Z kazaniami jest źle? Serio?

Ten komentarz jest odpowiedzią na krytykę polskich kazań. Ostatecznie zainspirował mnie Piotr Żyłka ("Do seminarzystów i księży") i Małgorzata Wałejko ("Nie-Dobra Nowina. Bóg polskich kazań"). Ale że sprawa ta siedzi mi od dawna na wątrobie, to i ja powiem szczerze, co myślę. Najpierw będzie to komentarz emocjonalny, a potem refleksja systematyczna, w której jednak nie pożegnamy się całkiem z emocjami.

1. Komentarz emocjonalny

Ludzie kochani! Co Wam się stało? Przecież jeszcze  nigdy w historii Polski nie było tak dobrze z kazaniami jak jest dzisiaj! Nigdy dziesiątki tysięcy nie słuchało rekolekcji przez Internet! Nigdy żaden polski duchowny nie gromadził tylu co Szustak czy Pawlukiewicz! Nigdy nie było takich możliwości odsłuchania kazań, jakie są dzisiaj: w samochodzie, w Internecie, na spacerze z mp3! (formaty do wyboru: audio, video, prywatne strony z tekstami, setki książek). Nigdy w Polsce nie było tylu samochodów, autobusów, rowerów i pociągów, żeby dojechać do innego kościoła! Nie widzicie tego? Naprawdę? Nie potraficie usłyszeć i dzielić się Dobrą Nowiną?! Jeszcze 25 lat temu każdy z moich rówieśników mógł tylko pomarzyć o dobrych kazaniach. Czytało się Skargę i tyle. Czemu więc zamiast cieszyć się i dziękować Bogu, to narzekacie?

Jak by się czuł Jezus i jego uczniowie, gdyby jeden z nich „wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia” wyjechał z tekstem: „Jest fatalnie, Jezu. Nauczałeś trzy lata i co z tego? Nie zrozumieli Cię. Zabili. Z 5 tysięcy, którzy dostali chleb, żaden nie był po Twojej stronie. Z tych, co pili wino w Kanie, ani jeden nie przyniósł Ci nawet wody. Z tych, których wskrzesiłeś, żaden nie przyszedł na pogrzeb. Już kiedy mówiłeś o Chlebie, zaczęli od Ciebie odchodzić. Bez sensu trzymać się tak trudnych tematów. A my, którzy słuchaliśmy Twego słowa codziennie, nawet nie byliśmy w stanie wytrwać pod krzyżem. I Ty teraz mówisz, że posyłasz nas do ludzi? Z czym do ludzi? Z takim słowem? Przecież ono nie działa! Jeśli Ty, doskonały kaznodzieja, nie byłeś w stanie za 3 lata zebrać nawet kilkudziesięciu osób, to co my możemy? Ludzie i tak nie przyjdą do Kościoła!"

Można było wygarnąć Jezusowi. Można było wygarnąć też uczniom. Ale ludzie Wielkiej Nocy zamiast narzekania słyszą: „Pokój Wam! Weźcie Ducha Świętego”.

Zamiast krytyki kazań, trzeba było wybrać parę pozytywnych przykładów. Podziękować za nie i podzielić się Duchem Świętem tak autentycznie, żebyśmy jego mocą mówili do ludzi chociaż trochę lepiej. Wystarczyło postawić na Dobrą Nowinę...

2. Komentarz systematyczny

Jest źle

Oczywiście, że jest źle z polskimi kazaniami. Tak jak jest źle z kazaniami we Włoszech, Niemczech, Anglii czy Ameryce. Tak jak jest źle z troską o liturgię, o śpiew. Jak jest źle z religią, katolickimi mediami i dziennikarską rzetelnością. I tak jak jest źle ze świeckimi, do których można się doczepiać całą wieczność, sypać anty przykładami z rękawa i straszyć, że jeśli się nie poprawią, to odejdziemy od kapłaństwa, bo naszym powołaniem było pracować z owcami a nie z …

Jest źle. Czyli jest normalnie. Kościół bowiem jest szpitalem, w którym chorzy są również księża. Nie każdy z nas ma talent do kazań. Wielu z nas jest niewiernymi Tomaszami, którzy nie potrafią mówić „Pan mój”, bo to jeszcze nie ta niedziela. Wielu, chociaż zobaczyło Jezusa Zmartwychwstałego, dalej zamyka się z lęku przed innymi ludźmi, bo nie nadeszła jeszcze godzina Ducha. Wiemy, jak trzeba głosić, tak jak chorzy z amputowanymi nogami wiedzą, co to znaczy chodzić. Ale łzy nam płyną po policzkach, kiedy siłą wyciągacie nas z wózka i mówicie: „Wstawaj! Chodź! Bo inaczej nie uwierzę w Jezusa”.

