Wielki pot

Meteorolodzy alarmowali: padnie rekord. Ze względu na upał bez ważnego powodu nie należy wychodzić z domów. Widać mieli ważny powód, skoro poszli.

Jezus, gdyby akurat szedł z XXXIII pielgrzymką krakowską, mógłby powiedzieć: „Ten zaś rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko modlitwą i... potem”. Media alarmowały od rana: „Uwaga! Rekordowe upały nad Wisłą”. Maszeruję w tłumie pielgrzymów. Na bezchmurnym niebie wariuje bezlitosne słońce. Na czarnych sutannach i habitach kapłanów tworzą się gigantyczne białe plamy zaschniętej soli. „Panie, przymnóż nam wiary” – szepczą pod nosem zmordowani pielgrzymi, przerabiając na własnej skórze dewizę tegorocznej pielgrzymki. Tego dnia 8,5 tysiąca ludzi maszerujących z Krakowa na Jasną Górę z utęsknieniem czekało na realizację apokaliptycznej zapowiedzi: „Nie porazi ich słońce ani żaden upał”.

Raziło słońce, upał zabierał oddech, asfalt topił się pod nogami. „Ziemia licha, piachy niebywałe” – napisałby Stachura. Wysuszone jak wiór iglaste lasy Jaroszowca, Olkusza, rezerwatu Pazurek nie dają wprawdzie chłodnego upragnionego cienia, ale choć na chwilę stają się przeciwsłonecznym parasolem. „Dzielmy się wiarą jak chlebem” – śpiewają pielgrzymi. Drga suche jak pieprz powietrze. Woda w butelkach staje się obrzydliwie letnia. Za peletonem maszerują kapłani. Spowiadają. Inni głoszą konferencje, prowadzą Różaniec, śpiewają. Czapki z głów – chciałoby się zawołać, gdyby nie to, że w takim ukropie byłoby to gestem niezwykle ryzykownym.

Teściowa w pakiecie

Kosmołów. Blady świt. Pieją koguty. Trwa Msza. Wszystkie połacie trawy, na które pada kawałek cienia, szczelnie oblepione przez pielgrzymów. „Dziś ma być rekordowa temperatura” – głośniki niosą głos kapłana. „Buuu!”. „Ale za to drugi odcinek drogi będziemy szli przez las”. Oklaski. „Niestety, po piachu” „Buuuu!”. „Wiem, że wielu idzie w intencji znalezienia dobrej żony” – z megafonów płynie głos celebransa. „Proponuję, byście załatwili sprawę kompleksowo. Módlcie się o pakiet: »Dobra żona plus dobra teściowa«”. 7.30. W pola ruszają traktory. Sianokosy w pełni. Celebrans przypomina: „Papież Franciszek zapytany o najważniejszą cnotę odpowiedział: to miłość, czyli dawanie miejsca drugiej osobie. Genialne! Dziękujemy proboszczom z Kosmołowa i Sułoszowej. Daliście miejsca innym”. Oklaski. „Uwaga, ruszamy! – z głośników płynie komenda. – Ustawiamy się dwójkami, trójkami, dziesiątkami, piętrami, jak chcecie. Idziemy!”. Ponad 8-tysięczny tłum (w wee- kend, gdy zelżą upały, liczba ta wzrośnie o kolejne 30 proc. – opowiada inż. Andrzej Bac, koordynator pielgrzymki) rusza się z miejsca. Kolejne „powstanie krakowskie”. Wśród pielgrzymów jest spora grupa członków ruchu Comunione e Liberazione. Grupą szóstą dowodzi biskup Grzegorz Ryś. Ruszam tuż za nim. Krok w krok. Jego homilie chłonę od lat jak gąbka. Czytałem niedawno „Rut Moabitkę. Krewną Boga” – opowieść o Bogu, który z miłości jest w stanie złamać prawa, jakie sam ustalił! Wygłosił ją w czasie ubiegłorocznej pielgrzymki. „Za przypadkiem kryje się prowadzenie Pana Boga. To Bóg prowadzi historię. Bądźmy przekonani, że w naszym życiu nie ma przypadków. Nie ma nic takiego, co się trafia” – mówił wówczas. Uf, jak gorąco. Widocznie i ten skwar czemuś służy... „Co słyszę?” – uśmiecha się szelmowsko biskup Grzegorz. „Sercanki mają problem z przebaczeniem? Bóg przebacza, sercanki nigdy. A ja myślałem, że to o Cracovii było…”. Słowom biskupa towarzyszą salwa śmiechu i miarowy stukot butów.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5