List z Indonezji

Styczeń 2003

Kochani!


Serdecznie Wam dziękuję za listy i karty świąteczne. Niektórzy, którzy nieco później wysłali listy, martwili się, czy ich życzenia zdążą. Muszę Was „pocieszyć”: żadne nie zdążyły. A powód jest bardzo prosty. Od połowy listopada nasi muzułmanie pościli. Taki post to znaczy, że muszą wstać o 2.30 w nocy, by napchać brzuchy na cały dzień. Dlaczego aż tak wcześnie jedzą? A bo przed pierwszym znakiem brzasku słońca muszą być wykąpani, najedzeni, odprawić modlitwy. Cały dzień potem chodzą pół przytomni. Widzę to po moich studentach. O 9.00 rano już się kiwają. Przecież spali tylko 3-4 godziny. Po całodziennym poście, wieczorem biorą się do jedzenia, które nieraz trwa do 22-23.

Potem przyszło uroczyste zakończenie postu, tzw. Idulfitri, które nieoficjalnie trwa tydzień. A tu już za tydzień było znowu Boże Narodzenie, a za tydzień Nowy Rok. Nie zdążyli się więc rozpędzić do roboty i na poczcie uzbierały się stosy przesyłek, które po Nowym Roku powoli rozdzielali. Musieli jeszcze nie skończyć, bo jeszcze brakuje mi dwu numerów Gościa Niedzielnego.

Powiecie: ślamazarstwo. Nas to jednak już nie rusza. Jeśli tu w dużym mieście Surabayi tak było, jak było na wsiach. Może jeszcze czekają na listy.

Rok akademicki mieliśmy więc z przerywnikami i zamiast 32 godzin zajęć mieliśmy ich tylko 24. Ale z materiałem jakoś zdążyliśmy, choć brakło nieco czasu na powtórki i dyskusje.

Dziesięć dni wolnego z okazji Idulfitri wykorzystałem, by wziąć udział w konferencji naukowej w Perth w zachodniej Ausralii. Perth leży stosunkowo blisko i loty są dość tanie. Chciałem zrezygnował z tej „uciechy”, gdy mi Australijczycy zaczęli robić wstręty z wizą, ale obiecałem Toetik, mojej asystentce, że pojedziemy tam razem. Ona trochę się wymawiała brakiem pieniędzy na bilet, ale powiedziałem jej, że się pewnie znajdzie jakiś dobry wujek, który jej to sfinansuje. I tak się stało. Mnie chodziło o to, by ona trochę wypłynęła na międzynarodowe wody i poznała ludzi, z którymi może będzie mogła wspólnie prowadzić badania. I tak się też stało. Właśnie takie spotkania mają m. in. to na celu, by naukowcy się nawzajem poznali co do zainteresowań naukowych. Mnie pod tym względem w przeszłości nikt nie pieścił, nie byłem prawie nigdzie, niech by więc ona miała łatwiejszy start, tym bardziej że się dobrze zapowiada. Miała co prawda opory w stosunku do swoich znajomości angielskiego, ale szybko się ich tam pozbyła i nawiązała nowe znajomości. Gdy ogłoszono, że w przyszłym roku spotkanie odbędzie w Auckland w Nowej Zelandii, Toetik od razu mnie zagadnęła, że chciałaby się tam wybrać, nie pytając nawet, czy i skąd będą na to pieniądze. Te pieniądze zawsze są u ludzi – zwykł mawiać nasz bł. Założyciel – tylko trzeba je umieć od nich dostać.

Ja tam raczej nie pojadę, bo zamierzam wybrać się na wakacje w ojczyste strony. Z kim z Was się tam spotkam, trudno mi dziś powiedzieć.

I maszci losie. Już kończyłem ten list, gdy dostaję telefon od Toetik z poza miasta: „Wujek (od czasu, gdy była w Polsce, tak mnie woła), zwichnęłam nogę i prawie nie mogę chodzić. Będę musiała pójść do lekarza, a nie zabrałem dość pieniędzy. Może tutaj są werbiści, którzy mogliby pieniędzy pożyczyć.” Oczywiście w Batu są werbiści i pieniędzy pożyczyli, ale ona wróciła z nogą w gipsie. I znowu dzwoni do mnie: „Czy wujek mógłby mnie jutro zastąpić na seminarium?” I co miał „wujek” powiedzieć? Oczywiście zastąpił. Na szczęście było to ostatnie zajęcie dla magistrantów.
To nie pierwszy raz. Najczęściej dzwoni do mnie najmłodsza asystentka, Lucy, i to nagle. Dzieciak dostał gorączki, musi pójść z nim do lekarza, czy profesor mógłby zaskoczyć. Jak tu myśleć o przejściu na emeryturę? Musiałbym się pewno gdzieś daleko przenieść, bo inaczej mi „moje dziewczyny” nie dadzą spokoju. Czasem się jednak zastanawiam, czy tak całkiem wytrzymam bez studentów. Będzie się trzeba przyzwyczaić. Zresztą planów na czas emerytury jeszcze mam wiele, byle Pan Bóg dał zdrowie i siły.

Moje kapłaństwo jest nietypowe, dlatego rzadko zdarzają mi się takie kapłańskie łakocie jak chrzest czy ślub.

Dalszy ciąg na następnej stronie
«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5