Bóg na Androidzie

Za 38 lat będą tu pływały ogrody. Na razie jest gigantyczny plac budowy. I mnóstwo ewangelizacyjnych pomysłów, którymi Szczecin zadziwia Polskę.

Na peronie w Zakopcu zaczepią cię kobieciny z nieodłącznym: „Tanie noclegi” na ustach. W Szczecinie ziewający dyskretnie kierowca busa pyta wprost: „Do Berlina?”. I dziwi się, że nie pakujemy się do jego samochodu. Do stolicy Niemiec jedynie 130 kilometrów (dwie godzinki jazdy, darmowe – przynajmniej na razie – autostrady).

Do Warszawy aż 560. Na hasło: „Proszę na lotnisko” taksówkarz zareaguje: „Na które? Berlińskie czy w Goleniowie?”. Do granicy jedynie 20 kilometrów. Gdy wschodni Niemcy pakowali przed laty manatki, by wyjechać na zachód, ich miejsca w blokach zajmowały setki Polaków. Przy granicy zdarzają się wioski, w których mieszka na przykład… dwudziestu kilku fryzjerów. Strzygą taniej niż ich niemieccy koledzy po fachu.

Ogrody. Pływające i niebieskie

Blady świt. Miasto budzi się do życia. Podróżnych wita gigantyczny napis „Pogoń Szczecin”. W falach Odry odbijają się potężne portowe dźwigi. Rachityczne promienie słońca ślizgają się po dachach. Billboardy zapowiadają, że w 2050 roku Stettin stanie się „floating garden” – pływającymi ogrodami. Projekt nawiązuje do międzynarodowej nazwy miasta i prezentuje je jako kombinację wysp, kanałów, marin, plaż i zatok. Patrząc na miasto, nie można rzucić: „na zachodzie bez zmian”. Przez długie lata wpadło ono wprawdzie w stan hibernacji i komunistycznego letargu, a w starych, odrapanych murach można było nawet znaleźć ślady kul z czasów II wojny. Na miejscu zniszczonych budynków starego miasta wybudowano proste, socjalistyczne, szare klocki.

Dziś Szczecin jest wielkim placem budowy. Remontowane są ulice, elewacje budynków. Z gigantycznej katedry św. Jakuba wychodzi właśnie ekipa remontowa. Aż nie chce się wierzyć, że jeszcze w 1973 roku zrujnowana, zamieniona w kupę cegieł świątynia straszyła mieszkańców miasta. Wypalone oczodoły okien, sterty cegieł, rozkład. Władze chciały ją nawet rozebrać, ale na szczęście jeden z konserwatorów zabytków za pieniądze przeznaczone na rozbiórkę rozpoczął odbudowę świątyni. Dziś katedra przeżywa renesans. Spory w tym wkład proboszcza ks. Jana Kazieczki (wczoraj wskoczył na rower i ruszył wraz z innymi szczecińskimi pielgrzymami cyklistami na Jasną Górę). W świątyni proste, surowe wnętrze sprzyja modlitwie. Siostry jadwiżanki wawelskie, które przez cały rok z benedyktyńską cierpliwością zajmują się katechumenatem dorosłych, poprawiają właśnie kwiaty pod wizerunkiem Matki Boskiej Ostrobramskiej. W Szczecinie po II wojnie wylądowało sporo mieszkańców Wilna.

Do dziś wraz z dziećmi i wnukami świętują 4 marca słynne Kaziuki, a w potężnych murach katedry słychać wschodni zaśpiew. W 1982 roku odbyła się powtórna konsekracja katedry. W tym roku Jakub świętuje 825. rocznicę swej konsekracji. To naprawdę robi wrażenie. Apostoł stał się patronem katedry, bo pierwotny kościół stanął na usianym muszelkami szlaku z krajów nadbałtyckich do Santiago de Compostela. Miasto jeszcze smacznie chrapie. Za Szczecin modli się na pewno siostra Miriam od Krzyża – pustelniczka, jedna ze szczecińskich karmelitanek, która złożyła dozgonny ślub milczenia. To tu powstawały piosenki chóru Deus Meus, tu siostra Franciszka Godlewska komponowała rozpoznawalne w całej Polsce hity: „Święte imię Jezus”; „Niechaj zstąpi Duch Twój”, „Dotknij Panie moich oczu” czy „Już teraz we mnie kwitną Twe ogrody” (niepływające wprawdzie, jak chcą gospodarze miasta, ale zawsze...).

