Między bielizną 
a margaryną

Mamy niezwykłego Newsa i powinniśmy korzystać z wszystkich środków, 
żeby jak najwięcej 
ludzi go usłyszało. Jezusa trzeba „sprzedawać” tak jak coca-
-colę – uważa specjalistka od PR-u Monika Marta Przybysz.

– Jezus nie szedł tylko do pobożnych, ale do wszystkich, którzy Go potrzebowali. Dzisiaj też musi docierać tam, gdzie są ludzie. Jesteśmy zanurzeni w kulturze konsumpcyjnej, rozerotyzowanej. Można powiedzieć, że ludzie żyją między bielizną a margaryną. I tam trzeba im także mówić o Bogu. 


Zastanawiam się, czy każdy medialny kanał nadaje się do głoszenia Ewangelii. Czy nie redukuje się wtedy wartości duchowych do rzeczy konsumpcyjnych? 


– Przypomina mi się Maria Magdalena, która wylewała drogocenny olejek na stopy Jezusa. Judasz się oburzał, że to jest marnotrawstwo, ale Jezus powiedział „niech to robi”. Ktoś, kto spotkał prawdziwą Miłość, krzyczy z radości, chce to okazać. Jeśli głosi się prawdziwie Ewangelię, to się jej nie sprowadza do wartości konsumpcyjnych. Abp John Foley, były szef Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu, mówił, że Jezusa trzeba „sprzedawać” tak jak coca-colę. Czyli w tych miejscach, gdzie sprzedaje się colę, korzystając z tych środków i metod. Nie możemy się spodziewać, że ktoś zrobi specjalny blok na „poważne” reklamy. To byłoby getto.


Ale Pana Jezusa, przepraszam za wyrażenie, nie kupuje się tak samo jak coca-coli. To jest zupełnie inna decyzja: chcę kupić colę, a chcę kupić Jezusa.


– Dobra chrześcijańska reklama nie polega na tym, że głosimy w niej prawdy wiary. Taka reklama ma inny cel. Przypominamy zabieganym ludziom np., że w niedzielę jest Msza św., że są rekolekcje czy noc konfesjonałów. Reklamą nie doprowadzimy ludzi do Jezusa Chrystusa, ale pokażemy te miejsca i momenty, gdzie można Go spotkać. Właściwa ewangelizacja nie odbywa się w mediach, ale zawsze twarzą w twarz. Ale reklama jest zaproszeniem. Wiadomości telewizyjne ogląda pięć milionów ludzi, do których możemy dotrzeć z informacją „idź do spowiedzi”. Bardzo prosty komunikat, który będzie trwał siedem sekund. 


Zawsze marzył mi się taki spot przed sobotnim filmem czy wiadomościami przypominający „Jutro niedziela. Nie zapomnij o Bogu!”. Ale taka reklama to koszty idące w miliony złotych. Zastanawiam się, czy kogoś w Kościele w Polsce na to stać? 


– Czasem obawiamy się kosztów, ale nie szukamy możliwości. W pewnym mieście na jednym z dużych wyświetlanych ekranów pojawiła się informacja o godzinach Mszy św. i spowiedzi. Proboszcz poszedł do właściciela i zapytał, ile by kosztowała taka informacja, bo zmieniły się właśnie godziny nabożeństw. Usłyszał „Nic, bo ja jestem parafianinem”. Google dawał możliwość darmowego reklamowania instytucji zbierających 1 proc. podatków. Telewizja publiczna ma misję społeczną i z tego wynikają pewne zobowiązania. Jest sporo możliwości. Przecież jeśli policzymy powierzchnię wszystkich płotów wokół kościołów, to okaże się, że mamy największą przestrzeń reklamową na świecie. Gdyby na wszystkich płotach zawisł ten sam plakat na przykład o obronie życia poczętego... Podkreślam – ten sam plakat. W reklamie ważna jest tzw. multiplikacja przekazu. Wielokrotnie powtarzany ten sam przekaz utrwala się. Mamy sporo możliwości, ale czasem nie potrafimy współpracować. W Singapurze fenomenem było to, że zrzutkę na wspomnianą kampanię zrobiło 120 różnych Kościołów chrześcijańskich. Tak powstał spory budżet. Byłam blisko ostatniej ewangelizacji Warszawy. Wszystko zaczęło się od tego, że kilku biznesmenów chciało wydać pieniądze na ewangelizację, na SMS-y i billboardy w metrze. Wyzwaniem nie są pieniądze, ale umiejętność współpracy, działania razem na rzecz jednego celu, bez przepychania własnej wizji. 


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12