Wyluzuj, babcia!

To, co było kilkanaście lat temu uznawane za katastrofę, teraz nie jest warte uwagi.

Temat nie nowy, wszelako nie przypuszczałem, że w naszym wiejsko-małomiasteczkowym regionie aż tak ostry. Chodzę (to znaczy siedzę) po kolędzie. Siedzę, bo słucham, co parafianie mają do powiedzenia. Uderzyło mnie to, że często, wyraźnie częściej niż w poprzednich latach, wraca problem małżeństw. Małżeństw...? Trzeba by raczej powiedzieć: związków. Związków mężczyzny i kobiety. Sakramentalnych, cywilno-prawnych, nieformalnych, luźnych, niezobowiązujących, próbnych, rozchodzących się, skłóconych, byłych... Dzieci są zwykle uciążliwym balastem. Wedle starego powiedzonka: dzieci i ryby głosu nie mają. Ale swoje wiedzą, czują, przeżywają. Uruchamiają się w nich mechanizmy obronne.

Rozeszli się. Ile lat razem? Z czasem przedmałżeńskim to może nawet 15 lat. Jedno dziecko, 11 lat. Babcia (czyli mama jednego z byłych współmałżonków) zamartwia się. Wnuczka widzi zgryzotę babci i daje jej dobrą radę: „Babcia, wyluzuj. U mnie w klasie to połowa tak ma”. Czy połowa znaczy, że to już norma? Oczywiście, normy ani życiowe, ani prawne, ani moralne nie mogą być tak legitymizowane. Ale „krajobrazowo” bądź psychologicznie stają się do tego stopnia czymś powszednim, że babcia powinna to zaakceptować jako zwyczajne, nieuniknione i nie ma o czym mówić.

Wzrost liczby takich i podobnych sytuacji należy już nazwać skokowym. Pewnie trzeba by jakichś socjologiczno – statystycznych badań, by z jednaj strony uzasadnić taką ocenę, z drugiej zaś strony dostrzec przemiany dokonujące się w społecznej świadomości. To, co było kilkanaście lat temu uznawane za katastrofę, teraz nie jest warte uwagi. Dlatego „wyluzuj, babcia”.

Czy jednak czarne można nazwać białym? Nawet, gdy tak się uczyni, najgłębsze potrzeby człowieka zawsze będą się odzywać, niepokoić, budzić co najmniej tęsknotę. Za czym? Za życiem w rodzinie. Zarówno w płaszczyźnie mąż – żona, jak i w płaszczyźnie rodzice – dzieci. Z wielorakim i głębokim splotem wzajemnych, bogatych i nieusuwalnych powiązań. To nie z podręczników psychologii i pedagogiki wzięte. Pięćdziesiąt lat wśród ludzi jako duszpasterz – to doświadczenie duże i wielekroć weryfikowane życiem. „Babcia, wyluzuj” – to konieczna samoobrona dziecka, by przetrwać w tym trudnym momencie.

„U nas połowa klasy tak ma”... Gdy wnuczka dorośnie do wieku decyzji? Wyluzuje i nie będzie się zastanawiać nad różnymi uwarunkowaniami swojego wyboru. Wystarczy to „nie zastanawiać się”. W międzyczasie owa „połowa” urośnie do trzech czwartych. W społecznej świadomości dokonują się zmiany rujnujące podstawy społeczeństwa. Nieufność – nawet wobec bliskich. Przedkładanie nad wszystko interesu własnego. Wymyślanie różnych zastępczych środków mających imitować wspólnotę. Zapaść demograficzna, jako że dziecko komplikuje wszystko. Zapaść ekonomiczna, bo demografia jest ważnym czynnikiem w ekonomii. Zapaść w dziedzinie wykształcenia, bo sieć szkół się zmniejsza, a wpływ rodziców staje się taki nijaki. Odejście od tradycji i wiary religijnej, która we wrażliwym punkcie została złamana.

Lista jest dłuższa, a fachowcy mogliby ją jakoś usystematyzować. Zresztą – czynią to. Kto ich jednak chce słuchać. Połowa społeczeństwa (może się mylę, w górę lub w dół) za radą wspomnianej wnuczki wyluzowała. O wysiłkach duszpasterzy nie wspomnę, bo dawno okrzyknięci zostali hamulcowymi postępu i ciemnogrodem. Znaleźliśmy się na ostrym zakręcie historii, wszakże nie wszystko zostało zaprzepaszczone, jednak degradacja rodziny jako podstawy człowieczego „być albo nie być” osiąga punkt krytyczny.

Obawiam się, że nasłuchawszy się tylu trudnych opowieści, bliski jestem pójścia za radą owej jedenastolatki. Źle, gdybym wyluzował. Otuchy dodaje mi jednak obraz wielu rodzin, które na kolędzie odwiedzam. Wielu jest ludzi młodych, już moich uczniów i uczennic, którzy nie bez trudu budują prawdziwą chrześcijańską wspólnotę rodzinną. Jak im pomóc? Jak rozszerzać wpływ ich świadectwa? Jest wiele inicjatyw – i społecznych, i kościelnych. Większość dostępna w dużych ośrodkach – na prowincji trudniej. Małżonkowie zalatani od rana do wieczora, dzieci często także. Gdzie znaleźć czas i siły na angażowanie się w różne inicjatywy. Programy – zarówno świeckie jak i kościelne – często nie przystają do aktualnej rzeczywistości. Potrzeba animatorów tego dzieła. Tak ich niewielu. A na prowincji prawie wcale. Nie wolno wyluzować...

