Trudne sprawy załatwia od ręki

Z Tomaszem Terlikowskim, publicystą, o cudach Wenantego Katarzyńca i roli, jaką odegrał w życiu św. Maksymiliana, rozmawia Agata Ślusarczyk.

Agata Ślusarczyk: Po biografii św. Maksymiliana przyszedł czas na książkę o jego przyjacielu, słudze Bożym Wenantym Katarzyńcu. Postać kluczowa dla jego życia.

Tomasz Terlikowski: Wenanty i św. Maksymilian po raz pierwszy spotkali się w latach kleryckich w Kalwarii Pacławskiej, gdzie franciszkańscy klerycy spędzali wakacje. O. Wenanty, wspominając tamto spotkanie, pisał po latach w liście do o. Maksymiliana: „Jakoś mi Ojciec przypadł wówczas do serca i zdawało mi się, że mamy jednakowe dążenia i porywy”. Potem korespondowali ze sobą, prawdopodobnie widzieli się kilka razy w życiu.

Wenanty stał się „wielkim księgowym” dzieł Maksymiliana. To z jego pomocą ukazał się pierwszy numer „Rycerza Niepokalanej”.

Kiedy św. Maksymilian wysłał list do swoich współbraci z pomysłem wydawania „Rycerza Niepokalanej”, większość franciszkanów była temu przeciwna. Tylko Wenanty odpisał, że to świetny pomysł i należy wydawać pismo. Nie doczekał się jednak publikacji, zmarł 31 marca 1921 r., na rok przed ukazaniem się tytułu. Przed śmiercią obiecał jednak, że z Nieba będzie pomagał we wszystkich dziełach franciszkańskich. Jeden z franciszkanów już po jego śmierci zasugerował Maksymilianowi, że jeśli „Rycerz Niepokalanej” ma się ukazać, to Wenanty powinien być jego patronem. O. Maksymilian wraz z grupą kleryków rozpoczął modlitwę. Szczególnie gorliwą, gdy okazało się, że brakuje 500 marek, by wykupić nakład. Maksymilian obiecał Wenantemu, że jeśli mu pomoże, wyda jego biografię. Następnego dnia przy ołtarzu Matki Bożej znaleziono kopertę, a w niej… 500 marek.

Jak odkrył Pan tę postać?

Książka powstała, bo i mnie Wenanty coś załatwił. Kiedy procesowałem się z Alicją Tysiąc o 130 tys. zł, na ogłoszenie wyroku sądu drugiej instancji pojechałem do Kalwarii Pacławskiej, gdzie znajduje się jego grób. Wiele wskazywało na to, że i tym razem przegram. Żarliwie modliłem się do Wenantego. Chwilę potem zadzwonił telefon, że zostałem uniewinniony. Ta książka jest spłatą długu zaciągniętego wówczas u sługi Bożego.

O czym jest książka?

O jego fascynującym życiu. To był człowiek o XIX-wiecznej duchowości, dla którego świętość to wierne wypełnianie reguł zakonnych i konstytucji. Jest przykładem wierności w małych rzeczach, swoich codziennych obowiązkach. Poza tym Wenanty, w czasach kultury tymczasowości, uczy nas ogromnej wytrwałości i radykalizmu. Kiedy się modlił, nie opierał się o nic, by swoje zmęczenie ofiarować Jezusowi. Zmniejszał swoje posiłki, by część jedzenia przekazać ubogim. Adorował Najświętszy Sakrament co najmniej godzinę dziennie i 5 minut z każdej godziny starał się także spędzać w kaplicy. Uważał, że dopiero wchodząc w ciszę Boga, możemy usłyszeć Jego głos. Głębokiej modlitwy uczył także swoich kleryków, których był wychowawcą. W swoich notatkach zapisał: „tam, gdzie nie ma adoracji, tam kończy się życie zakonne”. I to było bardzo mocne w nim.

Dlaczego akurat teraz Pan Bóg daje nam Wenantego?

Z Wenantym jest trochę jak ze św. Charbelem. Prawie każdy, z kim się spotkałem, i kto się modlił za jego wstawiennictwem, bardzo szybko uzyskiwał pomoc. Gdy jeden z kolegów, który miał przestój w biznesie, rozpoczął nowennę do Wenantego, trzy dni później musiał wydłużyć pracę kancelarii prawniczej do 18 godzin, bo tyle miał zleceń. Wiele osób mówi o pomocy w sprawach mieszkaniowych, finansowych… Wenanty trudne sprawy załatwia od ręki, niemożliwe – trochę dłużej. W „Rycerzu Niepokalanej” można znaleźć ponad 300 wzmianek o pomocy Wenantego. Jego szczególnym charyzmatem jest doprowadzanie ludzi, którzy od lat nie byli u spowiedzi, do pojednania z Bogiem. W ubiegłym roku papież Franciszek wyraził zgodę na publikację dekretu o heroiczności jego cnót. Być może Bóg chce nam dziś pokazać taki rodzaj świętości, bardzo skrytej.

I bardzo radykalnej.

I w służbie innym. Konsekwencją jego rozmodlonego życia było życie dla drugiego człowieka. Jako magister nowicjatu nie powinien mieć innych obowiązków, a on w tym czasie głosił katechezy i wykłady z filozofii, chodził do przytułku dla ciężko chorych i spowiadał osoby, których nikt nie chciał spowiadać. Nawet kiedy umierał na gruźlicę, uprosił gwardiana, by pozwolił mu wstać z łóżka i iść do konfesjonału. Po śmierci robi tak samo – pomaga innym.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7