Jak w czasach Jezusa

7000 osób ze wspólnot neokatechumenalnych zostało w minione wakacje rozesłanych na cały świat, by przypadkowo spotkanym ludziom głosić Dobrą Nowinę. Wyruszyli bez pieniędzy, karty kredytowej, telefonu… Tak jak stali.

Uwierzyli w słowa Ewangelii, że Bóg się o nich zatroszczy. Nie mieli żadnego planu działania, byli w różnych miejscach, ich przeżycia były inne. Ale wszyscy dochodzili do podobnych wniosków. Dopóki liczyli na siebie, ponosili fiasko. Kiedy zdali się zupełnie na Boga, otrzymywali wszystko, co było im potrzebne. Bóg naprawdę o nich się troszczył. 130 misjonarzy, wśród których byli księża, klerycy z seminariów Redemptoris Mater, małżeństwa, osoby samotne, starsi i młodzi, zostało posłanych po dwóch w różne miejsca Skandynawii.

Wystarczyło zaufać

Ante Ljulj, kleryk pochodzący z Chorwacji, trafił do Finlandii. Pierwszą noc spędził w lesie, bo nie mógł znaleźć innego miejsca. Siąpił deszcz, było jakieś 7 stopni. Nad ranem w przesiąkniętym od deszczu ubraniu wyszedł na ulicę, by głosić Ewangelię. Opowiadał o Chrystusie człowiekowi, który w parku gier przegrywał swoje pieniądze. Spotkał satanistów. Następną noc spędził na dworcu. Tam się trochę przespał. Kiedy pomyślał, że jest mu bardzo ciężko, gorąco prosił Boga o pomoc. Protestant, z którym rozmawiał na ulicy, zaprosił go na nocleg i kolację. Innego dnia uchodźca z Iraku, który przeszedł na prawosławie, zaproponował mu mieszkanie u siebie. Sam przeniósł się do przyjaciela.

– Pukałem też do wielu domów bogatych ludzi. Nie chcieli mnie słuchać, nie zaoferowali pomocy. To było upokarzające. Ale Bóg pokazał, że nie zginę, choćbym nie miał żadnego zabezpieczenia, a upokorzenie... widać było mi potrzebne – mówi Ante.

Ksiądz Davide de Nigris jest wikarym w północnej Danii. Wraz z klerykiem z Litwy został posłany do 40-tysięcznego miasta w Szwecji. Po męczącym dniu bez jedzenia udali się do protestanckiego kościoła z pytaniem o jakąś noclegownię dla bezdomnych, mając nadzieję, że pastorowa zaprosi ich do siebie. Powiedziała, że nie zna żadnego takiego miejsca i po prostu ich przegoniła. Poszli do kościoła katolickiego, jedynego w mieście. Chłopiec, który właśnie zamykał drzwi, pozwolił im się tam przespać. Potem przyjęła ich kobieta z dwojgiem dzieci, parafianka. Na niedzielnej Mszy Świętej proboszcz poprosił ks. Davide, aby opowiedział o swojej misji w czasie kazania. Z kościoła misjonarze wyszli z kieszeniami pełnymi pieniędzy. Na mapie znaleźli klasztor. Jakieś 10 kilometrów od miasta. Poszli pieszo. Oddali siostrom brygidkom pieniądze. Rodziny z Kościoła katolickiego zapraszały ich do siebie. Pod koniec ewangelizacji nie dość, że nie cierpieli ani głodu, ani zimna, to jeszcze wszystkiego mieli w nadmiarze. Wystarczyło zaufać Panu Bogu.

Ksiądz Davide, zapytany, w którym momencie swojej misji najbardziej poczuł działanie Boga, odpowiedział: – Wtedy, kiedy jednemu spotkanemu na ulicy człowiekowi obwieściłem Dobrą Nowinę, a on zaczął mnie wyzywać, przeklinać. Nie czułem wtedy żadnej urazy, mówiłem dalej, błogosławiłem go. Spotkałem też wielu chrześcijan z krajów Bliskiego Wschodu: Iraku, Libanu, Syrii. Oni byli wylewni i wdzięczni za każde słowo. Po prostu głodni Boga.

Boży posłańcy

Księdzu Mikołajowi Kęcikowi, Polakowi na co dzień pracującemu na Islandii, w drodze losowania trafiło się towarzystwo Isaca Gomeza, 19-letniego Hiszpana z rodziny neokatechumenalnej, która mieszka w Danii. – Zostaliśmy posłani do miasteczka Savonlinna na wschodzie Finlandii. Przepiękne miejsce. Właśnie odbywał się tam festiwal opery, były więc filharmonie z Moskwy i Madrytu, tysiące turystów. Samo miasto ma około 20 tys. mieszkańców. Położone jest między jeziorami, małymi wyspami porośniętymi lasami. Cudo – opowiada ks. Mikołaj.

– Dwie pierwsze noce spędziliśmy na małej wysepce w obudowanym miejscu na ognisko. Pierwszego wieczoru udało się nam porozmawiać z kilkoma młodymi ludźmi, którzy zostawili nam trochę jedzenia na śniadanie. Drugiej nocy przyszedł strażnik leśny i kazał nam się wynosić.

Kiedy próbowali zasnąć, na wyspie pojawili się młodzi Rosjanie, hałasowali, rzucali kamieniami w ich stronę. – Długo musiałem się modlić, żeby się nie dać sprowokować. Komary, zimno i hałas. A rano jeszcze poślizgnąłem się i wpadłem do wody – wspomina. Nie widząc innego wyjścia, udali się do protestanckiej opieki społecznej, odpowiednika Caritas. – Tam nas wyśmiali, powiedzieli, że nie jesteśmy w systemie, więc nic dla nas nie zrobią. Dodali, że to, co robimy, jest głupie i nieodpowiedzialne. Że nikt nas tu nie potrzebuje. Potem przekonywali Isaca, żeby nie dawał się wrabiać takim głupim ludziom jak ja. Żeby uciekał. To był jedyny moment podczas tej ewangelizacji, kiedy Isac mógł bronić swojej wiary. Nigdzie nas nie chcieli, nie jedliśmy dwa dni. Jedyne, co nam zostało, to chodzenie ulicami i modlitwa – wspomina ks. Michał.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7