Niewidzialna armia

Nie wiadomo dokładnie, ile ich jest, bo nikt nie prowadzi statystyk. Ale zważywszy na to, że duchową adopcję podejmowało nieraz jednocześnie kilka tysięcy osób, dzieci poczęte ocalone przez modlitwę trzeba chyba liczyć w milionach.

Jesteśmy potężną niewidzialną armią Matki Bożej – mówi o ruchu duchowej adopcji Wiesława Kowalska, pedagog, od 36 lat zajmująca się obroną życia. W promocję dzieła zaangażowała się, gdy tylko ta idea trafiła do Polski. – W styczniu 1987 r. ukazał się w „Rycerzu Niepokalanej” artykuł Pawła Milcarka na ten temat, a już 2 lutego składaliśmy w warszawskim kościele Świętego Ducha, u ojców paulinów, pierwsze przyrzeczenia – opowiada.

Z kolan, nie z pomysłów

Paweł Milcarek, dziś znany filozof i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Christianitas”, znalazł obrazek z modlitwą duchowej adopcji, opracowaną przez Błękitną Armię Matki Bożej Fatimskiej, w katedrze westminsterskiej w Londynie. – Obrazek przedstawiał Świętą Rodzinę, a na odwrocie była tylko ta modlitwa i zachęta, by dołożyć do niej coś od siebie – wspomina. – Byłem poruszony tym znaleziskiem, zwłaszcza że w Polsce uczestniczyłem w krucjacie modlitewnej w obronie życia nienarodzonych. Gdy tylko wróciłem do kraju, przetłumaczyłem tę modlitwę i napisałem artykuł. Sam zobowiązałem się w nim do podjęcia dzieła duchowej adopcji i zaprosiłem ludzi do włączenia się w nie. Znajomi z duszpasterstwa Straży Pokoleń, działającego przy kościele Świętego Ducha, uznali, że to wpisuje się w ich misję. Byłem potem zaskoczony rozmiarami tego dzieła, bo w wiele rzeczy w życiu wkładałem mnóstwo trudu, a z owocami bywało różnie. W tym przypadku przekazałem tylko impuls, który przeszedł już potem w ręce innych ludzi.

Jedną z takich osób była właśnie Wiesława Kowalska, która już wcześniej, podczas pobytu w Fatimie, a także podczas modlitwy o wylanie darów Ducha Świętego, otrzymała od Boga wyraźne znaki rozbudzające w niej pragnienie ratowania życia. Od początku dzieła odbyła wiele tysięcy spotkań w Polsce i za granicą, podczas których dzieliła się osobistym świadectwem i zachęcała do podejmowania duchowej adopcji. – Żadnego z tych spotkań nie inicjowałam, starałam się tylko być dyspozycyjna wobec planów Pana Boga – wyznaje. – Idziemy tam, gdzie On nas posyła. Bez sponsorów, struktur, reklamy, bo tym się różnią dzieła Boże od ludzkich, że opierają się na modlitwie. Przez ten czas doświadczyłam na swojej drodze wielu znaków i słyszałam mnóstwo opowieści potwierdzających Boże działanie. Byłam świadkiem nawróceń i uzdrowień cielesnych.

– Ci, którzy modlą się bezinteresownie, odkrywają dobro w swoim życiu – podkreśla o. Stanisław Jarosz, paulin, moderator Ruchu Krzewienia Duchowej Adopcji. – Nigdy nie działaliśmy bez modlitwy, rozeznawania, pytania, co teraz mamy robić. Z tego dzieła powstawały kolejne apostolstwa w obronie życia i rodziny. Rodziły się z kolan, nie z pomysłów.

Dziecko ze snu

Do Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego zaproszeni są wszyscy: świeccy i duchowni, kobiety i mężczyźni, dzieci i osoby starsze. Polega ona na modlitwie w intencji jednego, znanego tylko Bogu dziecka zagrożonego zabiciem w łonie matki. Przez 9 miesięcy odmawia się codziennie jedną tajemnicę Różańca oraz modlitwę zaczynającą się od słów „Panie Jezu” (jej tekst publikujemy w ramce). Do tego możemy dołączyć własne dobrowolne postanowienia. Przyrzeczenie duchowej adopcji najlepiej złożyć w sposób uroczysty w kościele (lista kościołów, gdzie można tego dokonać, znajduje się na stronie www.duchowa-adopcja.pl), ale można też zrobić to w modlitwie indywidualnej. Dłuższe, np. miesięczne zaniedbanie przerywa duchową adopcję. W takiej sytuacji należy odbyć spowiedź i rozpocząć modlitwę od początku. W przypadku krótszej przerwy wystarczy wydłużyć praktykę o liczbę dni opuszczonych.

Osoby podejmujące dzieło nie znają dziecka, za które się modlą, dlatego wydaje się, że najważniejsze owoce tej modlitwy pozostają przed nimi zakryte. W dużym stopniu to prawda, jednak zdarza się, że Bóg i tutaj daje nadzwyczajne znaki. – Znam historię kapłana, który po 8 miesiącach duchowej adopcji uświadomił sobie, że „jego” dziecko ma niedługo przyjść na świat – opowiada Wiesława Kowalska. – W nocy miał sen: zobaczył zderzenie dwóch aut, a potem kobietę rodzącą na poboczu i ciężko rannego mężczyznę. Kilka dni później został wezwany do szpitala. Człowiekiem, który prosił o spotkanie z księdzem, okazał się mężczyzna ze snu. Wszystko się potwierdziło: ten wypadek naprawdę się wydarzył, a na poboczu przyszła na świat dziewczynka – cała i zdrowa. – Ojcze, ona by się nie urodziła, wydaliśmy już na nią wyrok, ale w pewnym momencie coś się w nas zmieniło. Teraz wiem, że to Pan Bóg dotknął naszych serc – mówił ten mężczyzna.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7