Pigułka szczęścia

xwl

Z lekką dozą złośliwości zastanawiałem się, czy zdrowe i wesołe święta nie potrzebują dekomunizacji.

Koniec roku i początek następnego jest w miarę przewidywalny. Najpierw kolejki ze zdrowymi i wesołymi świętami, później ze szczęśliwym nowym rokiem. W międzyczasie licytacja najważniejszych wydarzeń minionych dwunastu miesięcy.

Z lekką dozą złośliwości zastanawiałem się, czy zdrowe i wesołe święta nie potrzebują dekomunizacji. Pojawiły się bowiem w czasach – cytując klasyka – słusznie minionych, gdy zapowiadano erę pustych świątyń. Pamiętam kioski Ruchu, oblepione co prawda świątecznymi kartkami, jednak trudno było wśród nich znaleźć coś, co przypominało Boże Narodzenie. Trochę jak z Uroczystością Wszystkich Świętych zamienioną na święto zmarłych. Czasy słusznie minione, jak sama nazwa wskazuje, są już przeszłością, pozostały zdrowe i wesołe święta. Już nie w imię mających opustoszeć świątyń. Ich (znaczy pustych świątyń) miejsce zajęła komercja i swoiście rozumiana poprawność. By uwolnić się od pierwszej wyłączyłem przed dwoma tygodniami radio i telewizję. Z drugą trudniej. Nigdy nie wiadomo kiedy organizator jakiegoś przedświątecznego spotkania uzna, że bożonarodzeniowa symbolika może urazić niewierzących lub wyznających inną religię (których na sali, zwłaszcza na tak zwanej prowincji, z reguły nie ma) i trzeba mocno główkować, by dwa nieprzystające do siebie światy nagle znalazły nić łączącą.

Najważniejsze wydarzenia z reguły są przewidywalne. To znaczy z góry wiadomo co znajdzie się w pierwszej dziesiątce na liście prawicowej, a co na liście mediów związanych z opozycją. Kościelne podwórko też ma swoją specyfikę. Zaś wszystkie razem wzięte mają jedną cechę wspólną. Ich konstrukcja oparta jest na zasadzie: „jeśli w Warszawie świeci słońce to znaczy, że w całym kraju jest dobra pogoda”. Rankingi ważności nie uwzględniają tego, o kim ostatnio tak dużo się mówi. Zwykłego człowieka. Często przecierającego oczy ze zdumienia, gdy słyszy co było najważniejsze. Tu analogia biblijna się narzuca z całą oczywistością. Najważniejszy był spis ludności w całym państwie. Poza kilkoma pasterzami nikt nie zauważył tego, co działo się na obrzeżach Betlejem. Więc i my prawdopodobnie nie dowiemy się co tak naprawdę było najważniejsze w minionym roku. Odkryją to dopiero następne pokolenia.

Został nam nowy rok szczęśliwy. Przypomniałem sobie śpiewaną w czasach mojej młodości piosenkę. „Powiedz mi, Ojcze, co to jest, co się szczęściem nazywa. Synu, jest to owoc jaki tylko wolny człowiek spożywa.” Tej i drugiej, „Przez ile dróg musi przejść każdy z nas, by mógł człowiekiem się stać”, nie mogło zabraknąć przy ognisku w doborowym towarzystwie. Dla młodych to oczywiście pieśni dinozaurów. Co ma swoje konsekwencje. Gdy w ubiegłym tygodniu podpisałem się pod Manifestem komunikacji bez wrogich słów i do tego samego zachęcałem innych, napisał do mnie pewien młodzieniec. On się nie podpisze, bo jest przeciw cenzurze w Internecie, a ceni sobie wolność. Zwróciłem mu uwagę, że nie chodzi o cenzurę, ale wybór sposobu realizowania swojej wolności. Odpowiedzi brak. Wróćmy jednak do szczęścia.

Podobno „radość i cierpienie są w naszym życiu równie cenne; trzeba je przyjąć, by poznać tajemnicę życia. Jeśli niekiedy radość przemija, to i cierpienie minie. Nie przemija jedynie cierpiętnictwo” (Enzo Bianchi). Lekarstwo na szczęście, nieprawdaż? Kto je zażył nie musi obawiać się noworocznego kaca. Szczęśliwego Nowego Roku!

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5