Dialog bronią Kościoła

W sporach z ideowymi przeciwnikami katolicy nie powinni dążyć do ich zniszczenia, lecz przekonywać do naszych racji, nawet jeśli druga strona wypowiedziała nam wojnę.

Walka czy kapitulacja

Deklaracja wojenna Lisa, który w ostatnim czasie stał jednym z liderów światopoglądowych liberałów, mogła ucieszyć katolików niechętnych dialogowi, ponieważ może potwierdzać słuszność ich postawy, że dialog z drugą stroną jest niemożliwy. Oceniając stosunek katolików w Polsce do ideowych przeciwników najczęściej sprowadza się go do dwóch postaw, stwarzając wrażenie, że są one reprezentatywne dla wszystkich ludzi wierzących w Polsce. Z jednej strony wskazuje się na katolików „zamkniętych”, skupionych na budowaniu swojej egzystencji w gronie ludzi podobnie myślących, ograniczających do niezbędnego minimum kontakt z „zepsutym światem”, który krytykują, obarczając go odpowiedzialnością za całe zło, często także za własne niepowodzenia. Głos ich przedstawicieli w debacie publicznej sprowadza się do ostrych ataków na przeciwników i dążeniu do wyeliminowania ich. Z drugiej strony mamy katolików „otwartych”, nastawionych na kontakty z ideowymi adwersarzami, debaty, dyskusję, aby przekonać ich do naszych racji. W skrajnej postaci oba te nurty prowadzą do odejścia od nauczania Kościoła. Dzieje się tak, gdy „otwarci” zaczynają uznawać, że katolicyzm jest jedną z wielu propozycji, a inne są równorzędne, albo gdy uznają krytykę drugiej strony i przechodzą na ich pozycje, jak np. były dominikanin Tadeusz Bartoś. Z kolei „zamknięci” bywają tak bardzo skupieni na walce ze złem, że nie zauważają, iż ich metody stają się czasem dalekie od przesłania Ewangelii. Okładają więc inwektywami innych, jak np. Wojciech Cejrowski, w sposobie działania przestając się różnić od ideowych przeciwników. Droga „otwarcia” może doprowadzić do utraty tożsamości, z kolei „zamknięcia” do utraty miłości. W wymiarze publicznym mamy obowiązek dążyć do tego, aby prawo odpowiadało naszej wizji świata, np. aby aborcja czy in vitro były zakazane. Jednak, aby to osiągnąć, trzeba przekonać do tego większość. Jak? Nie uległością, czy działaniami wojennymi. Musimy iść drogą, którą wskazał na Chrystus.

Dialog w prawdzie i miłości

Wśród ludzi, którzy wypowiedzieli nam wojnę i chcą nas zniszczyć, są cynicy wykorzystujący antyreligijne nastroje politycznie, jak środowisko Janusza Palikota czy media spodziewające się, że dzięki atakom na Kościół wzrośnie im sprzedaż. Ale są też ludzie szczerze przekonani do swoich racji, wierzący, że to, co reprezentuje katolicyzm, stanowi zagrożenie dla ich wizji świata. Niezależnie od motywacji, jaką się kierują, wszyscy oni powinni być objęci naszą troską i szacunkiem. Nawet gdy nas nie szanują i nami pogardzają. Zwłaszcza wtedy, gdyż historia chrześcijaństwa pokazuje, że właśnie w takich warunkach często działali wyznawcy Chrystusa, a mimo to nasza wiara rozkwitła na całym świecie. Dziś nasza sytuacja jest z pewnością trudna, ale czy można powiedzieć, że trudniejsza niż pierwszych chrześcijan? Na pewno nie. W jaki więc sposób mamy przeciwstawić się ideom niezgodnym z naszą wiarą, a jednocześnie przekonać inaczej myślących do naszej wizji świata? Klucz leży w wierze. Podstawą naszej relacji do świata musi być wiara, z której wynika wierność Ewangelii, katolickiej etyce i nauczaniu Kościoła. Dlatego Benedykt XVI, kontynuując dzieło Jana Pawła II, bardzo wyraźnie wskazuje na konieczność nowej ewangelizacji. Aby przekazać Chrystusa innym, konieczny jest dialog, spotkanie z drugim człowiekiem, nawiązanie relacji. Nie po to, aby kogoś upokorzyć, ale by dać świadectwo swojej wiary. Często uczestniczę w dyskusjach z ideowymi adwersarzami i zwykle kończą się one utrzymaniem stanowisk i szybkim rozejściem się po ich zakończeniu. Zdarzyło się jednak, że po debacie w TVP przedstawiciel Ruchu Palikota, z którym się ścierałem, podszedł do mnie i poprosił o kontakt, abyśmy mogli dalej rozmawiać. Nawiązaliśmy relację, która daje szansę na głębszą rozmowę niż spór przed kamerami. Czy jednak moja wiara jest dostateczna, abym był dla niego świadkiem Boga? Osobą często podawaną jako przykład dialogu z inaczej myślącymi jest nieżyjący już bp Jan Chrapek; można wręcz powiedzieć, że posiadał on taki charyzmat. Jednocześnie często był atakowany, że jest „zbyt” otwarty, że bywa w środowiskach jeśli nie wrogich, to na pewno dalekich od Kościoła. Już po jego śmierci jeden z proboszczów parafii na warszawskim Ursynowie ujawnił mi, że bp Chrapek przyprowadzał do niego funkcjonariuszy ministerstwa spraw wewnętrznych, którzy mieli w pobliżu swoje osiedle, aby ich ochrzcić. Dzięki swej otwartości bp Chrapek otwierał innych na Boga. Gdy człowiek wierzący kontaktuje się z osobą niewierzącą, czy nawet nastawioną wrogo do wiary, przede wszystkim powinien myśleć o jej zbawieniu. Wbrew obrazowi katolików, jaki rysują media, nagłaśniając skrajne postawy, jestem przekonany, że większość z nas ma tego świadomość i dlatego, mimo ataków i bolesnych razów, jesteśmy otwarci na dialog prowadzący do wiary.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9