Miłość (nie) z tego świata

„Jaka mam być i co robić, byś Ty był szczęśliwy?” – pisała do swojego narzeczonego św. Joanna Beretta Molla. Miała przepis na małżeństwo tak wyborny, że gdyby przestrzegać jego reguł, rozwody przeszłyby do lamusa. Ale przepis niełatwy…


Historia św. Joanny Beretty Molli wydaje się dobrze znana: matka, która heroicznie oddała życie za swoje dziecko. Ale świętość Włoszki wychodzi poza horyzont obrony życia. Beretta Molla była świętą żoną. – Moja mama postawiła wysoko poprzeczkę – mówi mi Pierluigi Molla, syn świętej. – Miała mocny charakter, wiedziała, czego chce: małżeństwa, rodziny, opartej wyłącznie na Bogu i Jego prawie. W jednym z listów do taty napisała: „Pietro, chcę być dla Ciebie silną kobietą z Ewangelii”. Nie z feministycznych, nawołujących mężatki do pseudoniezależności i wolności tabloidów, ale z Ewangelii! Przejmujące jest to stwierdzenie. 
Choć w małżeństwie Mollów nie brakowało trudnych chwil, a Gianna nieraz musiała zagryzać zęby, z listów, które pisała do męża, wyłania się pomysł, jaki Bóg ma na trwałe małżeństwo i rodzinę. Gdyby na najbliższym synodzie przeczytać tylko te listy? Gdyby przypomnieć tylko tę niełatwą historię?


Jak Wieczernik


Rok 1950. Gianna Beretta pracuje na oddziale szpitala w Magenta, pod Mediolanem. Młody inżynier Pietro Molla spędza całe dni w pobliskiej fabryce. Zjawia się w szpitalu ze swoją umierającą siostrą Teresą. Gianna bada ją. Przyszli małżonkowie widzą się po raz pierwszy. „Wtedy nie zamieniliśmy ani słowa. Potem były jeszcze dwa spotkania w laboratorium w Mesero i w kościele na Mszy” – opowiada Pietro Molla w rozmowie rzece z Elio Guerriero. – „W pamiętniku zapisałem: »Dziękuję Bogu za to dobre spotkanie«”. 
– A potem wszystko potoczyło się tak, jak zaplanowała jedna z moich ciotek. Zaprosiła ich oboje na Boże Narodzenie 1954 r. na spektakl do La Scali – mówi mi Pierluigi Molla. 
Pietro Molla: „Zakochałem się po uszy. Jej piękne oczy, fizyczna atrakcyjność, dobroć zafascynowały mnie. Nie wiedziałem jednak, jak jej to powiedzieć. Na szczęście Gianna była bardziej przebojowa ode mnie i wystartowała pierwsza. Ona była otwarta i pogodna, ja byłem zamknięty i nieco przygaszony”. Po kilku miesiącach byli już małżeństwem.

Pietro miał 
43 lata, a Gianna 33. 
Gianna myślała wtedy o wyjeździe do Brazylii, gdzie chciała pracować jako lekarka-misjonarka w amazońskiej puszczy z bratem. Nie myślała o założeniu rodziny. „Dowiedziałem się o tym już po ślubie. Przypadkiem. Gdybym wiedział wcześniej, że mam przed sobą dziewczynę, która chce być osobą konsekrowaną, nie zdecydowałbym się na małżeństwo” – wspomina Pietro Molla. – „Ale Gianna wyznała mi, że odkryła dzięki mnie powołanie do małżeństwa”.


Rok 1955, kwiecień. Gianna i Pietro zaręczają się. „Zacznijmy nasze oficjalne zaręczyny Mszą św. i przyjmijmy Komunię” – proponuje Gianna. Byli przeszczęśliwi. Pojechali razem na narty do Bormio. Na zdjęciach z tego wyjazdu widać, jak Gianna promienieje. 
Data ślubu została wyznaczona na 24 września 1955 r. „»Jeszcze tylko 20 dni i będę Gianną Mollą«, mówiła mi Giannina. Zaproponowała, byśmy przygotowali się, poszcząc przez trzy dni i modląc się razem. Do głowy by mi to nie przyszło. Ale skoro chciała, tak było” – wspomina Pietro. 10 dni przed ślubem Gianna napisała: „Chcę, by nasza nowa rodzina była wieczernikiem zgromadzonym wokół Jezusa”.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6