Niebo na ustach

Muzyka i śpiew liturgiczny mają moc. Mogą otworzyć niebo lub… odstraszyć od Kościoła. Instrukcja episkopatu dotycząca muzyki kościelnej nie pozostawia wątpliwości: mamy do odrobienia poważne zadanie domowe.

Z muzyką liturgiczną jest tak jak z samą liturgią, z którą z kolei jest… jak z całym naszym życiem – ciągle bardziej gonimy ideał, niż go osiągamy. I to jest wersja optymistyczna – komuś się chce podejmować wysiłek, a efekty, raz większe, raz mniejsze, są dostrzegalne. Gorzej, jeśli ideał nie jest wyznacznikiem naszych działań – zarówno w życiu, jak i w liturgii i tym samym w muzyce liturgicznej. Tutaj efekty są również widoczne i słyszalne. Z takiego rozeznania – że mamy ciągle sporo lekcji do odrobienia, jeśli chodzi o praktykę liturgiczną w zakresie muzyki i śpiewu – wychodzi instrukcja Konferencji Episkopatu Polski dotycząca muzyki kościelnej. Formalnie okazją do wydania dokumentu jest 50. rocznica opublikowania przez Świętą Kongregację Obrzędów instrukcji „Musicam sacram”, która miała służyć przełożeniu na praktykę wskazań z konstytucji o liturgii świętej „Sacrosanctum Concilium” Soboru Watykańskiego II. Nie chodzi tu jednak o żadne świętowanie kolejnej rocznicy. Dokument jest wezwaniem do solidnej roboty na ciągle zaniedbanym (mimo wielu pozytywnych zmian) polu, jakim jest śpiew i muzyka liturgiczna.

To nie prywatka

Najważniejsze w tym dokumencie jest podkreślenie, że „muzyka w liturgii nie jest jej »oprawą«, ale integralnie wiąże się z celebracją świętych obrzędów”. A tym samym nie jest prywatną własnością księdza czy danej wspólnoty. Nie ma w niej zatem miejsca nie tylko na bylejakość i dowolność wyboru oraz wykonania pieśni, ale również na „sztukę dla sztuki”. Inaczej mówiąc: liturgia nie jest miejscem ani ekspresji charakterystycznej dla muzyki rozrywkowej, ani nawet tzw. uwielbieniowej, właściwej dla spotkań modlitewnych (czego niektóre wspólnoty nie są w stanie zrozumieć lub zaakceptować), ani też nie ma w niej miejsca na koncertowanie z dziełami z najwyższej półki, które stają się „gwiazdami wieczoru”, przysłaniając tym samym przeżywanie tajemnic wiary. „Celem muzyki liturgicznej jest chwała Boża i uświęcenie wiernych oraz budowanie wspólnoty wierzących” – piszą biskupi w instrukcji. „Należy bezwzględnie stać na straży wykonywania takiej muzyki liturgicznej, która jest autentyczną sztuką nakierowaną zawsze na świętość kultu, i wprowadzać do liturgii tylko to, co odpowiada świętości miejsca, godności obrzędów liturgicznych i pobożności wiernych. Nie wolno w liturgii wykonywać utworów o charakterze świeckim” – czytamy dalej.

Atrapa nie działa

Wskazania te – wydawałoby się oczywiste – nie byłyby potrzebne, gdyby nie pojawiały się przypadki, które ciągle wymagają korekty. Wielu z nas mogłoby zapewne wskazać parafie, do których najlepiej, żeby nikt niewierzący nie wchodził podczas liturgii. Z jednej strony niezbyt pociągający do wspólnego śpiewu głos organisty, kiepskie akordy na małym syntezatorze (instrukcja mówi wyraźnie, że instrument elektroniczny dopuszcza się jako tymczasowy, priorytetem są prawdziwe organy), ospała reakcja wiernych. Albo z drugiej strony – święte obrzędy „ubogacone” jazgotem kilku gitar i krzykliwym śpiewem paru nastolatek.

