Światła odblaskowe

Gdy po wielu dniach tułaczki dotarła do Krakowa wraz z pierwszymi kandydatkami do zakonu, nie miała nic. Ani pieniędzy, ani znajomości, ani miejsca, gdzie mogłyby zamieszkać. Miała tylko przekonanie, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. I to wystarczyło.

Gdy w roku 1915 w Wielki Piątek 25-letnia Zofia Tajber wchodziła do kościoła św. Aleksandra w Kijowie, nic nie zapowiadało przełomu w jej życiu. Młoda, wykształcona kobieta dawno już porzuciła „przesądy” dzieciństwa i nie zamierzała się modlić. Chciała tylko obejrzeć Boży grób, tak jak się ogląda dzieło sztuki. Od wielu lat nie przestąpiła progu świątyni. Wierzyła w Boga Stwórcę, ale Kościół i sakramenty zostawiła „prostaczkom”, którzy, jak sądziła, naiwnie dają się zwodzić klerowi.

Pustka

Miejsce religii w jej sercu zajęła muzyka. Grę na fortepianie studiowała w konserwatoriach Warszawy, Berlina, Kijowa… Jednak ani sztuka, ani filozofia, ani osiągnięcia rozwijającej się psychologii nie były w stanie wypełnić pustki, która boleśnie drążyła jej wnętrze. W kościele panował klimat zadumy i adoracji. Wielu ludzi klęczało przed Najświętszym Sakramentem. Zofia poczuła się nieswojo. Nagle, jasno i w sposób dla niej całkowicie niespodziewany, uświadomiła sobie, że stoi wobec tajemnicy bezgranicznej miłości, która jest odpowiedzią na nurtujące ją pytania. „Odczułam niezwykłą promieniującą siłę skierowaną z monstrancji wprost na mnie z tak silnym wpływem miłości, dobra, pokoju, że nie mogłam się oprzeć tej błogiej pociągającej mnie sile miłości – Miłości Boga-Człowieka, Który, widać, ujrzawszy mnie stojącą przed Nim po tyloletnim odejściu od Niego, wpatrywał się w moją biedną, zmęczoną, zabłąkaną duszę” – pisała zdumiona. Był to moment, który jak błyskawica rozdarł ciemności błędu. Łaska prawdy rzuciła ją na kolana, równocześnie podnosząc ku nowemu życiu. To był jej Damaszek. „Odczułam, że Chrystus Pan za mnie był umęczony. Umarł, aby mnie uratować, zbawić i zdobyć na wieki.

Odczułam, że to właśnie Ten, Którego dusza moja bezustannie szuka i za Którym tak tęskni! Poznałam w tym momencie, że moje odejście od Chrystusa Pana i Kościoła sprawiła straszna, zabójcza pycha we mnie, bowiem nie znając należycie Wiary Świętej i krytykując jednostronnie wszystko w niej według poglądów Marksa, wpadłam w straszny błąd, który zniszczył we mnie to nieznane mi »coś«, co łączy duszę z Bogiem, a które muszę, jak przeczuwałam, koniecznie na powrót odzyskać”. Z kościoła wyszła już inna. Jak Szaweł w pierwszej chwili była oślepiona niespodziewanym przewrotem, w którym jej dotychczasowa „mądrość” okazała się mydlaną bańką. I jak on, zaczęła z całą gorliwością, ze wszystkich sił służyć Temu spotkanemu na drodze Jezusowi. Z natury żarliwa, niecierpliwa i radykalna nie umiała robić czegoś na pół gwizdka. „Chciałam wynagrodzić Bogu za te zmarnowane lata – wspominała. – Więc poddałam się działaniu Ducha Świętego i chciałam oddać się Jezusowi”. Krok po kroku Zofia odkrywała swoje życiowe powołanie. Znając z własnego doświadczenia sytuację ludzi pogubionych w chaosie bezbożnych ideologii, była przekonana, że trzeba ludziom przypomnieć o duchowym wymiarze życia, o największym skarbie człowieka: o nieśmiertelnej duszy. Dlatego postanowiła założyć nowe zgromadzenie zakonne poświęcone czci Duszy Jezusa.

Jazda bez trzymanki

Czasem mam okazję głosić konferencje na Seminariach Odnowy Wiary. To świetna forma katechezy dorosłych, której celem jest pełniejsze otwarcie się na działanie Ducha Świętego. Kiedy jedni z entuzjazmem opowiadają o „wylaniu Ducha Świętego”, inni kręcą nosem: „Co to za nowinki rodem od zielonoświątkowców? Przecież jest chrzest święty i bierzmowanie, nie wystarczy?”. Wystarczy. Rzeczywiście, nie można mówić o jakimś nowym udzielaniu Ducha Świętego, tak jakby to sakramentalne było wybrakowane. Modlitwa o wylanie Ducha jest prośbą o „aktywowanie” darów już wcześniej złożonych w naszych duszach. Na szczęście są takie osoby, którym dane było przyjąć sakrament bierzmowania z głęboką wiarą i pragnieniem darów i charyzmatów Ducha Świętego. Jedną z nich była Zofia Tajber. Po swoim nawróceniu uświadomiła sobie, że nie jest bierzmowana i postanowiła uczciwie się do tego wydarzenia przygotować. Inspiracją było pewne kazanie. Otóż w dzień Zielonych Świątek w 1916 r. uczestniczyła we Mszy św. w kościele pw. św. Mikołaja w Kijowie. Podczas homilii usłyszała, że uroczystość Zesłania Ducha Świętego jest nie tylko pamiątką wydarzeń sprzed 2 tys. lat, lecz dniem, gdy rzeczywiście Duch Święty zstępuje na wiernych. „Żeby chociaż jedna osoba znalazła się wśród was i zapragnęła tych łask i darów, które Duch Święty pragnie wnieść sobą – mówił kaznodzieja – Bóg to wziąłby ją za narzędzie do swego działania i wielkich dokonałby rzeczy dla dobra ludzkości”. Zofia miała wrażenie, że ksiądz mówiąc to, patrzy na nią. Wzięła sobie te słowa do serca. Bóg dotrzymał obietnicy. Sakrament bierzmowania przyjęła 22 lipca 1918 r. w prywatnej kaplicy bp. Dubowskiego. „Kdy Ksiądz Biskup trzymał wzniesione ręce nade mną i modlił się z żarliwością – ujrzałam w duchu kilkanaście wielkich spadających kropel o żółtawym kolorze jakby z wysokości Niebios przez ręce Arcypasterza jedne na prawe i lewe ramię, inne na moją głowę, uderzając mnie jakoby swoim ciężarem.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5