Lotnisko pełne cudów

Jedni przyjeżdżają do Trzcińca, żeby podzielić się wiarą, inni – żeby jej poszukać. Odnajdują Boga w muzyce, zabawie i w drugim człowieku. 


Od pięciu lat dawne lotnisko wojskowe pod Czaplinkiem zamienia się nie tylko w pole ewangelizacyjne i salę koncertową dla najlepszych chrześcijańskich zespołów muzycznych. To także scena, na której rozgrywa się wielka przygoda z Panem Bogiem. 


Z zaskoczenia


– Gdyby mi ktoś powiedział tydzień temu, że dobrowolnie przesiedzę pół godziny w kaplicy, to raczej bym go wyśmiał – Piotrek ze śmiechem kręci głową. Niekonwencjonalna fryzura, obowiązkowo niedosznurowane glany i koszulka z logo metalowego zespołu potwierdzają, że trudno zaliczyć go do tych „grzecznych”. 
– Przyjechałem na koncerty, żeby poskakać i się pobawić – nie ukrywa nastolatek. – Nie przeszkadzało mi, że to „kościelna” impreza, ale też trochę się bałem, że siłą nas będą ciągnąć na Msze, albo księża kropić wodą święconą. A tu całkowita wolność. Chcesz to idziesz, nie, to nie. Trochę mnie to zaskoczyło, więc pogadałem z jednym księdzem i… poszedłem do spowiedzi – opowiada. 


Takich, jak on wśród ponad pół tysiąca uczestników Boskiego Festiwalu nie brakuje. Potwierdzają to posługujący na polu namiotowym i w jego sąsiedztwie księża. Kilkunastoosobowa ekipa duchownych ma zawsze stułę pod ręką i dużo czasu na poważne rozmowy. 
– Trafiają tu bardzo różni ludzie, z różnym doświadczeniem. Wśród nich są i tacy zaangażowani, głęboko zakorzenieni w Kościele i tacy, którzy są mocno pogubieni – przyznaje ks. Adam Kiziuk ze Szczecina, opiekun diakonii ewangelizacyjnej. Przyjeżdża do Trzcińca od pięciu lat i nieraz miał okazję się przekonać, że na Boskim Festiwalu dzieją się Boże rzeczy.

– Festiwal to okazja do spotkania, także w takich niezobowiązujących sytuacjach. Wszystko odbywa się w klimacie wolności i dużej życzliwości. Znam wiele osób, które przyjechały tu pierwszy raz dla koncertów, a dostały znacznie więcej. I teraz wracają. Pan Bóg dociera do ludzi własnymi drogami, a przestrzeń sejmiku chyba stwarza taką możliwość, żeby lepiej usłyszeć o Jego dziełach w życiu ludzi – mówi salezjanin. 
– Wielu ludzi się tutaj nawraca, właśnie na festiwalu spotykają Jezusa. Myślę, że to właśnie sposób na to, żeby dzisiaj mówić ludziom o Bogu, wychodzić poza mury kościołów. Nie możemy siedzieć i czekać albo chować się po kątach. Idziemy więc do nich, a pomaga nam Matka Boża – śmieje się Wojtek Konieczny, który przyjeżdża na festiwal z Konina. Razem z przyjaciółmi z ekipy ewangelizacyjnej rozmawia z uczestnikami imprezy o wierze, o wartościach, o tym, jak Bóg może działać w życiu. 


 

Młodzi młodym


Boski Festiwal to reaktywacja Salezjańskich Sejmików Młodzieżowych, które od 1988 r. odbywały się w skrzatuskim sanktuarium. Ich inicjator, zmarły przed trzema laty ks. Kazimierz Lewandowski, zaprosił na nie młodzież poszukującą, z pogranicza Kościoła, a nawet deklarująca się jako niewierzący. Pomysł na odświeżenie tej idei po 11-letniej przerwie pojawił się wśród salezjańskiej młodzieży. 
– Na którymś spotkaniu oazowym padło hasło, że warto byłoby tę ideę wskrzesić. Wszyscy bardzo się zapaliliśmy do tego pomysłu, zaczęliśmy szukać kontaktów z ciekawymi ludźmi, zespołami, szukać odpowiedniego miejsca, no i pieniędzy. Udało się i działamy – opowiada Kornelia Bilenda ze sztabu organizacyjnego.