Jeżeli wierzycie w Chrystusa, bądźcie miłosierni.

Na chorobę lekarstwo

Skoro jest źle, to trzeba szukać odpowiednich lekarstw.

Przede wszystkim warto się za księży modlić. Modlić za ich słowo. Jeśli wierzycie w siłę modlitwy.

Można i pisać artykuły o kazaniach, ale osobiście jestem sceptykiem. To tak jak z tymi słynnymi bilbordami. Już widzę, jak księża czytają takie teksty, nawracają się, zmieniają sposób głoszenia i teraz już będą głosić dobrze. Już dużo lepiej byłoby kierować konkretne uwagi do konkretnego księdza. Pamiętając jednak o tym, że nikt nie trafi do wszystkich. I nie ma takiego księdza, który do nikogo nie trafił.

Można poprawić homiletykę w seminarium, ale ta wbrew pozorom nie jest taka zła. Już 20 lat temu nagrywaliśmy swoje kazania kleryckie na video, by móc potem dyskutować nawet nad wyglądem kaznodziei.

Można być bliżej Jezusa. To fakt. Wbrew pozorom staramy się. Jeździmy na rekolekcje. Modlimy się codziennie. I wiemy, że bez bliskości z Nim nie da się mówić o Nim. I choć różnie z tą naszą świętością, to przecież nikt nie wytrzymałby 6 lat w seminarium, gdyby nie miał osobistego doświadczenia Jezusa i Pana. Wiemy też, że chociaż nasi rodzice nie wyglądali na zakochanych, to jednak się kochali. I wiemy też, że bez bliskości z Bogiem nie da się czasem słuchać nawet najlepszych kazań.

Zawsze może być lepiej i to nie jest tak, że my nie chcemy nad tym pracować. Każdy z nas chciałby mówić dobre kazania, tak jak każdy niewidomy chciałby kiedyś widzieć. Pytanie tylko, czy wszyscy mamy w sobie na tyle pokory, żeby przyjąć, ze niektórzy do końca życia nie będą widzieli, a niektórzy do śmierci będą mówić kiepsko?

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Ja
    18.04.2015 14:30
    Najgłupsze "kazanie" z którym się spotkałam to żywot Mike'a Tysona. Słuchałam, czekałam na pointę która by pokazała sens odczytania tej historii życia, ale ta nigdy nie nadeszła. Czułam się jakby się księdzu wikariuszowi nie wydrukowała ostatnia strona tekstu.
  • _jasiek
    19.04.2015 17:52
    Zawsze w okolicy soboty/niedzieli oczekuję niecierpliwie na nowe kazanie na Tuba Cordis: https://www.youtube.com/user/TubaCordis

    Na swojego duszpasterza też nie narzekam.