Kolorowe jarmarki

Po ulicach mali jak mróweczki ludzie spieszą do pracy. Patrzymy na nich z wysokiej, ponadstumetrowej wieży katedralnej. Do punktu widokowego dojeżdża się dwoma nowoczesnymi windami. Pod nami Szczecin. Jak na dłoni. Wokół bezkresne zielone lasy i mnóstwo kanałów. Zieleń i woda zajmują ponad połowę powierzchni miasta. – A w tamtym budynku urodziła się caryca Katarzyna – pokazuje ks. Maciej Pliszka. Za tydzień, 20 lipca, rusza Jarmark Jakubowy – jedna z wizytówek miasta. Ksiądz Maciej, organizator imprezy, w ciągu godziny odbiera kilkanaście telefonów. Wszystko trzeba zapiąć na ostatni guzik. Koncerty Raz Dwa Trzy; Kapeli ze Wsi Warszawa, występy zespołów ludowych, recitale organowe, konkursy na smaki miodów i najlepszą potrawę regionalną. Wieje. Wichry dwukrotnie obracały w gruz potężną wieżę. – Nazywam tę katedrę dumną i pokorną – opowiada ks. Pliszka.

– Dumną, bo przemawiają za nią wieki, a pokorną, bo wielokrotnie była pustoszona i ogałacana. Jarmark Jakubowy wystartował 4 lata temu. Wówczas na uliczkach Szczecina towary wystawiło 20 wystawców. Dziś jest ich dziesięć razy więcej. Zainteresowanie przerosło oczekiwania organizatorów. Przez kilka dni wokół katedry wre jak w ulu. Fenomenem jest to, że jarmark organizuje Kościół, a nie jak w innych miejscach miasto czy agencje reklamy. – Niezwykle ważne są proporcje: najpierw modlitwa, potem stragany – opowiada ks. Pliszka. – Jarmark rozpoczyna się rekolekcjami (poprowadzi je ks. Frank Mbida z Kamerunu), a każdego dnia do katedry przychodzi na modlitwę tłum jarmarcznych gości. Najmocniejszym ewangelizacyjnym akcentem będą zorganizowane po jarmarku rekolekcje ewangelizacyjne (23 lipca, godz. 18.00) i Msza św. z nabożeństwem uzdrowienia (24 lipca). Odprawią je ojcowie Antonello Cadeddu i Enrique Porcu, którzy przylecą nad Odrę z Brazylii. Samba nad Odrą Brazylia na dobre zadomowiła się w Szczecinie.

Nie myślę jedynie o Pogoni, w której kilka lat temu grało kilkunastu Brazylijczyków, a zespół stał się jedynym niebrazylijskim klubem na świecie, zbudowanym niemal w 100 proc. z zawodników tego kraju. W mieście korzenie zapuściła też charyzmatyczna wspólnota Przymierze Miłosierdzia. Jej animatorzy przylecieli właśnie z kraju samby. Mieszkają w jednorodzinnym domku przy ul. Kruszwickiej.Duch wieje, kędy chce. Ostatnio mocno tchnął od strony Koszalina, gdzie wspólnota zaangażowała się w ewangelizacyjne rekolekcje. Tym razem ojcowie Antonello i Enrique – posługujący na co dzień w slumsach São Paolo – przyjadą do szczecińskiej katedry. Czują się tu jak w domu, bo w świątyni modli się założona przez nich wspólnota. Wszystko przez „Dzienniczek”. Dwóch włoskich kapłanów przed dwudziestu laty zaczęło chłonąć przesłanie Bożego Miłosierdzia. Strona po stronie. Ich reakcja była przedziwna. Ku zdumieniu statecznych włoskich braci spakowali się i wypłynęli za ocean.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6