W instrukcji czytamy, że „nie każdy instrument odpowiada godności świątyni i jest w jednakowym stopniu zdatny do wzmacniania ducha modlitwy. Nie wolno używać w liturgii instrumentów przeznaczonych do wykonywania muzyki świeckiej (np. gitara elektryczna, perkusja, fortepian, syntezator)”. I to również nie jest problem teoretyczny, tylko odnoszący się do konkretnych nadużyć. Infantylizacja muzyki liturgicznej motywowana jest często chęcią przyciągnięcia młodzieży. To ślepa uliczka, bo młodzież tak naprawdę idzie za tym, co autentyczne i piękne. – W ludziach jest ogromna potrzeba prawdy i piękna – mówi Paweł Bębenek, kompozytor i animator muzyki liturgicznej. – Kościół ma niezwykłe dziedzictwo, jeśli chodzi o piękno muzyki i sztuki. To jest takie bogactwo, że nie musimy sięgać po środki świeckie. Co wcale nie znaczy, że one są złe. Są spotkania duszpasterskie, ewangelizacyjne, gdzie tego rodzaju muzyka może się pojawiać, ale nie w czasie liturgii. Jest wystarczająco dużo piękna w dziedzictwie naszej muzyki liturgicznej. Problem u nas stanowi to, że ta muzyka jest często wykonywana bez wiary i miłości. Najpiękniejsze są śpiewy najprostsze i pieśni tradycyjne. Staramy się z kolegami wydobywać je na światło dzienne ze starych śpiewników. Czasem zrobienie prostej aranżacji z towarzyszeniem kwartetu smyczkowego nadaje tym utworom nowe brzmienie. To są proste sposoby. Owszem, wymagają nakładu czasu, pracy, ofiary. Idealną sytuacją jest, gdy osoby, które chcą się tym zająć, a jest ich naprawdę dużo, mają wsparcie proboszcza – dodaje Bębenek.

Prostota pociąga

Paweł Bębenek jest uznanym kompozytorem nowych pieśni liturgicznych, które są odpowiedzią na wyraźne zapotrzebowanie na utwory proste, łatwe do zaśpiewania przez wszystkich wiernych, a zarazem przeniknięte modlitwą i treściami biblijnymi. Są też odpowiedzią na wezwanie płynące z instrukcji episkopatu: „Istnieje potrzeba tworzenia nowych melodii do tekstów antyfon na wejście i na Komunię, a także pieśni będących ich parafrazą. Niech przejęci duchem chrześcijańskim muzycy tworzą kompozycje liturgiczne”.

Wiele lat temu Paweł Bębenek i Piotr Pałka namówili krakowskich dominikanów do zorganizowania warsztatów muzycznych. Przychodzili ludzie, którzy chcieli ożywić liturgię, ale brakowało im inspiracji. Dzisiaj na podobne warsztaty w całej Polsce ciągną setki osób rocznie. – Tam ludzie przekonują się, że muzyka w kościele może być wykonywana profesjonalnie – powiedział mi kiedyś Hubert Kowalski, dyrygent i kompozytor. – Liturgia wymaga czegoś prostego. My komponujemy i pokazujemy, że piękną liturgię można tworzyć na różne sposoby – dodaje. Uważa, że warsztaty dodają odwagi pasjonatom. – Oni zaczynają wierzyć w siebie, widzą, że jest nas dużo, a potem wracają i zmieniają parafie. Bez rewolucji – dodaje Kowalski.