    Polecam nauki Księdza Profesora Tadeusza Guza pomagające zrozumieć źródła zamieszania w dzisiejszym Kościele, Księdza Profesora Wldemara Chrostowskiego czy świadctwa Siostry Michaeli Pawlik o zagrożeniach ze strony wierzeń hinduskich.
  • XYZ
    19.04.2015 21:00
    Kiedyś ksiądz z mojej parafii opowiedział o tym, jak pozbył się stresu podczas mówienia kazań: wyobraził sobie ze jest przed nim pole kapusty, i w związku z tym mówi do główek kapusty. Zadziałało.
  • M.R.
    19.04.2015 21:21
    Ostatnimi czasy nie wypowiadam się tutaj. Przyznam, że przeczytałem dwa teksty: Pani Wałejko i powyższy.
    Z Panią Wałejko mam dwa problemy - pierwszy, że to Więź (Co może być dobrego z Więzi?) Zaznaczam, że przez kilkadziesiąt lat byłem prenumeratorem Więzi, Znaku I Tygodnika Powszechnego, ale od 15 - 20 lat tych periodyków nie czytuję. Owszem zaglądam do nich sporadycznie, po to tylko, by utwierdzić się w przekonaniu, że to strata czasu.
    Drugi problem jest taki, że Pani Wałejko ma 100 % racji. To skandal, że na kazaniach i w Kościele katolickim w kraju nie głosi się Dobrej Nowiny o Jezusie Chrystusie, tylko najczęściej jakieś pobożnościowe dyrdymały. Duszpasterze emigracyjni już o tym wiedzą - o ile Kościoły w kraju są JESZCZE pełne, to na emigracji praktykuje ok. 2 % polskich katolików. A katolik z tradycji, po przekroczeniu granicy staje się prawie automatycznie poganinem, który nieraz żyje gorzej niż poganin! I jest to wina krajowego duszpasterstwa, które nie jest nakierowane na indywidualną relację z Jezusem, o której mówił Benedykt XVI, i indywidualne nawrócenie, tylko na utrzymanie duszpasterskiego status quo - czyli utrzymanie frekwencji. Mamy obecny lud Boży w Kościele, który jest w nim tylko fizycznie, "bo tak trzeba, bo tak ojciec i matka uczyli, bo tak wszyscy robią". A gdy nie robią - to nie ma ludu Bożego w Kościele. Tacka jest jeszcze pełna, ale za moment nic jej nie uratuje, gdyby to o tackę chodziło, a nie o zbawienie ludzi. Więc całkowita zgoda - przepowiadanie musi ulec zasadniczej zmianie, a nie tylko wyrzuceniu z Kościoła "Ojca, który rozgniewany rózgami siecze". Jednocześnie jednak Pani Wałejko nie ma racji - bo tych nawróceń wywołanych kazaniami niedzielnym i nie spodziewam się zbyt wiele. Rewolucja, która jest konieczna w Kościele - rzeczywisty powrót do Ewangelii Jezusa, mogłaby się Pani Redaktor jednak nie spodobać. Bo nie o kazania chodzi, a o budowanie autentycznych wspólnot, w których ludzie będą wzrastali w Bogu. Nie o churching chodzi, a o przemianę moją i mojej parafii. Ocenianie błędów w kazaniu z tej perspektywy - prowadzi donikąd. Bo nawet, jeśli nie będzie błędów na kazaniach - ludzie nie będą mieli gdzie wzrastać w Bogu.
    Z tej perspektywy apoteoza homiletyki ks. Węgrzyniaka jest zupełnie chybiona, bo jest nie na temat! Ks. Węgrzyniak w ogóle nie polemizuje z Panią Wałejko! On broni jakości kazań i rozwoju technicznych możliwości korzystania z wielu różnych. Przecież nie o to chodzi, że z każdego kazania, nawet najgorszego można coś wyciągnąć, czy, że nie każdy jest wybitnym kaznodzieją, ale daje świadectwo swoim życiem! Jeśli nie głosimy Ewangelii Jezusa, to głosimy jakąś swoją naukę, a w tej sytuacji - po co w ogóle chodzić do takiego Kościoła, który nie jest Chrystusowy? Jak dla mnie, księża mogą mówić fatalnie, mogą dukać i jąkać się, ale o tym, że nasze zbawienie jest wyłącznie w Jezusie Chrystusie. A NIE JAKIEŚ POBOŻNE DYRDYMAŁY O NICZYM. Ksiądz nie ma prawa głosić niczego, co nie prowadzi ludzi do nawrócenia - przemiany życia. Tu nie ma miejsca na umoralniające pobożnościowe dyrdymały, czy ewidentne błędy teologiczne, odwracające wiernych od Boga. Tyle, że Pani Wałejko też taki błąd popełnia, gdyż ja bałbym się takich kazań który wyłącznie "spoufalałyby nas z Bożym miłosierdziem". Biada człowiekowi, który nie przygotowany staje przed Majestatem Bożym!
    Rzecz w tym, że samo głoszenie Ewangelii o Bogu Miłosiernym i wezwania do nawrócenia nie wystarczy, jeśli ludzie nie poczują się członkami wspólnoty, która będzie prowadziła ich do duchowego wzrostu w Jezusie. Z tego punktu widzenia - ks. Węgrzyniak nie zrozumiał w ogóle problemu.
    Problem jest taki, że nie chodzi o poprawę jakości homiletyki, tylko o jej całkowitą przemianę. Do tego ta przemiana "jakościowa" będzie bezwartościowa, jeśli nie będzie za nią stała budowa autentycznych wspólnot wzrostu życia duchowego. Tacy ludzie, po opuszczeniu znanego siebie środowiska, wspólnoty, nie zatracą się, nie zginą, tylko zbudują wspólnotę życia, w nowym miejscu - i rozprzestrzenią Ewangelię o Jezusie dalej.
    Owszem, przed Kościołem w kraju stoi karkołomne zdanie, ale zupełnie inne niż to zostało opisane w obydwu artykułach. I to jest być albo nie być Kościoła!
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11