Wiem, że jest z nami

Niedawno minęło ćwierć wieku od śmierci założyciela i duchowego ojca Ruchu Światło–Życie. Błogosławiony kapłan nadal czuwa nad swoimi oazowymi dziećmi.

Ci, którzy mieli okazję go poznać, wspominają poważnego, nawet surowego, a zarazem pełnego ciepła kapłana.

Piwonie dla ks. Franciszka

Dla Reginy Dygiel z Kołobrzegu spotkanie z ks. Blachnickim było jak nawrócenie. – Miałam wiarę, chodziłam do kościoła, ale na rekolekcjach w Krościenku poczułam, że muszę całkowicie zaufać Bogu, tak jak on – mówi. Do dziś pamięta świadectwo ks. Blachnickiego, który opowiadał o swoim nawróceniu w celi śmierci i poświęceniu życia Bogu. Wtedy bez wahania przyłączyła się do Ruchu Światło-Życie. Jest oazowiczką od blisko 35 lat. Potem wielokrotnie wracała do Krościenka. – Uderzyło mnie to jego poświęcenie i to serce, które we wszystko wkładał. Od tamtej pory naprawdę musiało się wydarzyć coś nadzwyczajnego, żebym nie była na codziennej Mszy św. Od 15 lat należę do Odnowy w Duchu Świętym – śmieje się pani Regina. W specjalnej teczce przechowuje swój oazowy znaczek, otrzymane w Kopiej Górce (dom, który stał się Centrum Oazy – przyp. red.) Pismo Święte poświęcone przez Jana Pawła II podczas wizyty w Nowym Targu, oazowe śpiewniki i zeszyt z notatkami z konferencji głoszonymi przez ks. Blachnickiego. – Często bywałam na Kopiej Górce, ale najbardziej w głowie został mi taki obrazek z piwoniami – uśmiecha się pani Regina. – Zobaczyłyśmy u jednej góralki takie wielkie białe piwonie, poprosiłyśmy, żeby nam sprzedała. Kiedy powiedziałyśmy, że to dla ks. Blachnickiego, to nie chciała od nas żadnych pieniędzy. Takim szacunkiem i miłością się tam cieszył. Nacięła taki bukiet, że przed sobą w objęciach dwoma rękoma musiałam go nieść. A jak ks. Blachnicki się ucieszył, kiedy je dostał! – wspomina ze wzruszeniem.

Orędownik o wyzwolenie

Na Kopiej Górce też ostatni raz się pożegnali, kiedy ks. Blachnicki wyposażył ją w wielką torbę kanapek i jabłek na długą zimową drogę powrotną do domu. – Potem dopiero rok po jego śmierci byłam w Carlsbergu. Ponieważ zawsze na pogrzebach kazał śpiewać pieśni o zmartwychwstaniu, więc kiedy stałyśmy z siostrami nad jego grobem śpiewałyśmy mu „Zmartwychwstał Pan!” – mówi nie kryjąc wzruszenia. – Na nocleg siostry zaprowadziły mnie do pokoju ks. Blachnickiego. Tam stał jego portret. Zapaliłam sobie świece i nie wiem, do której godziny nocnej siedziałam i tak, jakbym z nim rozmawiała. Prosiłam, żeby się wstawiał za nami, za Polską, żeby wypraszał nam wyzwolenie. Bo pani Regina nie ma wątpliwości, że ks. Blachnicki w niebie wciąż działa i troszczy się o swoje oazowe dzieci. – Jeszcze za jego życia miałam pewność, że spotkałam człowieka świętego, ale teraz często proszę go o wstawiennictwo. Polecam mu w opiekę ludzi uzależnionych od alkoholu – wyznaje.

Uzdrowienie w Lipiu

Podczas jednej z rozmów z kard. Ignacym Jeżem zapytałam go o ks. Blachnickiego, z którym dobrze poznali się, pracując w archidiecezji katowickiej. – On tak strasznie trudno gadał! Nie mogłem się wprost nadziwić, jak ta młodzież może go słuchać i jeszcze być tak zachwycona! – wspominał wówczas ze śmiechem kard. Jeż. I zaraz tłumaczył fenomen ks. Blachnickiego: – Młodzi czekają na ideę i wzór. To dawał im ks. Blachnicki – teoretycznie w swoich wskazaniach, ale potwierdzał to praktyką swojego życia. Pani Regina też pamięta kazania ks. Blachnickiego. – Stał pod tym dużym krzyżem w kościele w Krościenku i mówił kazanie dwie godziny! Wyjaśniał Ewangelię. I ludzie zasłuchani byli, ja też – wspomina. – Mówił, że Jezus żyje, że słowo Boże jest prawdą, że jeżeli się żyje według niego, to dzieje się wszystko, co słowo to zapowiada. A kto by tego nie chciał? – kiwa głową ks. Antoni Zieliński, który w 1975 r. „załapał bakcyla” oazowego. Przez 20 lat nieustannie prowadził rekolekcje oazowe i konsekwentnie propaguje idee Ruchu. – Patrzyliśmy na niego trochę pod górę. Bo czuło się, że to jest ktoś. Żył prawdą. I nie bał się sytuacji trudnych – wspomina ks. Antoni. Opowiada też o przenikliwości ks. Blachnickiego. – Naszą oazę nazwał Siloe. Byłoby dobrze, żeby tutaj też ludzie byli uzdrawiani duchowo i fizycznie – mówi ks. Antoni. – Kiedy przyjechał do Lipia na Rolę, zobaczył te bagna dookoła, pokiwał głową: „wszystko się zgadza”. Dla nas był to jasny dowód na to, że potrafił uważnie słuchać Ducha Świętego.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9