Wymogi a rzeczywistość

Czy taka profesjonalizacja muzyki liturgicznej jest możliwa wszędzie, czy raczej ma charakter elitarny? – Ja widzę, że jest duże napięcie pomiędzy wskazaniami, które są dosyć wymagające, a konkretnymi sytuacjami duszpasterskimi, w jakich muszą funkcjonować księża – mówi Bernard Wojtasiewicz z Warszawy, animator muzyczny Ruchu Światło–Życie, członek Centralnej Diakonii Muzycznej, na co dzień analityk systemowy IT w międzynarodowej korporacji. – Ostatecznie i księża, i wierni uczą się przez przykład. To, co robią z liturgią i muzyką liturgiczną m.in. proboszcz i kantor w parafii św. Jadwigi w Chorzowie, ma większą siłę oddziaływania niż jakiekolwiek instrukcje, bo ludzie widzą, że tam to wychodzi, czyli można – przekonuje warszawski animator. – Ale w praktyce nie mamy zbyt dużo przykładów wdrażania tych wymogów. Warsztaty liturgiczne są dobrą odpowiedzią na nasze czasy, mają pewien oddźwięk, ale też nie aż tak duży, biorąc pod uwagę skalę zjawiska. Bo ludzie jeżdżą tam setkami, a później w dużej części lgną do duszpasterstw, gdzie już jest poziom – dodaje. Opowiada, że w jego parafii na Ursynowie udało się wprowadzić „wariant pośredni”: na początku Wielkiego Postu zbiera się schola złożona z członków różnych wspólnot, którzy przygotowują śpiewy na Triduum Paschalne. – Na co dzień w parafii jest dobry chór i siostra organistka, która też porządnie gra. Ale mimo to jest zapotrzebowanie na coś więcej. W parafii musi być stały muzyk kościelny, który się tym zajmie. Jeśli myślimy przyszłościowo, to ktoś musi pedagogicznie poprowadzić tych ludzi. Nie jest to łatwe. Brakuje osób z pasją, które są w stanie warsztatowo podciągnąć młodzież. Efekt jest taki, że śpiewamy na tym samym poziomie, nie rozwijamy się, przez co śpiew na Mszy św. różnie wygląda – mówi Bernard. Jego intuicje znajdują potwierdzenie w instrukcji episkopatu: „W każdej parafii powinna pełnić służbę liturgiczną schola prowadzona przez muzyka kościelnego”.

Widzę niebo

Paweł Bębenek przyznaje, że w Polsce, choć jest wiele dobrych zmian, ciągle nie nadążamy za tym, co zalecają kościelne dokumenty o muzyce liturgicznej. – Mamy niesprecyzowany system zatrudniania organistów. Znam ludzi, którzy traktują to jako swoje powołanie – mimo ogromu pracy, trudnych warunków i nie zawsze jasno określonej pozycji – ale to trzeba usystematyzować. Ideałem jest dla mnie sytuacja, która miała miejsce w renesansie, kiedy Kościół był mecenasem artystów. Wtedy powstawały arcydzieła – mówi krakowski kompozytor. – Ważne jest też pytanie, czy ludzie, którzy prowadzą śpiewy, wiedzą, czym się zajmują. Wykonujemy muzykę sakralną, której nie jesteśmy właścicielami. O tym też warto pamiętać. Posługujemy się przecież często bezpośrednio treściami z Pisma Świętego, które nie są naszą własnością. Również same kompozycje nie są naszą własnością – myślę głównie o sprawach duchowych, a nie o prawie autorskim. Zanim zacznie się wykonywać muzykę liturgiczną, warto zadać sobie pytanie, dlaczego to robię. Święty Augustyn mówił, żeby żyć w zgodzie z tym, co się śpiewa. Idealna sytuacja to taka, kiedy każdy z wykonawców jest w stanie łaski uświęcającej. Bo wtedy może przekazywać prawdę – dodaje.

Jest to zbieżne z tym, o czym pisał kard. Joseph Ratzinger: „Można powiedzieć, że jakość muzyki zależy od czystości i wspaniałości spotkania z tym, co Boże, z doświadczeniem miłości i cierpienia. Im bardziej czyste i prawdziwe jest to doświadczenie, tym czystsza i wspanialsza będzie także muzyka, która z niego się rodzi i rozwija”. – Tęsknię do tego, żeby w kościołach można było usłyszeć akt wiary, który jest wyznaniem miłości: w dialogu z celebransem, ale też w śpiewach – dodaje Paweł Bębenek.

To też jest bliskie temu, o czym pisał Ratzinger, rozważając źródła muzyki: „Pierwszym jej źródłem jest doświadczenie miłości. Kiedy ludzie byli zauroczeni miłością, otwierał się im inny wymiar istnienia, nowa wielkość i perspektywa rzeczywistości”. Muzyka liturgiczna ma otwierać ludziom niebo. Jest nad czym pracować. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7