Kłamstwo rwandyjskie

Kościół w Rwandzie nigdy nie namawiał, ani nie brał udziału w ludobójstwie. To nie księża zabijali ludzi w kościołach, ale hordy często pijanych i znarkotyzowanych morderców.

Tak abp Henryk Hoser odpowiada na oskarżenia „Newsweeka”, dotyczące Kościoła rwandyjskiego i jego  samego.  Ich autorką jest Aleksandra Pawlicka, która do tez reportażysty Wojciecha Tochmana dołożyła wiele swoich kłamstw.  

Rzezie przed i po ludobójstwie 

To, co się stało w Rwandzie w 1994 r., było ludobójstwem, którego nie da się porównać z żadnym innym.  W  ciągu trzech miesięcy – między kwietniem a lipcem – zostało zamordowanych od 800 tys. do 1,1 mln osób. Każdego dnia ginęło około 10 tys. ludzi. Liczbę tych, którzy mordowali, oblicza się na 120–150 tys. Zabijali głównie maczetami, których 250 tys. sztuk rząd rwandyjski sprowadził trzy miesiące wcześniej z Chin. Podobno w promocyjnej cenie.  Tego, co stało się tamtego roku w Rwandzie – małym kraju o powierzchni nie większej od województwa mazowieckiego, gęsto zaludnionym, a z racji położenia nazywanym „krainą tysiąca wzgórz” –  nie da się zrozumieć. Można tylko wskazać na przyczyny etniczno-społeczne i polityczne, sięgające czasów, gdy Rwanda była pod protektoratem Belgii. To państwo obarcza się odpowiedzialnością za wzniecenie nienawiści między dominującym liczebnie plemieniem Hutu a Tutsi, którzy przez kolonizatorów byli faworyzowani. 

W latach 60. ub. wieku sytuacja się odwróciła – w wyniku wojny w 1959 r. władzę przejęli Hutu, a  dziesiątki tysięcy Tutsi uciekło do sąsiednich państw. Ich potomkowie w latach 80.  utworzyli w Ugandzie Rwandyjski Front Patriotyczny (RFP), który w 1990 r. rozpoczął marsz po władzę w rwandyjskiej Kigali.  – Na północy Rwandy dochodziło do mordów dokonywanych przez Tutsi z RFP na członkach plemienia Hutu, do palenia wiosek, egzekucji. Kilkaset tysięcy osób zostało zamkniętych w obozach – mówi dziennikarz Dariusz Rosiak, autor książki „Żar. Oddech Afryki”. – To nie relatywizuje winy tych, którzy dokonali ludobójstwa po 6 kwietnia 1994 r., w żaden sposób nie usprawiedliwia rzezi na Tutsi, ale kontekst polityczny jest ważny – podkreśla. Punktem zapalnym, który rozpoczął ludobójstwo, było zestrzelenie 6 kwietnia 1994 r., nad rejonem kontrolowanym przez RFP, samolotu z prezydentami Rwandy i Burundi. Hutu sięgnęli po maczety. Skala ludobójstwa mogłaby być mniejsza, gdyby nie postawa ONZ. Żołnierze z misji ONZ w Rwandzie – MINUAR – otrzymali  zakaz interwencji, po czym 3000 żołnierzy zostało wycofanych. Nietrudno zgadnąć, że brak pomocy wynikał z tego, że Rwanda nie ma ani strategicznego położenia, ani surowców naturalnych, a w dodatku carstwa zainteresowane były wówczas upadkiem apartheidu w RPA. USA zaś przeżywały swoją porażkę w Somalii. Jak napisała Agata Buda na portalu spraw zagranicznych psz.pl,  ofiarami ludobójstwa w Rwandzie „byli zarówno Tutsi, jak i Hutu, misjonarze z Europy oraz żołnierze ONZ”. 20 proc. ofiar to byli umiarkowani Hutusi, którzy nie chcieli dołączyć do morderców.  – ONZ nie dopuściła do publikacji zamówionego raportu amerykańskiego konsultanta Roberta Gersony’ego, który liczbę ofiar RPF obliczył na 20–45 tys. osób – mówi Dariusz Rosiak.

– Według danych ONZ, w następnym roku zginęło ok. 60 tys. Hutusów. I dodaje: – W Rwandzie nie było dwóch ludobójstw, ale w odwecie za mordy na Tutsi po przejęciu przez nich władzy zginęły setki tysięcy Hutusów – zarówno w Rwandzie, jak i w sąsiednim Zairze. Gersony odkrył fakty, które pokazywały, że terror wobec Hutusów miał stać się jednym z podstawowych narzędzi polityki nowego rządu i dlatego nigdy nie został opublikowany. „Teraz obowiązuje doktryna, że ludobójstwo dokonywane było głównie na Tutsi. Jeśli ktoś uważa inaczej, nazywany jest negacjonistą. Wprowadzono też neologizm do języka lokalnego: nie mówi się już »itsemba-mboko« czy »itsemba mbaga«, lecz »jenoside Tutsi« – ludobójstwo dotyczące Tutsi, i tylko w takim znaczeniu to pojęcie może być używane” – mówił w wywiadzie dla KAI  abp Henryk Hoser. Dariusz Rosiak, który kilkakrotnie odwiedził Rwandę, podkreśla, że kto kwestionuje tę jedyną dopuszczalną wersję historii, i każdy, kto domagałby się prawa do pamięci o zamordowanych Hutu, łamie obecne rwandyjskie prawo. Wielu ludzi za taki „negacjonizm” idzie do więzienia. – Wojciech Tochman prezentuje rządową wersję historii, dokonuje uproszczeń, wysuwa  jednoznaczne zarzuty moralne wobec ludzi, którzy stanęli w obliczu śmierci – dodaje. –  A ponieważ w Polsce prawie nikt nie ma pojęcia, o czym Tochman mówi, przyjmuje się jego wersję jako prawdę objawioną.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7