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Marek Aureliusz
    12.01.2019 08:43
    Wiele jest , wiele może być inicjatyw , ale tej najważniejszej nie ma , nawet o niej nie słychać , " powinszowania" dla teologów , oni wmówili wiernym ,że można dowolnie "wyciąć " z Biblii , coś co przeszkadza , jest niewygodne , ja mam na myśli wspólnotę społeczną - ekonomiczna , kulturową , obyczajową itd. po prostu gminę .
    Wszystkie inicjatywy są dobre , ale są wtórne mało istotne wobec tej , są po prostu słabsze jak idzie o SIŁĘ ODDZIAŁYWANIA , jest to zagadnienie CENTRALNE , i tak w tym momencie historycznym. I tak parafrazując tekst Biblijny kamień odrzucony przez teologów staje się kamieniem ratunkowym dla małżeństw .


    Proszę Księdza , to o czym Ksiądz pisze jest ważne , ale to nie jedyny fragment Pisma który jest omijany w życiu bieżącym , ile ich miejsc W biblii jest ?

    Kościół jest wspólnotą przypominająca świątynię w której dziurawy dach przepuszcza wodę w WIELU MIEJSCACH , bo jak się czyta Biblię to ile ich można wyliczyć ? tak ma ksiądz rację , dobrze robi Ksiądz o tym pisząc ja uzupełniam - to tylko jedna z dziur w dachu kościoła.


    Wie ksiądz ,mam "strach 'przed kazaniem , oto poczytam sobie teksty ks. Horaka czy innych znamienitych Autorów a potem na mszy wpadnie kaznodzieja w "amorkowy "styl wypowiedzi że Chrystus nas kocha … we wszystkich odmianach , to i tylko to , reszta się nie liczy , to po co takiemu studia ? nie wystarczy na kościele powiesić baner z tym oświadczeniem i … wystarczy za kazanie ?

    Mógłby np. taki zastąpić owego czarnoskórego biskupa który podczas śluby następcy tronu Anglii mówił to samo , bez końca , jak patefon nie zauważając że to … ślub osoby rozwiedzionej , po co takiemu Biblia ?

    Dawno temu kiedy byłem uczniem , kogoś takiego co niewiele ma do powiedzenia a mówi , mówi , mówi nazywano "pływakiem " … dobre określenie .
  • tomak
    12.01.2019 21:29
    Kościół musi wrócić do twardego, zdecydowanego i całościowego nauczania sprzed II Soboru Watykańskiego. Musi jednoznacznie ukierunkowywać tych, którzy mają wątpliwości czy można żyć w drugim, trzecim -n-tym związku czy nie można. Musi skończyć ze stwierdzaniem nieważności (faktycznie: unieważnianiem) małżeństw na POTĘGĘ czyli skończyć z kościelnymi "rozwodami" w ilościach olbrzymich; poza skrajnymi wyjątkami to bardzo zły proceder. Musi skończyć z otwartymi furtkami "Amoris laetitia", musi skończyć z bezsensownym ględzeniem o "miłosierdziu" zawsze i wszędzie, czy trzeba czy nie trzeba. Musi zacząć na poważnie mówić o grzechu i o tym, co człowieka czeka po śmierci niebo albo piekło. Dziś tego nie ma w kościele, w zamian za to jest bajanie o wszystkim i o niczym. Poziom kazań jest beznadziejnie słaby. Księża się do nich nie przygotowują. Wypowiadają słowa bez osobistej wiary. Młodzi ludzie takiej papki NIE CHCĄ. Kiedy to wreszcie do polskich biskupów DOTRZE?? Gdy zostaną sami?
  • Gość Z
    12.01.2019 23:16
    A ja z bólem serca obserwuję permisywizm rodziców w wychowaniu nastolatków. Nie twierdzę, że dobry jest rygoryzm, ale ten nam nie grozi. Wyluzowani rodzice wychowują wyluzowane dzieci. Mamusia cieszy się, że jej 14- letnia córka ma chłopaka, a tatuś jest dumny z syna gimnazjalisty, że umie skutecznie wyrolować kolegów. Jeszcze będziemy przez to płakać. Ilu dorosłych w ogóle zastanawia się nad tym, jakie normy i wartości chce przekazać swemu dziecku? Dziś liczy się dobra praca, kasa i umiejętność zabawy. Homo pustacus.
  • nika
    14.01.2019 11:35
    właśnie od bardzo wierzącej Panu Bogu (a nie jedynie - praktykującej) osoby usłyszałam o żyjących "w związku" : a może oni sobie sami udzielili ślubu, ciekawe, co kiedyś Pan Jezus o nich powie, bo przecież sakramentu małżeństwa to małżonkowie samo sobie udzielają...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    30 31 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9