Kościół na pustyni

Czy to hangar? Czy to samolot? Nie, to nowy kościół katolickiej parafii świętej Trójcy w Lipsku. Jego losy pokazują, jak trudne jest życie Kościoła w mieście, w którym kwestie wiary mało kogo obchodzą.

Jeszcze przed poświęceniem nowa świątynia parafii Świętej Trójcy w Lipsku była na językach mieszkańców miasta – mówiono o niej ze względu na nietypową, futurystyczną bryłę oraz centralne położenie, zaraz naprzeciwko zabytkowego Nowego Ratusza. Tematem była także „ekologiczność”, wykonana jest bowiem z materiałów w minimalnym stopniu zanieczyszczających środowisko, zaś energię czerpie ze źródeł geotermalnych i zamontowanych na dachu ogniw fotowoltaicznych. Zresztą samo postawienie nowego kościoła we wschodnich Niemczech bardzo rzadko się zdarza, to już temat sam w sobie. Bo, pomyślmy, ile można by za wydane na to pieniądze postawić przedszkoli…

Bez domu

Georg Burghardt ma 82 lata i nie potrzebuje przedszkola – potrzebuje za to kościoła, w którym mógłby się pomodlić. Gdy w 1946 roku trafił do Lipska z Dolnego Śląska, jego nowa parafia nie miała domu, a kościół zniszczył nalot bombowy w 1943 roku. Rządzący po wojnie w NRD komuniści nie pozwolili na odbudowanie budynku. – Ślub mój i żony odbył się w sali tanecznej przerobionej na kaplicę. Przez kilkadziesiąt lat musieliśmy się tułać. Odprawienie Mszy św. umożliwiały nam parafie ewangelickie. To było wspaniałe, ale jednak nie byliśmy u siebie – mówi „Gościowi Niedzielnemu”. Dopiero w 1982 roku enerdowskie władze dały pozwolenie na budowę nowej świątyni, na bagnie. – Bardzo szybko w piwnicy pojawiła się woda, regularnie nas podmywało.

Woda lała się także przez dach – opowiada 82-letnia Christa Burghardt, żona pana Georga. Już w 2000 roku zapadła decyzja o przeprowadzce, choć proces starania się o miejsce i w końcu sama budowa trwały długo. Ale w końcu udało się: 9 maja tego roku odbyło się poświęcenie. Wydarzenie odbyło się z wielką pompą, wziął w nim udział m.in. nuncjusz apostolski w Niemczech, a papież Franciszek wysłał nawet z tej okazji list do wiernych, który został przeczytany podczas uroczystości. – Ten kościół nie pozostanie samotną wyspą w obcym otoczeniu. Wyciąga swoje ręce do miasta i daje mu siebie w prezencie. Otwiera swoje drzwi także dla tych, którzy nie znają Chrystusa – pisał do wiernych ojciec święty. A tych jest w Lipsku bardzo wielu, aż 80 proc. mieszkańców to osoby niewierzące, ateiści bądź agnostycy. Zaledwie 4 proc. mieszkańców miasta to katolicy, protestanci stanowią 12 proc. populacji. – Niewierzący są raczej obojętni wobec Kościoła. Miały miejsce protesty przeciwko budowie nowej świątyni, oparte głównie na nieprawdziwych argumentach, jakoby miasto ją sponsorowało. Ale to raczej był margines. Większości osób wiara nie interesuje – mówi „Gościowi Niedzielnemu” Ansbert Maciejewski, radny Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej w lipskiej radzie miasta. – Chodziłem do szkoły w czasach NRD i byłem jedynym katolikiem w klasie. Zdarzało się, że koledzy mi dokuczali, ale częściej to nauczyciele zwracali uwagę na moją odmienność. Ważne było oparcie w rodzinie, w parafii. Takie doświadczenie mają właśnie katolicy w Saksonii. Jeśli było się katolikiem w tamtych czasach, trzeba było znać odpowiedź na pytanie, dlaczego się wierzy. Dlatego współcześnie katolicy we wschodnich landach różnią się od tych w zachodnich Niemczech: my nie występujemy z Kościoła z byle powodu – tłumaczy. Także uczestnictwo w niedzielnej Mszy św. jest częstsze niż na zachodzie, na co wskazują kościelne statystyki.

Pomoc w orientacji

Od upadku komunizmu minęło jednak już ćwierć wieku. Simeon Unger nie pamięta czasów NRD; ma 14 lat i jest ministrantem, jednym z 38 w parafii. – Dla mnie być katolikiem oznacza odnosić swoje myśli do Boga i czuć, że mnie chroni – tłumaczy. Jego brat, 15-letni David, także służy do Mszy św., jest też aktywny w grupie młodzieżowej, która przygotowuje m.in. oprawę Eucharystii dla młodych. Mówi, że to sprawia mu przyjemność i daje poczucie wspólnoty z innymi katolikami. Nastolatki modlą się razem, śpiewają, mają także zespół muzyczny. Z sakramentami jest już gorzej, co prawda przystępują do Komunii św., ale do spowiedzi już niekoniecznie. – Nie czuję potrzeby, mogę równie dobrze porozmawiać z kimś innym, by poczuć się lepiej – mówi 16-letnia Agnes Müller, także zaangażowana w grupę młodzieżową. Starsi spowiadają się, powiedzmy, raz do roku. Trudno przekonać wiernych do spowiedzi, sporo osób nie zgadza się z nauką Kościoła dotyczącą np. etyki seksualnej, młodzi odrzucają ją wręcz powszechnie. Jednocześnie chcą nadal być w Kościele.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9