Siła festiwalu polega właśnie na tym, że organizują go młodzi dla młodych. Prawie setka wolontariuszy dba o każdy aspekt festiwalu. Patrycja przyjechała z Kobylnicy niemal tydzień wcześniej, żeby wszystko przygotować, zanim na lotnisku zjawią się goście. Nie żałuje jednak poświęcenia końcówki wakacji na ciężką pracę. – Zbieranie śmieci i roznoszenie papieru toaletowego to wszystko dla życia wiecznego! – śmieje się, poprawiając pomarańczową kamizelkę służby porządkowej. – Jestem w oazie, w diakonii, a więc mam służyć. Przez służbę ludziom, służymy Bogu. A to można robić nawet przez najprostsze rzeczy – opowiada.


Pierwszy raz na festiwal przyjechała przed trzema laty. Wróciła za rok, ale już jako członek ekipy przygotowującej festiwal. – Techniczni mają więcej obowiązków i nie mogą uczestniczyć we wszystkich punktach festiwalu. Ale nie czuję, żeby mnie cokolwiek omijało. Przeciwnie, wiem, że jestem potrzebna – dodaje zanim pobiegnie do obowiązków. 
Oprócz diakonii porządkowej są też ekipy medialna, ewangelizacyjna i modlitewna – mniej widoczna, za to nie mniej potrzebna: modli się o pomyślność całego przedsięwzięcia i wstawia się w intencjach uczestników. 
Przez cały rok młodzi szukają też sposobów na to, jak sfinansować festiwal, dbają o reklamę i wynajdują gości, którzy zagrają lub podzielą się swoim świadectwem podczas czterech festiwalowych dni.

– My niczym nie różnimy się od ludzi, którzy tu przyjeżdżają. Też mamy rozmaite problemy, też poszukujemy, potrzebujemy umocnienia. Stąd gości staramy się dobierać tak, by dostać odpowiedź także na nasze pytania i rodzące się wątpliwości – dodaje Kornelia. 
Podczas tegorocznych spotkań można było porozmawiać m.in. z egzorcystą, chłopakami z zespołu Full Power Spirit czy Gabrielem True, nawróconym gangsterem. – To było naprawdę mocne świadectwo, zmuszające do zastanowienia się, czego ja właściwie chcę od życia i czy jestem gotowy na konsekwencję swoich wyborów – kiwa głową Piotrek, gdy wracamy po spotkaniu. – Sam na szczęście takich problemów nie mam, ale kilka razy poczułem, że chyba jestem na równi pochyłej – wyznaje. 


 

Dać szansę Panu Bogu


Agata i Klaudia przyjechały z Torunia. Dla nich także to kolejny festiwal. – Mnóstwo serdeczności i otwartych serc. To pomaga, kiedy widzisz tyle młodych osób, które wierzą, mają te same wartości. To żywy, młody Kościół, w którym każdy znajdzie miejsce dla siebie. No i bycie katolikiem wcale nie oznacza bycie nudnym i ponurym – chwalą imprezę. 
– To nieprawda, że my, wierzący, jesteśmy w mniejszości, stanowimy margines. Może po prostu trudniej nas zobaczyć w mediach. Ale dla młodych ludzi to z pewnością ma znaczenie, gdy zobaczą, jak ich jest dużo. Może doda im otuchy i sił do tego, by być świadkiem Jezusa także na co dzień, w swoich środowiskach? – zastanawia się ks. Adam Kiziuk. 
Boski Festiwal to przede wszystkim muzyka. Na scenie amfiteatru przy salezjańskim Domu Młodzieży wystąpiło w tym roku ośmiu wykonawców, wśród nich Bethel i Pax Unity.

– Muzyka dla wielu jest haczykiem – nie ukrywa ks. Jacek Grochowski, szef festiwalu. – Nie zrażamy się tym, że ktoś z uczestników nie przyjdzie na Mszę św., czy na nabożeństwo właśnie teraz, właśnie w tym roku. Pan Bóg ma dla wszystkich odpowiedni czas. Już słyszałem poruszające, piękne świadectwa ludzi, którzy przyjechali ponownie, bo coś ich dotknęło, coś w nich zaskoczyło. Opowiadają o pięknych spowiedziach, idą na Eucharystię. A potem mówią, że sami po sobie się tego nie spodziewali, nawet nie myśleli, przyjeżdżając tutaj, że coś takiego przeżyją – opowiada salezjanin i dodaje z uśmiechem: 
– Młodzi przyjeżdżają, pobawią się, a Pan Bóg ma pole do działania. Tu nie ma wykładów ewangelizacyjnych. To nie nasze słowo, nie nasza mądrość sprawia, że ci ludzie się nawracają. My budujemy Panu Bogu scenę, On jest głównym dyrygentem i muzykiem festiwalu.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6