukać Najświętszą Pannę i powiedz Jej: Moja dobra Matko, spłatałaś figla mojej siostrze, dając jej biedną Leonię; (...) trzeba, żebyś to jakoś naprawiła”. Także Leonia się nie krygowała. „Moja kochana Ciociu, kiedy już będziesz w niebie, bądź tak dobra i proś dobrego Boga, by mi dał łaskę nawrócenia się, jak również łaskę powołania na prawdziwą zakonnicę, gdyż myślę o tym codziennie. Proszę Cię o to, nie zapomnij o moim małym zleceniu, bo jestem pewna, że dobry Bóg Cię wysłucha” – napisała w liście do Marii Dozytei.

24 lutego 1877 r. Dozytea zmarła. Dwa tygodnie później Maria, najstarsza z sióstr, podsłuchała kilka rozmów służącej Ludwiki z Leonią. Między innymi takie zdanie: „Jeśli twoja matka każe ci iść bawić się, to idź, ale pamiętaj, że później zapłacisz za to”. Wyszło na jaw, że to ta kobieta była złym duchem dziewczynki. Przez lata maltretowała ją psychicznie i fizycznie, a mała, żyjąc w strachu przed biciem, unikała matki, którą kochała nad życie. „Brutalność nikogo jeszcze nie nawróciła, ona czyni tylko niewolników” – skomentowała to później Zelia. Sama Leonia pod koniec życia uzna to za cud, że metody pokojówki nie naznaczyły jej na zawsze. „Z serca przebaczam mojej dręczycielce” – napisze przed śmiercią.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9