Beczka prochu

Szedł jak burza. Ogień, który niósł w sobie, zapalał ziemię po ziemi. Jaki jest sekret ewangelizacyjnego sukcesu Jacka Odrowąża? Czy opowieści o cudach, których dokonał, nie są pobożnymi bajeczkami? Odpowiada o. Tomasz Gałuszka OP, historyk średniowiecza.

„W centrum Jezus, bracia w tle” – taki model funkcjonował od początku w klasztorach.   henryk przondziono /foto gość „W centrum Jezus, bracia w tle” – taki model funkcjonował od początku w klasztorach.
Jacek nie ruszył sam?

Nie mógł! Zabraniało tego nasze prawo, które zakazywało samotnego kaznodziejstwa. Bracia ruszali w dwóch, trzech. Gdy badamy akta kryminalne naszej prowincji, widać, że gdy dominikanie dokonywali zamachów na przeorów, zawsze robili to wspólnie, tworząc zorganizowane grupy przestępcze. (śmiech) Jacek szedł z ekipą (Długosz pisze, że z ośmioosobową, ale było ich chyba mniej). I choć powinna go zżerać tęsknota za ojczyzną, zatrzymał się na kilka miesięcy w Karyntii, by w opustoszałym austriackim klasztorze założyć wspólnotę.

Wyobraźmy sobie sytuację. Nieznajomy facet wkracza do miasteczka, a na odchodne pozostawia klasztor, w którym modlą się świeżo upieczeni dominikanie. Co pociągało w nim ludzi?

Miał papieskie papiery, które przedstawiały go jako… proroka. Wyobraź sobie, że dziś papież daje Janowi Kowalskiemu taki paszport… Jacek ma „papiery na proroka”. Żywot spisany przez lektora Stanisława przedstawia go jako cudotwórcę i człowieka mającego znakomitą relację z Maryją. Pamiętajmy, że Jacek miał później w Krakowie objawienie Maryi. Matka Boża zapowiedziała mu (w miejscu, gdzie dziś jest nasza zakrystia): „O cokolwiek będziesz prosił mojego Syna, to otrzymasz”. Niedawno w czasie badań archeologicznych odnaleziono najstarszą naszą pieczęć, z lat 60. XIII wieku. Na tłoku pieczętnym (rodzaju stempla) widnieje Maryja. Jest patronką polskiej prowincji. Jacek był z Nią w ogromnej zażyłości. Był też cudotwórcą.

I mówi to Ojciec jako historyk?

Oczywiście! To nie są opowieści z mchu i paproci. Cud wymaga weryfikacji – doskonale o tym wiedzieli ci, którzy spisywali „Żywot św. Jacka”. Jan Zarych czy lektor Bogusław prowadzili tzw. biuro cudów. Cud musiał być udokumentowany. Brało się świadków, i to nie byle jakich, nie koleżanki z sąsiedztwa: pobożną panią Stasię, Krysię i Jolę. Nie! Cud musiał poświadczyć ktoś z elity: rycerz, radny, wójt. Znamy listę świadków, którzy potwierdzali, że cuda dokonane przez św. Jacka są godne wiary. Nie jesteśmy w stanie tego podważyć.

Ilu braci Jacek pozostawił w austriackim klasztorze?

Dwóch, trzech... Dokumenty mówią, że przeorem został Herman. Wówczas przeor nie był menedżerem klasztoru, ale człowiekiem odpowiedzialnym za zbawienie braci. Podobnie zresztą jak proboszcz, który za zbawienie parafian odpowiadał przed Bogiem krwią, a nie troszczył się jedynie o to, by w kościółku było miło i ciepło.

Do grodu Kraka Jacek dotarł na Wszystkich Świętych 1222 roku…

…i został ciepło przywitany przez Iwona Odrowąża. Nie tylko ze względów rodzinnych. Nad Wisłę przyszedł przedstawiciel zakonu, który był na topie i przyciągał elity w Italii i Francji. Wykształcony Iwo, który zjechał kawał świata i miał w domu doskonałą bibliotekę (niemal 50 książek), doskonale o tym wiedział. Do Krakowa zapukał wielki świat. Iwo wiedział, że bracia z zagranicy będą ciekawi, jak żyją dominikanie w kraju, gdzie białe niedźwiedzie chodzą po ulicach, i przyjadą w odwiedziny. Czuł, że Kraków otwiera się na nowy powiew Ducha.

Jacek miał misję zwalczania heretyków?

Na terenie diecezji zastał bidę z nędzą. Żadnych heretyków. W diecezji wrocławskiej mieli w latach 60. nadgorliwców: biczowników, ale u nas trybunały inkwizycyjne nie miały targetu…

Jacek założył 32 klasztory. Dlaczego nie osiadł w Krakowie na laurach, tylko ruszył na Wschód?

Bo po pierwsze był dominikaninem, a my nie powinniśmy siedzieć w miejscu, a po drugie, to moja prywatna hipoteza, miał około czterdziestki i przeżywał kryzys wieku średniego. Czas, w którym faceci zmieniają kobiety, robią tatuaże i kupują sobie motory, a kapłani powinni wrócić do pierwotnej miłości i pójść za porywem Ducha. Ojciec Joachim Badeni mówił: „Jeśli chcecie wiedzieć, jaki ma być zakon, nie pytajcie starych, tylko spójrzcie na nowicjuszy…

...zanim z kleryków zrobi się kler”. Ilu braci zostawił umierający Odro­wąż?

Prowadzimy badania zbierające dokumenty o braciach polskiej prowincji z czasów średniowiecza. W bazie danych mamy 2910 braci, w tym w XIII wieku 140, a do 1257 roku, gdy umierał Jacek, około 60. Mogło być ich o wiele więcej.

Dokonane przez Jacka cuda zdumiewają. Na przykład spacer po falach…

Nie wiemy, czy to jedynie mit, topos, symboliczna opowieść ukazująca wiarę Odrowąża... Wiara czyni cuda, wierzymy w to. Jeśli mamy współczesnego Jackowi św. Rajmunda z Penyafort, który pływał z Majorki do Barcelony na swej kapie (jest patronem windsurfingu!), to dlaczego Jacek nie mógł w zawierzeniu pójść o krok dalej? Rzucił kapę przerażonym braciom i ruszył na fale.

Jaki testament zostawił?

„Bądźcie pokorni, kochajcie się wzajemnie i zachowujcie dobrowolne ubóstwo”. Lutowa kapituła postanowiła, że dewiza Jacka „Pokora – miłość – ubóstwo” będzie programem jubileuszu rocznicy naszego przybycia do Polski w 1221 roku.

Pamiętajmy, że u nas nigdy nie było kultu jednostki. Dominik nie fascynował sobą, ale przyciągał braci do Jezusa. „W centrum Jezus – bracia w tle” – taki model funkcjonował. Wiesz, ilu mamy kanonizowanych braci w prowincji? Dwóch: Jacka i o. Czartoryskiego, który zginął w powstaniu warszawskim. Dominik i Jacek kierunkowali braci na Jezusa. Nie mogli zostawić lepszego testamentu. 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6