Spotkać ubogiego. Ale jak?

Papież zachęca do potraktowania ubogich jak przyjaciół. To niełatwe zadanie, skoro tak słabo ich znamy. Kim są? Co myślą? Jak im pomóc?

Tak chce Ewangelia
Nie każdy chce słyszeć o noclegu w placówkach. Pan Piotr bywał i w przytulisku, i w Domu Miłosierdzia. W tym drugim wymagali od niego… wyjazdu nad morze w celu integrowania się z grupą, a on morza nie cierpi, bo ma uraz od dziecka. No i wyleciał stamtąd, za to morze, jak twierdzi. Nie zdradza, że jego problemem jest alkoholizm, choć napuchnięta i zniszczona twarz mówią co innego. Za to pan Janusz otwarcie przyznaje: stroni od schronisk z powodu piwka, którego tam nie można sobie „obalić”.

Do takich bezdomnych chce trafiać tej zimy Caritas. Składające się z jej wolontariuszy Patrole Miłosierdzia wyruszą w mroźne poranki i wieczory, by szukać bezdomnych i częstować ich gorącą zupą, herbatą. – Patrol chcemy skierować także do tych ubogich, którzy z powodu nietrzeźwości nie mogą skorzystać z opieki schroniska czy innych placówek – wyjaśnia ks. Tomasz Roda, dyrektor diecezjalnej Caritas. Patrol będzie sprawdzał również, czy napotkane osoby potrzebują pomocy innego rodzaju, np. zaopatrzenia w ciepłą odzież lub pomoc medyczną.

Zamiast pomagać z daleka, można usiąść razem do stołu. Na takie zaproszenie bp. Edwarda Dajczaka, Domu Miłosierdzia i diecezjalnej Caritas odpowiedziało w Niedzielę Ubogich 100 osób. Po Mszy św. w kaplicy Domu Miłosierdzia wszyscy przeszli na piętro do jadalni i zasiedli do uroczystego obiadu.
– To powinność miłości – powiedział bp Dajczak. – Nie prawny, ale ewangeliczny nakaz większej wrażliwości. Papież Franciszek swoją wrażliwością otwiera oczy Kościołowi i uwrażliwia go na ubogich. Jak się ruszy w tę stronę, którą papież wskazuje, to zatrzymać już się nie da.

Za długie wieczory
Do Piotra do kontenera czasami przychodzi jego dziewczyna. Chciałby zadbać o nią, ale ranki są bezlitosne: zimne, głodne, bez wody. Taka tułaczka nie jest dla kobiety. No więc albo kobieta, albo samotność. Ta druga jest najbardziej okrutna wieczorem, kiedy ludzie zamykają się w swoich domach i można tylko domyślić się, jak im ciepło tam, jak miło razem.

Pan Mieczysław z Polanowa, bezdomny od 15 lat, na samotność ma zdjęcie pięknej kobiety w portfelu. Ale to nie żona, ta już wieki temu pozbawiła go domu, kontaktu z synami. Starszy po latach mu powiedział: „Nie jesteś moim ojcem”. Nietrudno było się stoczyć. Pan Mieczysław trochę mieszkał u mamy, trochę u znajomych. Ale skończyło się. Jeszcze niedawno koczował w nieczynnym kinie, ale i pod chmurką się zdarzało. Gwiazdy w ciepłą letnią noc nad głową? Śmieje się z politowaniem. – Nie ma w tym nic romantycznego – zaprzecza.

Co jest dla niego najtrudniejsze? Także wieczory. – Jak się wejdzie do kulturalnego miejsca, żeby posiedzieć w ciepłym, to zaraz wyganiają, bo śmierdzę. Wiem, na tyle jeszcze mam inteligencji, że umiem wyczuć, że zwracam tym na siebie uwagę. W dzień coś się dzieje, ale po zmierzchu… O piętnastej, szesnastej, już się to zaczyna.

– Ja już swoje przeżyłem, nie mam pretensji, że mam tego raka. Może i lepiej? – mówi, podejrzewając, że podobnie jak tata i dziadek umrze na nowotwór płuc w wieku 64 lat. Czyli za rok. – Modlę się, żeby Bóg pozwolił mi jeszcze pożyć – wyznaje i dodaje, że Pan Bóg rzeczywiście coś w jego sprawie robi. – Mam wrażenie, że to On mnie tu, do Domu Miłosierdzia ściągnął. Tylko zastanawiam się… jak długo będę tu mógł zostać?

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11